sobota, 30 marca 2019

Zemsta w Moszczenicy - rok 1902.


Zachowano pisownię oryginalną.Źródło u autorów.







Zemsta w Moszczenicy.


            W Moszczenicy pow. Gorlickiego wybuchł 4. bm. [styczeń] pożar w domu gospodarza Jana Bracha. Spalił się dom mieszkalny, stodoła wraz z tegorocznym zbiorem i stajnia, a w niej para koni. Bydło i trzodę zdołano uratować. Szkoda nieubezpieczona wynosi kilka  tysięcy koron. Przyczyną pożaru miała być zemsta z zazdrości. Młody dwudziestokilkoletni Jan Brach miał u siebie służącą, którą łudził podobno nadzieją ożenku. Widocznie zamiar ten porzucił i począł się starać o względy innej, którą miał poślubić w zapusty. Służąca Bracha widząc się zawiedzioną w swoich nadziejach, z zemsty podpaliła jego domostwo. Aresztowano ją i odstawiono do sądu powiat. w Bieczu.

piątek, 29 marca 2019

M. Ślazyk, Tajemniczy świat lokalnych roślin - Lepiężnik.


Lepiężnik

Lepiężnik Petasites to jedna z  roślin najwcześniej kwitnących wiosną. Zakwita jeszcze przed rozwojem liści. Oprócz niewielkich liści łodygowych, lepiężnik wytwarza też liście odziomkowe wyrastające bezpośrednio z kłącza. Olbrzymie liście odziomkowe rozwijają się dopiero po przekwitnięciu kwiatów i mogą osiągać średnicę kilkudziesięciu centymetrów. Liście lepiężnika białego i lepiężnika różowego to największe liście występujące u roślin dziko rosnących w Polsce. Lepiężniki spotkamy w miejscach wilgotnych, zwłaszcza nad potokami i rzekami, gdzie tworzą łopuszyny, czyli jednogatunkowe skupienia wyróżniające się wielkimi liśćmi. W Polsce wyróżniamy m.in. lepiężnik biały, lepiężnik różowy, lepiężnik wyłysiały.
Lepiężnika w średniowieczu używano do leczenia dżumy i różnych chorób zwierząt domowych. Sok z kłącza i papkę ze świeżych liści stosowano do leczenia ran. W medycynie ludowej lepiężnik był wykorzystywany w leczeniu padaczki, nerwic, kolek, nadciśnienia, bolesnych miesiączek, astmy, uporczywego kaszlu, alergii i bezsenności. Przy nieżytach górnych dróg oddechowych i astmie stosowana była herbata z liści, a przy gruźlicy płuc - okłady ze świeżych liści.


Lepiężnik, fot. M. Ślazyk


Literatura:
·         Rutkowski Lucjan, Klucz do oznaczania roślin naczyniowych Polski Niżowej, Warszawa, 2006, Wydawnictwo Naukowe PWN, ISBN 83-01-14342-8.
·         http://rozanski.li.pl
·          Matuszkiewicz Władysław, Przewodnik do oznaczania zbiorowisk roślinnych Polski. Warszawa 2006, Wydawnictwo Naukowe PWN, ISBN 83-01-14439-4.
·         Kuźniewski Eugeniusz, Augustyn – Janina, Przewodnik ziołolecznictwa ludowego, Warszawa, 1986, Wydawnictwo Naukowe PWN.

sobota, 23 marca 2019

Koniczyna polna smaczną jarzyną - artykuł prasowy z roku 1916.


Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.









Koniczyna polna smaczną jarzyną.

             Austryackie ministerstwo spraw wewnętrznych rozsyła zawiadomienie, że poczyniono dobre doświadczenia z zużytkowaniem koniczyny łąkowej, jako jarzyny smacznej, pożywnej i łatwej do uzyskania. Koniczyna dobrze przepłukana i przebrana, przyprawiona jako szpinak, zagotowana z drobną ilością mleka, masła (tłuszczu) i soli, smakuje jak delikatna fasolka strączkowa. Podobne próby poczyniono również ze zdrowymi liśćmi rzodkiewki, które dają także smaczną jarzynę.
              Ministerstwo zwraca uwagę na korzyści, jakie można odnieść przez wprowadzenie tej nowej smacznej a praktycznej jarzyny, zwłaszcza w aprowizacyi większych miast, gdzie nabywanie jarzyn cierpi niestety z powodu śrubowania cen.

M. Ślazyk, Tajemniczy świat lokalnych roślin - Kopytnik.


Kopytnik (Asarum europaeum)

Kopytnik (Asarum europaeum ) to wiecznie zielona bylina, występująca głównie w lasach południowej i środkowej Europy. Trudno go pomylić z innymi roślinami ze względu na charakterystyczne, błyszczące liście, które przypominają kształtem kopyta, oraz pieprzowy zapach. Twarde i skórzaste liście kopytnika są w stanie przetrwać mrozy, a duża zawartość chlorofilu umożliwia wykorzystanie nawet najmniejszej ilości światła do fotosyntezy. W lasach liściastych zimą można spotkać całe kobierce kopytnika, który był od już od starożytności uważany za symbol trwałości i życia.
            Kopytnik wytwarza bardzo niepozorne kwiaty zapylane przez padlinożerne muchówki.

Kopytnik, Fot. M. Ślazyk





























Wierzenia ludowe:

         Kopytnik od dawna uważany był za ziele czarodziejskie.
        W Małopolsce w XVII wieku w procesie o czary oskarżano jedną z kobiet, że z kopytnika robiła placki, które mogły odbierać krowom mleko. Także we współczesnych wierzeniach ludowych ziele to używa się do wianków poświęcanych w oktawę Bożego Ciała, którymi potem okadza się krowy w wigilię św. Jana przed czarownicami i domy dla zabezpieczenia od pioruna.
       Na Śląsku kopytnik stosowano do czarów erotycznych. Dziewczęta zbierały kopytnik w czasie przybywającego Księżyca i gotowały go w nowym, szczelnie zamkniętym, glinianym garnku. Podczas zbierania kopytnika wypowiadały następującą formułkę: „Nawarzym se kopytnika, abym miała zalotnika”. Gotowym naparem dziewczęta skrapiały się przed wyjściem na zabawę.

Medycyna ludowa:

        Tradycja zastosowań leczniczych kopytnika sięga co najmniej starożytności – o kopytniku pisali: Pedanios Dioskurydes, Galen i Pliniusz Starszy. W średniowieczu, za panowania Karola Wielkiego gatunek ten znany był jako vulgaginum, opisywany przez Paracelsusa i później przez Matthiolusa. W lecznictwie ludowym stosowany był przy różnych schorzeniach w postaci nalewki spirytusowej – leczono nią gruźlicę, migreny, wysoką gorączkę. Odwar z kopytnika z dodatkiem kminku podawano przy żółtaczce, a jako środek wzmacniający i uspakajający także przy schorzeniach serca oraz słabym dzieciom. Odwar stosowany w formie okładów na czoło miał przynosić ulgę przy bólach głowy. Już szesnastowieczne Ogrody zdrowia zalecały kopytnik jako dobry na oczy, który czyści wzrok. Przekonanie to przetrwało u ludu, który zalecał odwarem z liści leczyć stany zapalne oczu.  Mieszaniną liści kopytnika z octem nacierano także miejsca zaatakowane przez świerzb. Kopytnik też miał powszechne zastosowanie jako środek przywracający miesiączki.
        Uwaga! Kopytnik ma bardzo mocne działanie. Może leczyć, ale może też być powodem zatrucia.

Literatura:

• Talko-Hryncewicz Julian, Zarysy lecznictwa ludowego na Rusi południowej, Kraków, 1983, Akademia Umiejętności.
 Monika Kujawska, Łukasz Łuczaj Joanna Sosnowska, Piotr Klepacki, Rośliny w wierzeniach i zwyczajach ludowych Słownik Adama Fischera, Wrocław 2016, PTL, ISBN 978-83-64465-29-1
  Szafer Włądysław, Kulczyński Stanisław, Rośliny polskie, Warszawa 1953, PWN
  Hellwig Zygmunt, Byliny w parku i ogrodzie, Warszawa 1971, Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i leśne.
• Antkowiak Lidia, Rośliny lecznicze, Poznań 1998, Wydawnictwo AR im. Augusta Cieszkowskiego, ISBN 83-7160-146-8

sobota, 16 marca 2019

J. Grzędziński, Ziemia rozśpiewana - artykuł prasowy z roku 1935. Część II.


Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.









January Grzędziński
Ziemia rozśpiewana.


Czasem nędza i temperament wyrzuca Łemka w świat zbójnicki, nosi wówczas piękną barwną koszulę i jak mówi pieśń łemkowska „nicz ne robit, z ludzko stajni koni wodit”. Wiele pieśni poświęca Łemk zbójnikom. W wielu pośród nich widać wpływy słowackie, jak w pieśni starego bacy. Dzięki wspólnemu pokrewieństwu są one bliskie nieraz muzyki podhalańskiej.
Przeważnie jednak gdy ziemia własna wyżywić go nie może, idzie Łemk na pracę w bogate Morawy lub na Madziary: Tokaj, Debreczin, Temeszwar, Koszyce i daleki Dunaj raz po raz powtarzają się w łemkowskiej pieśni. A w jej rytmice, w rysunku melodji odzywają się wybitnie wpływy węgierskie. Wpływy te przenikają na Łemkowszczyznę zapewne i przez wędrownych cyganów, którzy na ziemi Łemków stanowią jedyne orkiestry.
„Jak ja pidu na Madziar, na Madziar komu se ja perko da, perko dam?” śpiewa w allegrovivo z czardaszowym akcentem.
Widzi tam dostatek urodzajnych nizin, wina madziarskie, radość i rozmach życia, bo też
…Huzari  dobri chłopi
Po sto złatych dajut propić…”
Łemk też chętnie zagląda do karczmy, aby popić palunki (wódki ) - zwłaszcza gdy
„…pryszła świata nedileńka
piła by sia sładka paluneńka
piła by sia deń po deń
piła by sia pakuneczka każdyj deń…”





Węgierska piosenka „Ej Madziar pije” znana na Podhalu jest równie często śpiewana i na  Łemkowszczyźnie.
Mimo względnie łatwiejszego życia czuje się Łemk na obczyźnie parjasem  i tęskni  do kraju, do swych wierchów i owiec.
Oj, podzme że my, podzme
oj, z madziarskoho kraju,
oj, bo na nas madziare
oj, krywo pozera jut…”
Ucieka też i z Moraw.
„Ej, koniczku żwawyj wynieś nia  z Morawy
Jak nia nie wyniesiesz strilju ci do gławy
Do gławy ci strilju, serce ci posekam
Bo ja z toho kraju do swoho uciekam”.




Masowa emigracja Łemków do „Hameryki” znajduje znowu swój wyraz w pieśni, uwidaczniając cała melancholię tego poświęcenia:” taka mene miła jazda jak sznurok na szyju” śpiewa smętnie.  
Wojsko obce, cesarskie w pieśni łemkowskiej na ogół również niemiły zostawiło ślad – „wojennyj chlib smacznyj, koljo razy wkuszu – zapłakać muszu”.
Do tej serji należy smętna dumka o powrocie z wojny rannego żołnierza:
(„ A ci ty spisz moja fraireczko”) tak tematem bliska starofrancuskiej balladzie o królu Renaud.
Marzy Łemk o swoim własnym domku o „chyży z tesanoho Drewa”, o swej dziewczynie – „frajirce”.
Jej to poświęca większość i niesłychaną różnorodność pieśni zalotnych, miłosnych, weselnych. Bardzo charakterystyczna jest np. śpiewana w Zachodniej Łemkowszczyźnie:
Kobyś była fraireczka sprawiedliwa
rosła by ci pod obłaczkom rozmaryja,
ale ci nie rośnie, - łem ci gorsze zaschnie (lecz ci bardziej zaschnie) boś bestyja!”.
Tańczy z temperamentem swój „obertanyj” – rodzaj polki –czardasza – jest zazdrosny o tancerkę, gotów karczmę spalić, gdy go frajerka zwodzi.
bodaj ta karczmiczka z horem,
z dymom poszła
 koj  moja frajirka (bis) na taniec
nie priszła”.



Wiele pieśni żeni Janiczka (Janiczek, Jańczyk, Wanniczek równie jak Hancia najczęściej spotykane imię w śpiewach łemkowskich) – inne mu to odradzają – przynajmniej „na razie”…
nie żeń ty sia – powiadają – toho roczku,
ej, toho roczku wojna bude
ej, mładoj żeny czkoda bude”.




Nie tylko pod względem treści ale i pod względem form muzycznych pieśń łemkowska przedstawia nadzwyczajne bogactwo. W rytmice spotykamy zarówno metryczność wiersza mazurowego lub krakowiaka, jak echa kołomyjki, wyraźne reminiscencje węgierskie, silne wpływy słowackie. Cały szereg pieśni wykazuje wyraźnie pochodzenie polskie, jak np. pieśń o chmielu, lub „W Małastowi czarna rola, ja jej oraw ne budu”, albo „Koło moho jogrudeczka zakwitała jabłoneczka”, wreszcie choćby znana tu pieśń o Janiczku na melodię „Hej górale”.
Skala tonów nie jest wprawdzie zbyt szeroka i rzadko przekracza sekstę lub oktawę, zato w ornamentyce pieśni łemkowskie są bardzo bogate – łemkowie lubują się w synkopowaniu i ozdobnikach.
Nie mają jednak łemkowie upodobań chóralnych, tak rozwiniętych dzięki śpiewom cerkiewnym w Rosji i na Ukrainie. Śpiewają unisono, jak tu mówią „samoiłką”, dzieląc się czasem na dwa „pidgołoski” i to tylko przy niektórych tonach pieśni. Pieśni indywidualizują, - stąd pochodzą liczne warjanty w różnych okolicach.
Naturalnie tych kilka słów nie wypełni obrazu łemkowskiego muzycznego folkloru, wymaga on długich, pedantycznych studjów muzykologów. Czeka on przedewszystkiem na swego zbieracza, któryby nie tylko jak Kolberg zgromadził ale jak Szopski przekazał te pieśni w nieskazitelnej ich piękności dla kultury – czeka na kogoś, kto by, jak Szymanowski dla Podhala, znalazł wyraz muzyczny tej ziemi.
Na progu zadania stanął p. Aleksander Ropicki, który nie tylko zebrał już i sharmonizował szereg pieśni łemkowskich, ale stworzył w ciągu kilku zaledwie miesięcy ludowy chór mieszany z 60 osób w Krynicy. Był on prawdziwą rewelacją w lutym b.r., gdy stanął z koncertem w Krynickim Domu Zdrojowym przed wyrobioną publicznością zdrojowiska.
Nie tylko same pieśni ale ich świetna harmonizacja wywołały owacje dla chóru i dyrygenta – zwłaszcza pieśni starego bacy i Oj, Waniczku były nawet wielokrotnie bisowane.
Chór swemi objazdami po wsiach wywołuje entuzjazm i budzi zamiłowanie do chóralnego śpiewu.
Rzecz ciekawa, że wplatane do repertuaru przez p. Ropickiego niektóre pieśni polskie w pewnej swoistej interpretacji spotykają się również z dużem powodzeniem nie tylko u słuchaczy zdrojowiska, ale na terenie wiejskim Łemkowszczyzny, gdzie chór p. Ropickiego miał już kilkanaście koncertów.
Uznanie uzyskane na wstępie, umiejętność i energia, z jaką p. Al. Ropicki z zupełnie surowego  materjału stworzył swój chór bez żadnych subwencji (na które ta sprawa wysoce zasługuje), wzbudzają nadzieję, że pieśń łemkowska nie zejdzie niepostrzeżenie i że da się ocalić ją dla kultury przed niszczącym zalewem przebojów kabaretowych.    

piątek, 15 marca 2019

M. Ślazyk, Tajemniczy świat lokalnych roślin - Goryczka.


Goryczka (Gentiana)

Goryczka to ogólna nazwa gatunków: goryczka żółta, go­ryczka krzyżowa, goryczka wąskolistna, goryczka wiosenna, goryczka krop­kowana, goryczka trojeściowa. Roślina ta występuje w Polsce południowej, głównie w Karkonoszach i Karpatach.



Goryczka trojeściowa. Fot. M. Ślazyk


          Nazwa „goryczka” pochodzi od gorzkawego smaku korzenia. Dawniej w Małopolsce goryczka była nazywana „rękawkami”, „sukienkami” lub „paluszkami Matki Boskiej”. Górale używali też określenia: świecznik”. Wszystkie te nazwy były związane z kształtem kwiatów.
Już w średniowieczu św. Albert Wielki – dominikanin, który w szczególny sposób interesował się chemią,  botaniką i zoologią, opowiadał, że jeśli goryczkę zmiesza się z krwią dudka i spali w płomieniu kagańca, to w świetle tym widać ludzi do góry nogami, a gwiazdy biegają. Ludność pogranicza przypisywała goryczce cudowne właściwości – ziele te miało moc odstraszania diabła, duchów, demonów. Goryczkę poświęconą z innymi ziołami w święto Matki Bożej Zielnej suszono, chowano za strzechę i okadzano izby, aby uchronić od złego.
W gospodarstwach odwar z goryczki był podawany krowom, co miało wpływać na jakość mleka i masła. Napar z goryczki i innych ziół podany koniom miał je chronić od chorób.  W okolicach Nowego Targu korzenie lub całą ususzoną roślinę kładziono między bieliznę, aby nie gryzły jej mole.
Lecznictwo ludowe. Goryczka w dawnych zielnikach polskich była doceniana jako środek zachowujący w zdrowiu przez długie lata lub  antitoxicum – czyli surowica antytoksyczna. Żyjący w XVI wieku krakowski botanik Henryk Spiczyński uważał, że goryczka ma bardzo silną moc spajania ran, dlatego zalecano picie z odwaru korzenia osobom potłuczonym lub tym, którym się coś przerwało. Różański podaje, że w dawnej medycynie ludowej goryczkę, zwłaszcza żółtą i kropkowaną stosowano przy podagrze, reumatyzmie, zimnicy, anemii oraz do obmywania ropnych ran. Substancje gorzkie goryczek  pobudzają wydzielanie śliny, soku żołądkowego, jelitowego, trzustkowego i żółci, dlatego na łemkowszczyźnie stosowano wywary z goryczki na pobudzenie apetytu  i trawienia.
          Obecnie wiadomo, że wyciągi z goryczki zastosowane na czczo i w większych dawkach mają właściwości przeciwpasożytnicze, głównie przeciwko delikatnym obleńcom i pierwotniakom.

Literatura:

·        Kujawska Monika,  Łuczaj Łukasz Joanna Sosnowska Joanna, Klepacki Piotr, Rośliny w wierzeniach i zwyczajach ludowych Słownik Adama Fischera, Wrocław 2016, PTL, ISBN 978-83-64465-29-1
·        Szafer Władysław, Kulczyński Stanisław, Rośliny polskie, Warszawa 1953, PWN
·        Szary Adam, Bieszczadzkie motywy roślinne między światem żywych a krainą zmarłych, Rzeszów 2015, Wydawnictwo Carpathia, ISBN 978-83-62076-37-6
·        Różański Henryk, http://rozanski.li/542/goryczka-gentiana-w-praktycznej-fitoterapii/ [w:] Medycyna dawna i współczesna [on-line]
·   Talko-Hryncewicz Julian, Zarysy lecznictwa ludowego na Rusi południowej, Kraków, 1983, Akademia Umiejętności.

sobota, 9 marca 2019

Mordercze walki o wąwóz dukielski - wspomnienia z roku 1915. Część III.


Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.

Mordercze walki o wąwóz dukielski.

Z listów podoficera – Polaka.

III.


            Zapadał właśnie zmierzch burzliwego dnia zimowego. Wicher wył przeraźliwie, a gęsta zawieja śnieżna- zapełniła zupełnie horyzont. Nie sposób było patrzeć na oczy w stronę burzy. Lodowaty wiatr mroził krew w żyłach.
            W sam raz wyborna pora dla Moskali do podjęcia szturmu. Jestto już ich zwyczajem, że zawsze w taką szaloną  wichurę podejmują zacięte ataki. Im gorszy czas, tem bardziej srożą się ich napady.
            Więc i teraz spodziewaliśmy się ich na pewno. Byliśmy na ich przyjęcie doskonale przygotowani. Znakomite rowy strzeleckie i płoty z kolczastego drutu, dawały nam silne oparcie się przed nagłymi atakami nieprzyjaciela. Na spadzistych stokach góry, przygotowane stały ogromne głazy kamienne i kłody drzewa do stoczenia na zbliżającego się z dołu nieprzyjaciela. A w lesie i na wielu punktach, gdzie spodziewaliśmy się silniejszego starcia, założono miny. Powitanie więc Rosyan musialo być „gorące”. Czekamy, wytężając w ciemną dal oczy, wypatrując wroga, kiedy wreszcie patrole dadzą znać, że nieprzyjaciel z wielką siłą zbliża się do wzgórza.
            Chociaż próbowali zaskoczyć nas niespodzianie, nie udało im się podejść cicho pod nasze pozycye. Między nimi a naszemi patrolami wywiązały się ostre potyczki. Zrobił się alarm porządny.
Przyjęliśmy nadchodzących „gości”przyzwoicie jak należało.
            Pierwsze ich szeregi skoszone zostały w lot ogniem karabinów ręcznych i maszynowych, na idące za nimi dalsze rezerwy, potoczyły się w dół ogromne bryły kamienne i liczne kłody. A każde rozstawione straże doniosły,  że na podminowanym obszarze skrupiły się większe grupy nieprzyjacielskie, nastąpił straszny wybuch min.


Zdjęcie opublikowane w prasie 13.03.1915.


         




           





















               Co się wówczas działo trudno opisać. Długą chwilę słychać było tylko rozdzierające powietrzem jęki, głosy trwogi, trzask karabinów i huk toczących się kamieni. Atak rosyjski złamał się zupełnie. Z bagnetem w ręku oczyściliśmy kawał zbocza górskiego. Dalszy nas postęp wstrzymany został  z rozkazu komendy.. Nieprzyjaciel nie mogąc zdobyć wzgórza od frontu, pchnął teraz główne siły na prawo, ażeby zaatakować nas z flanki, gdzie było łatwiejsze wyjście na górę.
               Część tam nas poszła dla umocnienia szeregów, reszta a także i ja zostałem.
               Nie uszło więcej jak godzinę, kiedy nowe oddziały rosyjskie zarysowały się w cieniach nocy. Po pierwszej naszej salwie, legli na ziemi i pełzając na brzuchu podeszli do samych zasiek z drzewa. Pokotem legli wśród gałęzi i konarów drzew. Wprost niepodobna było im przejść przez poplątane gałęzie; żołnierz utykał i przewracał się. Śmierć kosiła na wszystkie strony. Dodać należy, iż Moskale byli zmarznięci strasznie. Wszak całą burzę musieli wytrzymać bez osłony i w nędznym ubraniu.
               Zaledwo odparliśmy ten drugi atak, a już nastąpił trzeci. Rosyanie szli rzadko, czołgając się na brzuchach a wreszcie zatrzymali się w pewnej odległości i zaczęli nas intensywnie ostrzeliwać. Po pewnym czasie stwierdziliśmy wysunięcie się nowych sił rosyjskich. Ale i teraz nie posuwali się zbytnio naprzód.
               Tymczasem na flance prawej rozgorzała zażarta walka. Jak opętani szli Moskale w morderczy ogień, to znów się cofali i znów szli do ataku. Tak przeszła cała ta noc.
               Rano cofnęli się trochę niżej i okopali. Pomimo ognia artyleryi, wytrwali cały dzień a wieczór ponowili znowu swoje ataki.  Widać jakie wielkie znaczenie miało posiadanie owego wzgórza.
              Tej nocy odparliśmy osiem szturmów rosyjskich. Drugą noc z rzędu nie zmrużyliśmy oka. Zdawało się, że i trzecie przejdzie tak samo. Tymczasem, zrobił się ostry mróz a jasna noc księżycowa, odwiodła Rosyan od zamiaru niepokojenia nas. Ale o spaniu nie było naturalnie mowy. Trzeba było czuwać z bronią w ręku.
              Takich dni i nocy przeżyliśmy wiele. Kiedy po takim ataku, przeszukaliśmy teren poniżej naszych fortyfikacji, zawsze jeden i ten sam obraz ukazywał się naszym oczom. Miejscami leżeli rzędem ciężko ranni i polegli, jak ich śmierć zastała w szeregu, gdzieindziej zgnieceni przez głazy górskie i  potworne kloce, leżeli trupy w nieprawdopodobnych pozycyach, ówdzie strzępy ludzkie rozerwane przez wybuch min i od ręcznych granatów.
             Czasem w jakimś gąszczu, pokłuci bagnetami leżeli nasi i moskiewscy żołnierze gromadnie. Najwięcej było zabitych w pobliżu naszych stanowisk na zasiekach z drzew i drutu kolczastego. Tu niejeden dostał kilkanaście postrzałów a każdy wypalony z bliska był niebezpieczny. A ilu Rosyan  zginęło w ustronnych krzakach bez śladu? Kiedy puściły śniegi, odnaleźliśmy mnóstwo trupów rosyjskich. Zwykle teraz przeszukujemy po każdem starciu teren walki z psami, przy których pomocy, można dopiero najlepiej wyszukać zaginionych.

sobota, 2 marca 2019

Obchody Kościuszkowskie w Harklowej i Wójtowej w 110. rocznicę bitwy pod Racławicami - relacje prasowe z roku 1904.



Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.





Harklowa, pow. Jasło. 

         Drodzy bracia! Matka nasza, Polska, już długie, setne lata puka do nas, jako do synów Ojczyzny, puka do serc naszych, jako do dzieci swoich i woła do nas: dzieci moje i syny moje, wspomnijcie na mnie! Przypomnijcie sobie, żem Was zrodziła i wykarmiła i miljony już do siebie przyjęła  pokryła. Odzywam się do was, czemu mnie, matce swej, pozwalacie tak długo w takich cierpieniach, tak kajdanami okrutnie skrępowanej, w takiej niewoli ciężkiej cierpieć? Czemu, dzieci moje, wy, którzy przynajmniej macie wolność ubolewać nad moją niewolą, wy w zaborze austrjackim, czemu tak gnuśni i ospali jesteście?
          O matko nasza, ziemio polska, o Ojczyzno nasza! Wołamy do ciebie, my dzieci twoje, czujemy twą boleść i twoje ciężary, widzimy jak jesteś uniżoną, lecz nie sądź tak o nas, bo my, dzieci twoje, nie zapominamy o tobie, ale zdrajcy i wrogi są nam na przeszkodzie. Mimo to nie ustajemy i dziś, w dniu 4-go kwietnia 1904 r., gdy nam przypomniałaś się przez swego syna i bohatera Tadeusza Kościuszkę, obudzone zostały miljony serc synów i córek Polski.
          I my tutaj, w gminie i parafji Harklowy, obchodziliśmy pamięć Twoją. Po nabożeństwie południowem, nasze towarzystwo polskich rycerzy pod opieką Najśw. Serca Jezusowego, założone za staraniem ks. Kanonika St. Hańskiego w Harklowej, wyruszyło za granicę wioski. Tu, na granicy, spotkaliśmy się z oddziałem z parafiji Wójtowy i tam zrobiliśmy potyczkę, niby powstanie i utarczkę z moskalami. Wobec licznego narodu zgromadzonego na tym placu, uszykowaliśmy się w szeregi, potem wystąpił Krzysztofik Jan z Głębokiej i miał krótki odczyt o Kościuszcez pod Racławic. Potem wystąpł naczelnik gminy Wójtowy, Jędrzej Kosiński i miał krótką przemowę do zgromadzonego ludu. I popłynęły z serca i ust ludzkich pieśni patriotyczne i z temi pieśniami rozeszliśmy się w swoje strony.  Potem zebraliśmy się w czytelni ludowej w Harklowej, gdzie wobec zgromadzonych gości pokrzepił nas, przenikającą do głębi przemową, nasz czcigodny ks. kanonik Hański; potem miał rodak nasz, Michał Belniak, wzniosły odczyt o życiu i wszystkich wypadkach Naczelnika Kościuszki, a na zakończenie przemówił, ażebyśmy się wspierali wzajemną miłością , popierali przemysł chrześcijański, robili wzajemne spółki i t. d. Na ostatek p. Jan Sadowski miał prześliczną przemowę, która do głębi wzruszyła każdego. Nastał potem śpiew pieśni narodowych i z pieśnią wyszliśmy do kościoła parafjalnego, pałaszami wykopaliśmy dołki i wsadziliśmy dwa drzewka modrzewiowe.  P. Belniak miał przemowę do młodzieży, zaśpiewaliśmy na zakończenie „Boże coś Polskę” i rozeszliśmy się każdy do swego domu. Odzywam się do was, drodzy bracia, łączmy się w jedną myśl i miłość, wspierajmy swój chrześcijański i polski przemysł, organizujmy polskie towarzystwa, a tak dojdziemy do pożądanego celu, którego z nas każdy pragnie. Tego życzy i zasyła serdeczne pozdrowienie wszystkim czytelnikom

Michał Wiejowski







           Z Wójtowy opisują nam drugą część tej uroczystości, która się tam po rozłączeniu się z Harklowianami odbyła.
           Po powrocie miał Jędrzej Kosiński przemowę i odczytał niektóre ustępy z książki o Tadeuszu Kościuszce. Potem inni mowcy, jako to: Józef Czeluśniak, Stanisław Kusiak, Jan Kosiński i Piotr Nitkowski z Lipinek, odczytali ustępy z gazetki i w końcu odśpiewali pieśni narodowe i na tem uroczystość zakończyliśmy przy wielkiem zgromadzeniu narodowem. Wszyscy wspólnie brali udział w tej uroczystości. A kiedy da Bóg doczekać drugiego roku, to więcej z martwych wstanie uśpionych w ciemnocie. […]

J.K.