sobota, 16 marca 2019

J. Grzędziński, Ziemia rozśpiewana - artykuł prasowy z roku 1935. Część II.


Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.









January Grzędziński
Ziemia rozśpiewana.


Czasem nędza i temperament wyrzuca Łemka w świat zbójnicki, nosi wówczas piękną barwną koszulę i jak mówi pieśń łemkowska „nicz ne robit, z ludzko stajni koni wodit”. Wiele pieśni poświęca Łemk zbójnikom. W wielu pośród nich widać wpływy słowackie, jak w pieśni starego bacy. Dzięki wspólnemu pokrewieństwu są one bliskie nieraz muzyki podhalańskiej.
Przeważnie jednak gdy ziemia własna wyżywić go nie może, idzie Łemk na pracę w bogate Morawy lub na Madziary: Tokaj, Debreczin, Temeszwar, Koszyce i daleki Dunaj raz po raz powtarzają się w łemkowskiej pieśni. A w jej rytmice, w rysunku melodji odzywają się wybitnie wpływy węgierskie. Wpływy te przenikają na Łemkowszczyznę zapewne i przez wędrownych cyganów, którzy na ziemi Łemków stanowią jedyne orkiestry.
„Jak ja pidu na Madziar, na Madziar komu se ja perko da, perko dam?” śpiewa w allegrovivo z czardaszowym akcentem.
Widzi tam dostatek urodzajnych nizin, wina madziarskie, radość i rozmach życia, bo też
…Huzari  dobri chłopi
Po sto złatych dajut propić…”
Łemk też chętnie zagląda do karczmy, aby popić palunki (wódki ) - zwłaszcza gdy
„…pryszła świata nedileńka
piła by sia sładka paluneńka
piła by sia deń po deń
piła by sia pakuneczka każdyj deń…”





Węgierska piosenka „Ej Madziar pije” znana na Podhalu jest równie często śpiewana i na  Łemkowszczyźnie.
Mimo względnie łatwiejszego życia czuje się Łemk na obczyźnie parjasem  i tęskni  do kraju, do swych wierchów i owiec.
Oj, podzme że my, podzme
oj, z madziarskoho kraju,
oj, bo na nas madziare
oj, krywo pozera jut…”
Ucieka też i z Moraw.
„Ej, koniczku żwawyj wynieś nia  z Morawy
Jak nia nie wyniesiesz strilju ci do gławy
Do gławy ci strilju, serce ci posekam
Bo ja z toho kraju do swoho uciekam”.




Masowa emigracja Łemków do „Hameryki” znajduje znowu swój wyraz w pieśni, uwidaczniając cała melancholię tego poświęcenia:” taka mene miła jazda jak sznurok na szyju” śpiewa smętnie.  
Wojsko obce, cesarskie w pieśni łemkowskiej na ogół również niemiły zostawiło ślad – „wojennyj chlib smacznyj, koljo razy wkuszu – zapłakać muszu”.
Do tej serji należy smętna dumka o powrocie z wojny rannego żołnierza:
(„ A ci ty spisz moja fraireczko”) tak tematem bliska starofrancuskiej balladzie o królu Renaud.
Marzy Łemk o swoim własnym domku o „chyży z tesanoho Drewa”, o swej dziewczynie – „frajirce”.
Jej to poświęca większość i niesłychaną różnorodność pieśni zalotnych, miłosnych, weselnych. Bardzo charakterystyczna jest np. śpiewana w Zachodniej Łemkowszczyźnie:
Kobyś była fraireczka sprawiedliwa
rosła by ci pod obłaczkom rozmaryja,
ale ci nie rośnie, - łem ci gorsze zaschnie (lecz ci bardziej zaschnie) boś bestyja!”.
Tańczy z temperamentem swój „obertanyj” – rodzaj polki –czardasza – jest zazdrosny o tancerkę, gotów karczmę spalić, gdy go frajerka zwodzi.
bodaj ta karczmiczka z horem,
z dymom poszła
 koj  moja frajirka (bis) na taniec
nie priszła”.



Wiele pieśni żeni Janiczka (Janiczek, Jańczyk, Wanniczek równie jak Hancia najczęściej spotykane imię w śpiewach łemkowskich) – inne mu to odradzają – przynajmniej „na razie”…
nie żeń ty sia – powiadają – toho roczku,
ej, toho roczku wojna bude
ej, mładoj żeny czkoda bude”.




Nie tylko pod względem treści ale i pod względem form muzycznych pieśń łemkowska przedstawia nadzwyczajne bogactwo. W rytmice spotykamy zarówno metryczność wiersza mazurowego lub krakowiaka, jak echa kołomyjki, wyraźne reminiscencje węgierskie, silne wpływy słowackie. Cały szereg pieśni wykazuje wyraźnie pochodzenie polskie, jak np. pieśń o chmielu, lub „W Małastowi czarna rola, ja jej oraw ne budu”, albo „Koło moho jogrudeczka zakwitała jabłoneczka”, wreszcie choćby znana tu pieśń o Janiczku na melodię „Hej górale”.
Skala tonów nie jest wprawdzie zbyt szeroka i rzadko przekracza sekstę lub oktawę, zato w ornamentyce pieśni łemkowskie są bardzo bogate – łemkowie lubują się w synkopowaniu i ozdobnikach.
Nie mają jednak łemkowie upodobań chóralnych, tak rozwiniętych dzięki śpiewom cerkiewnym w Rosji i na Ukrainie. Śpiewają unisono, jak tu mówią „samoiłką”, dzieląc się czasem na dwa „pidgołoski” i to tylko przy niektórych tonach pieśni. Pieśni indywidualizują, - stąd pochodzą liczne warjanty w różnych okolicach.
Naturalnie tych kilka słów nie wypełni obrazu łemkowskiego muzycznego folkloru, wymaga on długich, pedantycznych studjów muzykologów. Czeka on przedewszystkiem na swego zbieracza, któryby nie tylko jak Kolberg zgromadził ale jak Szopski przekazał te pieśni w nieskazitelnej ich piękności dla kultury – czeka na kogoś, kto by, jak Szymanowski dla Podhala, znalazł wyraz muzyczny tej ziemi.
Na progu zadania stanął p. Aleksander Ropicki, który nie tylko zebrał już i sharmonizował szereg pieśni łemkowskich, ale stworzył w ciągu kilku zaledwie miesięcy ludowy chór mieszany z 60 osób w Krynicy. Był on prawdziwą rewelacją w lutym b.r., gdy stanął z koncertem w Krynickim Domu Zdrojowym przed wyrobioną publicznością zdrojowiska.
Nie tylko same pieśni ale ich świetna harmonizacja wywołały owacje dla chóru i dyrygenta – zwłaszcza pieśni starego bacy i Oj, Waniczku były nawet wielokrotnie bisowane.
Chór swemi objazdami po wsiach wywołuje entuzjazm i budzi zamiłowanie do chóralnego śpiewu.
Rzecz ciekawa, że wplatane do repertuaru przez p. Ropickiego niektóre pieśni polskie w pewnej swoistej interpretacji spotykają się również z dużem powodzeniem nie tylko u słuchaczy zdrojowiska, ale na terenie wiejskim Łemkowszczyzny, gdzie chór p. Ropickiego miał już kilkanaście koncertów.
Uznanie uzyskane na wstępie, umiejętność i energia, z jaką p. Al. Ropicki z zupełnie surowego  materjału stworzył swój chór bez żadnych subwencji (na które ta sprawa wysoce zasługuje), wzbudzają nadzieję, że pieśń łemkowska nie zejdzie niepostrzeżenie i że da się ocalić ją dla kultury przed niszczącym zalewem przebojów kabaretowych.    

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza