sobota, 12 stycznia 2019

J. Grzędziński, Ziemia rozśpiewana - artykuł prasowy z roku 1935. Część I.


Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.





January Grzędziński
Ziemia rozśpiewana


Mało kto wie w Polsce o ziemi łemkowskiej. Mało kto wie, że ta ziemia łemkowska od wieków wchodzi w skład naszej pięknej Rzeczypospolitej – mało kto wie, że należy ona do najpiękniejszych jej zakątków.
Liczne rzesz obywateli z różnych krańców Polski rok w rok przebywają w uroczych zdrojowiskach Krynicy, Żegiestowa, Rymanowa czy Wysowej – tysiące sportowców polskich przemykają się dziś w porze zimowej na nartach po zimowych szlakach Beskidu Sądeckiego i Beskidu Niskiego – jakże nieliczni są ci, co wiedzą, że ten malowniczy szmat Karpat Środkowych to – ziemia łemkowska.
Jeżeli jednak ktoś zechce więcej się dowiedzieć o ziemi łemkowskiej i sięgnie do Encyklopedji, to znajdzie tam o niej trzy wiersze, z których dowie się, że ziemię tę zamieszkuje lud zwany łemkami od często używanego przezeń wyrazu łem co znaczy tylko.
Łem” tyle – to trochę za mało. To za mało jak na wiedzę o ludzie, który rozsiadł się po obu stronach Karpat na terenie Rzeczypospolitej, zamieszkuje przestrzeń pięciu górskich i podgórskich powiatów – to za mało o ziemi, którą przebywamy pociągiem z Nowego Sącza do Łupkowa w 3 ½ do 4 godz. czasu.

Niema też w Polsce żadnej monografji, żadnych polskich prac naukowych poświęconych łemkom i ich ziemi – jakieś drobne przyczynki tu i owdzie i to z przed kilkudziesięciu lat.
Krajoznawstwo polskie, turystyka, rozwijające się w Polsce coraz bardziej zamiłowanie do górskiej włóczęgi powinny się przyczynić do lepszej znajomości Łemkowszczyzny, ale stać się to może wówczas dopiero, gdy turysta interesować się będzie nie tylko przyrodą gór, lecz i folklorem, który je ożywia.
Taternictwo polskie ma nieocenioną dla kultury polskiej zasługę nie przez zdobycie Mnicha lub Garłucha lecz przez zdobycie dla niej bezcennych walorów folkloru Polskiego Podhala. Nadszedł już czas na Huculszczyznę, pociągającą swym egzotyzmem, - nadejdzie zapewne i na ziemię łemkowską i na jej mieszkańców.
Łemkowie, aczkolwiek tak samo jak Bojkowie stryjscy i Huculi są góralskim ludem ruskim, mają swe odrębne oblicze.
Różnią się oni zarówno typem, jak i mową nie tylko od Rusinów z niziny Wschodniej Małopolski, ale także i od górali Huculszczyzny.
Wiele na to mogło się złożyć przyczyn historycznych – bliskie sąsiedztwo z Słowaczyzną, gospodarcze i handlowe koneksje z Węgrami przez stary wielki szlak handlowy dukielski i przez tak powszechne sezonowe emigracje do Węgier, styczność z Polskiem Podhalem, starcia prądów religijnych wschodnich  zachodnich – w tem skrzyżowaniu wpływów kształtowała się Łemkowszczyzna, jej sztuka ludowa, a przedewszystkiem jej pieśń, w której zwłaszcza widać zarówno łemkowską indywidualność, jak i wszystkie historyczne wpływy.
A lud łemkowski jak wszystkie ludy słowiańskie, jest naprawdę rozśpiewany.
Swoją dolę i niedolę, swoją troskę i radość musi wyśpiewać, musi wyrazić w pieśni. Musi się w niej wyżalić i wycieszyć.  Dlatego też folklor muzyczny łemkowski jest tak ogromnie bogaty i dziś doliczyć się można ponad 800 pieśni śpiewanych na Łemkowszczyźnie, co wobec niewiele ponad sto melodji góralskich, zebranych przez St. Mierczyńskiego, daje miarę tego rozśpiewania.
Dlatego z pieśni łemkowskiej da się odtworzyć pełny niemal obraz życia Łemka.
Widać w nich i przyrodę krajobrazu, w której rozmiłowała się dusza górala: śpiewa o wiatrach, które wieją „na hore”, śpiewa o buczkach, o „lipkach zełenych” co stoją „w szerym polu”, o dębinie, o jaworach, o „liszczynie” co „szumiła jak się rozwywała”, śpiewa o wołkach, o jeleniach, o zazulkach i sowach.
Jego kontakt z przyrodą jest tak żywy, że ze swych cierpień i trosk nikomu się tak nie zwierza, jak swym wierchom.
Oj, wersze, mój wersze,
mój zełenyj wersze. –
już mi tak ne bude,
jak mi było persze…”
Przeważnie pasterz – „kozar” czy juhas – przywiązany jest też i do swych owiec. I gdy go biorą do wojska, zgnębiony poborem śpiewa do swych owiec smętnie:
Hej, owce, moje owce
ej, niej was pase chło kce
ja was pasać nie budu,
ej, bo na wojnu pudu…”
Jakże głębokim choć prymitywnym liryzmem tchnie np. przepiękna pieśń starego bacy, przed którym staje widmo śmierci i już nie pójdzie ze swemi owcami:
„Ja soj bacza barz już staryj
ne dożyju do jari,
ne buduj mi zazulki kukat
na tom mojem koszari…
 Hore soj oweczki, hore dołynami
ja soj bacza staryj
ne pudu za wami…”


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza