OSTATNIE SZTUKI! Gorlickie w Wielkiej Wojnie 1914-1915. Wspomnienia, relacje, legendy.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przełamanie pod Gorlicami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przełamanie pod Gorlicami. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 maja 2019

Bitwa pod Gorlicami - plany i przygotowania



           Front pod Gorlicami zastygł na przełomie grudnia 1914/stycznia 1915 r. Miasto jak i okoliczne wioski znalazły się pomiędzy walczącymi armiami, bądź w bezpośrednim zapleczu frontu. Sytuacja ta trwała aż do początku maja 1915 r., kiedy to państwa centralne ruszyły z decydującą ofensywą. Plany takiego ataku zrodziły się w głowach sztabowców zarówno austro-węgierskich, jak i niemieckich jeszcze w początkach 1915 r., (dzisiejsza historiografia za ojca planu przełamania pod Gorlicami- Tarnowem uznaje Głównodowodzącego austro-węgierkiej armii, Conrada von Hotzendorfa),  a ostatecznie wykrystalizowały się po nieudanych próbach przełamania frontu w Karpatach zimą i wczesną wiosną 1915 r.

Dlaczego Gorlice?

       Przy wyborze miejsca i kierunku głównego uderzenia brano pod uwagę kilka możliwości, natarcie z Prus Wschodnich na północne skrzydło rosyjskie mogło zmienić położenie wojsk państw centralnych w Królestwie Polskim, ale tylko nieznacznie wpłynąć na sytuację armii austro-węgierskiej w Galicji. Natomiast ofensywa niemiecko-austriacka w Karpatach wymagała pokonania wielu problemów organizacyjnych, w tym związanych ze słabo rozwiniętą siecią dróg. Skoncentrowanie mas żołnierzy w górzystym terenie było trudne i z uwagi na czas trwania przygotowań do natarcia nie uszłoby uwadze przeciwnika. Pozostały tylko dwa warianty: przeprowadzenie uderzenia między Wisłą a Beskidami lub między Pilicą a Wisłą. Ostatecznie wybrano  wariant pierwszy. Skrzydłom nacierających wojsk, chronionym przez Wisłę i pasma Beskidów, w zasadzie nie groziło okrążenie. Według oceny wywiadu odcinek frontu rosyjskiego u podnóża gór był słabiej obsadzony niż pozycje w Karpatach. Nie bez znaczenia był fakt, że w przypadku przełamania pozycji nieprzyjaciela na południu nacierający mieliby do sforsowania Wisłokę i San, a nie, jak w przypadku uderzenia z centrum szeroką Wisłę z twierdzą Dęblin. Można dodać, że teren wybrany do przeprowadzenia operacji miał wiele zalet. Aktywny odcinek natarcia (Ciężkowice – Magura) miał naturalne granice – od północy wał Pogórza Ciężkowickiego, na południu podnóża Beskidu Niskiego i otwierał się na Doły Jasielsko–Sanockie, tj. szeroką, płaską kotlinę ułatwiającą działanie dużych sił. Kotlina ta była przecięta wieloma rzekami przebiegającymi prostopadle do osi natarcia, ale nie były to duże i trudne przeszkody. Przez tę kotlinę przebiegały szlaki transportowe w ogólnym kierunku zachód – wschód (linia kolejowa, gościńce Gorlice – Sanok, Gorlice – Dukla). Szybkie opanowanie tej doliny zwłaszcza rejonu Żmigród- Dukla musiałoby skończyć się katastrofą sił rosyjskich na grzbiecie karpackim.

Plan uderzenia i siły państw centralnych

         Podczas konferencji w Berlinie (14 kwietnia 1915r.) ustalono że zasadnicze uderzenie wykona świeżo sformowana niemiecka 11. Armia gen. Augusta von Mackensena oraz podporządkowana mu 4. Armia austro-węgierska arcyksięcia Józefa Ferdynanda, na prawym skrzydle zaś miał nacierać X Korpus 3. Armii Gen. Conrad chcąc wzmocnić siłę natarcia i nie dopuścić do przypisania sobie przez Niemców całej zasługi zwycięstwa, zobowiązał się wzmocnić każdą z wymienionych armii dwoma dywizjami piechoty, a 11. Armię także uzupełnić cesarsko-królewską dywizją kawalerii oraz udzielić 11. Armii wydatnej pomocy w formie przydziału lekkich kolumn taborowych.
          Potrzebne do przeprowadzenia ofensywy wojska w większości przetransportowano z frontu zachodniego. Transporty rozpoczęły się 17 kwietnia, a już 30 kwietnia wszystkie oddziały (poza niemieckim X Korpusem Rezerwowym) znajdowały się na pozycjach. Tak więc niemiecka grupa uderzeniowa została doprowadzona do miejsca przeznaczenia w 485 pociągach po 60 stuosiowych składów dziennie w przeciągu ośmiu dni. Bardzo ważnym aspektem całej operacji było utrzymanie tego przedsięwzięcia w tajemnicy, tak, aby Rosjanie do ostatniej chwili nie byli świadomi losu który ich czeka. Był to jeden z koniecznych warunków osiągnięcia zaskoczenia i w konsekwencji zwycięstwa. W tym celu stosowano wszelkie możliwe środki. Ograniczano nawet możliwość palenia w piecach i poruszania się w dzień po drogach. W nocy surowo egzekwowano rozkaz nakazujący zaciemnienie okien.
          11. Armia miała zająć pozycje wyjściowe na odcinku 32,5km, opróżnione przez dotychczas obsadzające je pododdziały 4. i 3. Armii austro-węgierskich, które miały się w tym celu rozsunąć i zająć pozycje na jej skrzydłach. Korpus kombinowany zajął dziewięciokilometrowy pas działań na odcinku Zawodzie (dzielnica Gorlic)-Ropica Ruska (dziś Ropica Górna), wzdłuż Sękówki do jej ujścia do Ropy. Między Ropicą Ruską a południową częścią wsi Sękowa znalazła się bawarska 11. Dywizja Piechoty gen. Von Kneussela, któremu podlegał cały korpus. Jej zadaniem było zdobycie wzgórz Zamczysko i Postronie, a następnie wsi Męcina. Dalej w kierunku Gorlic zajęli stanowiska żołnierze 119. Dywizji Piechoty gen. Behra. Mieli oni nacierać w kierunku na Sokół i Zawodzie oraz dalej na wieś Kobylanka.
       XLI Korpus gen. Francoisa zajął ośmiokilometrowy pas frontu naprzeciw Gorlic. Na przedmieściu Magdalena i w Stróżówce znalazła się 82. Rezerwowa Dywizja Piechoty gen. Stockena z zadaniem zdobycia Cmentarza parafialnego w Gorlicach i północnego skraju miasta wraz ze wzgórzem 357 (dzisiejsza Góra Cmentarna) oraz dalej Glinika Mariampolskiego. Natomiast na odcinku Mszanka-Wola Łużańska stanęła 81. Rezerwowa Dywizja Piechoty gen. Fabariusa. Miała ona opanować Zagórzany. Zadanie XLI Korpusu wydawało się stosunkowo proste gdyż wzniesienia, które miał pokonać w walce były łagodne i pozwalały artylerii podążać za piechotą.
        Dalej w kierunku Staszkówki, na długości siedmiu kilometrów biegły pozycje austro-węgierskiego VI Korpusu gen. Strassenburga. Przed Łużną znajdowała się 12. Dywizja Piechoty gen. Kestranka. Jej zadaniem było zdobyć odgrywające ważną role w rosyjskim systemie obrony wzgórze Pustki. Stanowiska 39. Dywizji Piechoty, którą dowodził gen. Hadsy, ciągnęły się od przedpola Łużnej w kierunku Staszkówki, jednak nie dochodziły do tej miejscowości. Dywizja ta miała opanować drugie ważne wzgórze Wiatrówki, a potem wraz z  12. dywizją nacierać na Moszczenicę.
          Również siedmiokilometrowy odcinek przypadł Korpusowi Gwardii gen. Plettenberga. 2. Dywizja Piechoty Gwardii gen. Wincklera stanęła pomiędzy Staszkówką i Ciężkowicami z zadaniem zdobycia wzgórz 382 i 405 oraz miejscowości Turza i Rzepiennik Suchy. 1. Dywizja Piechoty Gwardii księcia Fryderyka Pruskiego, miała z kolei z regionu Ciężkowice, Bogoniowice, Rzepiennik Strzyżewski nacierać na wzgórze 358 i miejscowość Rzepiennik Biskupi oraz w dalszej perspektywie Olszyny. 
        Odwód dowódcy 11. Armii stanowił X Korpus gen. Emmicha. 19. dywizji wyznaczono miejsce w tyle za Korpusem Gwardii, a 20. dywizji wzdłuż drogi Grybów-Szymbark-Ropica Polska. Ponadto w rejonie Zakliczyna stanęła austriacka 11. Dywizja Kawalerii.
         Na południe od 11. Armii leżały stanowiska austro-węgierskiej 3. Armii gen. Boroevicia. W natarciu miał uczestniczyć jedynie jej X Korpus gen. Martiny’ego, złożony z czterech słabszych dywizji piechoty, obsadzający Magurę Małastowską i nacierający na miejscowości Przegonina, Bartne.
        Na północ od 11. Armii znajdowała się dowodzona przez arcyksięcia Józefa Ferdynanda 4. Armia. Do przełamania frontu rosyjskiego przeznaczono jej prawe skrzydło. IX Korpus gen. Kraliczka koncentrował się w okolicach Gromnika i miał za zadanie nacierać w kierunku Jodłówki. Z kolei XIV Korpusowi gen. Rotha stacjonującemu w okolicach Zakliczyna przypadło zadanie zdobycia Tuchowa.
Łącznie do uderzenia na rosyjskie pozycje szykowało się 217 tyś. żołnierzy zgrupowanych w 18,5 dywizjach piechoty oraz dywizja kawalerii.

 
Linia frontu na obszarze planowanej ofensywy dnia 2 maja ok. godz. 6 rano. Źródło: M. Klimecki, "Gorlice 1915", Warszawa 1991.


































Obrona rosyjska

        Pozycje 3. Armii rosyjskiej rozciągały się na długości 214km od Wisły po Bieszczady. Rejon ten był podzielony na sześć korpuśnych odcinków, a te z kolei na mniejsze przyporządkowane poszczególnym dywizjom i pułkom. Składały się one z sieci wzajemnie flankujących ogniem i umiejętnie rozmieszczonych w terenie punktów oporu, osłanianych przez zapory z drutu kolczastego lub gładkiego oraz zasieki. Na odcinku Gorlice, dodatkowym wzmocnieniem obrony, obok licznych murowanych budynków, było czternaście fugasów rozmieszczonych kilkadziesiąt metrów przed linią bojową. Rowy rosyjskie w większości wykopane były dla stojącej linii strzelców. Tylko w dolinie Ropy nie posiadały dostatecznej głębokości. Powodem było płytkie występowanie wód gruntowych zalewających żołnierzy, zwłaszcza podczas deszczowej pogody, gdy stali nieraz po pas w wodzie. Na ważniejszych odcinkach rowy strzeleckie posiadały osłony zwane blindażami, a ponadto w  rejonie Stróżówki osłony betonowe. Północne skrzydło pierwszej pozycji obronnej uczepione było prawego brzegu Dunajca, od jego ujścia do Wisły do Dąbrówki Szczepanowskiej. Na środku tego odcinka, na lewym brzegu Dunajca znajdował się blisko jedenastokilometrowy przyczółek. Dalej pozycje zakręcały w kierunku południowo-wschodnim, do rzeki Białej i następnie biegły przez wzgórze 357, Las Kazimierzowski, wieś Staszkówka, wzgórza Staszkówka (437), Wiatrówki (434) i Pustki (446), wsie Mszankę, Stróżówkę, zachodnie przedmieścia Gorlic, Siary Dolne, wzgórza i góry: Zagórze (507), Zamczysko (554), 469, 587, Wierszek (501), 532, Kornuta (678), Zawiersza (675) i Dziamera (756) nad miejscowościami Sękowa, Ropica Ruska, Małastów, Pętna, Gładyszów, a następnie przez wieś Zdynia, górę Rotunda (776), wieś Dzielec i przełęcz Beskidek. Druga linia została zaplanowana i budowana od połowy stycznia 1915 r. z myślą o ewentualnym skróceniu, już wtedy nadmiernie rozciągniętego frontu 3. Armii. Miała ona pomóc w uzyskaniu dodatkowych rezerw do wzmocnienia sił rosyjskich na północ od Wisły lub do planowanej na koniec stycznia ofensywy w Karpatach. Znajdowała się ona w odległości 5-10km od pierwszych pozycji. Nie była już osłonięta zasiekami z drutu kolczastego ani polami minowymi. Jej zachodni skraj biegł od góry Brzanka (354) przez wzgórza Lipie i Wilczak, wzgórze 307 i koło wsi Lipinki, Rozdziele, dalej przez górę Ferdel (649) i skały Kornuty (846). Pozycje rezerwowe znajdowały się natomiast na górze Obszar, wzgórzach 337 i 363 koło wsi Ołpiny, na zachód od Biecza oraz na wzgórzach 307 i 332 na północ od tego miasta. Trzecia linia w chwili wybuchu walk była w stanie budowy i nie przedstawiała wielkiej wartości. Częściowo opierała się ona o stare pozycje z walk 1914 r. Rozpoczynała się koło wsi Jodłowa. Rowy strzeleckie lub inne pozycje obronne istniały także na Rysowanym Kamieniu (427), Małym Liwoczu (463), Liwoczu (562), w okolicach wsi lub samych wsiach Skołyszyn, Harklowa, Cieklin, Folusz i na górze Wątkowa (846). Niedokończone przed bitwą pozycje uzupełniane były w znacznej części przez okopujących się obrońców podczas walk 4-5 maja. Rosjanie obsadzili pierwszą linię dywizjami z IX, X, XXIV Korpusów. W pasie działań ofensywnych południowego skrzydła austro-węgierskiej 4. Armii znajdowała się część 42. dywizji i 70. Dywizji Piechoty z IX Korpusu. Zadanie zmierzenia się z całością sił niemieckich 11. Armii przypadło w udziale 31., 61. i 9. Dywizjom Piechoty tworzącym X Korpus gen. Siebersa. Dalej na południe, naprzeciw austro-węgierskiego X Korpusu z 3. Armii, znajdowały się stanowiska 49. i 48. Dywizji Piechoty z XXIV Korpusu. Szczupłe rezerwy rosyjskiej 3. Armii rozmieszczono na drugiej i trzeciej linii obrony. Między Bieczem a Jasłem stała 63. Dywizja Piechoty, w Żmigrodzie brygada z 81. Dywizji Piechoty, w Krośnie dwie dywizje jazdy, w Dębowcu 3. Dywizja Kozaków Dońskich i w Rzeszowie 3. Dywizja Kozaków Kaukaskich. Ponadto w kierunku linii frontu maszerował III Korpus Kaukaski (52. i 21. Dywizje Piechoty). Sztab Radko Dimitriewa rozlokował się w Jaśle, pod jego rozkazami służyło od 70 do 80 tyś. żołnierzy.

wtorek, 23 stycznia 2018

Artykuły prasowe



* Z Gorlic i z powiatu - korespondencja prasowa z roku 1915.

 * Gorlice w gruzach - artykuł prasowy z roku 1915.

Z okupacji rosyjskiej w Żmigrodzie - notatka prasowa z roku 1915.

* Walki o Biecz - artykuł prasowy z roku 1915. 
* Walki o Jasło - artykuł prasowy z roku 1915.
* Tragedya Gorlic - odezwa z roku 1915.

* W zniszczonym kraju - artykuł prasowy z roku 1915.

*Śladami krwawych walk - korespondencje z roku 1915.

* W. Szperber, Cmentarz bohaterów w Gorlicach - artykuł prasowy z roku 1915. 
* Z pobojowiska gorlickiego - artykuł prasowy z roku 1916.
* Aprowizacja Gorlic - korespondencja prasowa z roku 1916.
* Gorlice. Rok po bitwie - artykuł prasowy z roku 1916.
* Zniszczenie przez wojnę w powiecie gorlickim - artykuł prasowy z roku 1916.
* W rocznicę przełamania frontu rosyjskiego - artykuł prasowy z roku 1916. 
Korespondencye z Gorlic. Życie na gruzach - notatka prasowa z roku 1917.

* Gorlice. Nowe życie w mieście. Korespondencja prasowa z roku 1917.
* Bronisław Świeykowski. Obrońca Gorlic - artykuł prasowy z roku 1917.
* Pierwszowojenny list ze Staszkówki z roku 1918.

* Na internowanych Legionistów - artykuł prasowy z roku 1918.





Zburzony kościół w Gorlicach.





środa, 4 października 2017

Bitwa pod Gorlicami w ówczesnej fotografii prasowej - Dzień Zaduszny na polach walki w Gorlicach

Obelisk na cmentarzu ze złożonymi na nim wieńcami.
Zwiedzanie cmentarza przez żołnierzy.
Oficerowie i żołnierze w czasie mszy polowej.
Ogólny widok cmentarza bohaterów na wzgórzu 357. pod Gorlicami
Muzyka wojskowa i chór podczas mszy polowej
Jedna z alei cmentarnych
Msza polowa na cmentarzu
Imam (duchowny mahometański) podczas mszy polowej.
W namiocie dworskim: 1. Zastępca armii niemieckiej, podpułkownik sztabu jeneralnego von Hanke. 2. Delegat naczelnej komendy armii, jenerał-major von Hoen. 3. Komendant wojskowy z Krakowa, marszałek polny porucznik Brandtner. 4. Marszałek powiatu gorlickiego były minister ekscellencya Wł. Długosz. 5. Starosta gorlicki, radca namiestnictwa Tadeusz Miczka.






niedziela, 20 listopada 2016

Tragedya Gorlic - odezwa z roku 1915.


Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.


Tragedya Gorlic



Otrzymujemy następującą odezwę:

              Przez pięć miesięcy nieprzerwany, grzmiący huk armat wprawiał w drgania nietylko powietrze. Ziemia i mury trzęsły się w posadach. Setki wielkich i mniejszych pocisków z piekielnym chichotem spadały codzień na miasto, rozdzierając lub w gruzy waląc najsilniejsze budowle. – Nieustający turkot karabinów maszynowych przerażeniem napełniał mieszkańców. Setki tysięcy kul – przelatując jak osy w różnych kierunkach siały śmierć i spustoszenie. Blisko 600 osób cywilnych raniono wśród walk, – z tych prawie połowa zmarła. Na 650 domów w mieście – nie został ani jeden cały, a zaledwie czterdzieści kilka jest takich, w których mimo uszkodzeń jeszcze mieszkać można. Z 7000 mieszkańców było w mieście w chwili wtargnięcia wroga przeszło 2000 osób. Skoro tylko zaczęły się walki artyleryi, cała ludność w śmiertelnej trwodze o życie i mienie – w podziemiach spędzała ciężkie dni ta zbolała  rzesza ofiar światowej wojny. Przekradano się tylko w nocy, aby wydostać trochę żywności. Kto padł po drodze od kul – umierał bez pomocy. Zwłoki zabitych leżały tygodniami po ulicach i placach oczekując pogrzebu.
             Nadszedł nareszcie pamiętny dzień 2 maja. Data ta w historyi zapisze się niezatartemi zgłoskami, a obok niej stać będzie na zawsze utrwalona nazwa naszego miasta.
             Sławnemi stały się Gorlice, bo tu powiódł się atak, który przełamał front nieprzyjaciela – ale sławnem jest dziś to miasto także dlatego, że na niem ogień i miecz wycisnęły swe straszne piętno.
            Odeszli wrogowie, ale opuszczając miasto – pozlewali naftą te domy, które od kul armatnich ocalały i spalili wszystko, co się spalić dało. I oto dziś widzieć można tylko stosy zwalisk, poszczerbione mury bez dachów i okien i sterczące ku niebu okopcone kominy.
            Najboleśniejszy już chyba widok przedstawiają ruiny kościoła.
            Mieszkańcy stracili całe mienie ruchome i nieruchome.
            Wśród szpalerów zamarłych domów snują się jak cienie – pochylone zgnębieniem postacie mieszkańców.
            Takie to ślady zostawiła u nas światowa wojna.
            Rodacy! Przyjdźcie z pomocą. Rzućcie na ratunek ciężko dotkniętych braci – ile kto może. Otrzecie datkiem Waszym niejedną łzę zbolałych, uchronicie przed zwątpieniem i ostateczną nędzą niejedną egzystencję.


Gorlice, w czerwcu 1915.

Komitet ratunkowy miejski.     

piątek, 23 września 2016

Radko Dmitriew

Radko Dmitriew, rycina z roku 1914.
   Dowódcą rosyjskiej 3. Armii był gen. Radko Dmitriew(1859-1918). Bułgar, generał piechoty w armii rosyjskiej od 3. września 1914 r. Ukończył akademie wojskowe w Sofii (1879) i Petersburgu (1884). Uczestniczył w wojnie bułgarsko - serbskiej 1885 r., a następnie brał udział w spisku, który doprowadził do abdykacji Aleksandra Battenberga z tronu bułgarskiego w 1886 r. Po objęciu rządów w Bułgarii przez Radę Regencyjną ze Stefanem Stambołowem na czele udał się na emigrację do Rosji, skąd powrócił w 1898 r. Od 1900 r. był członkiem sztabu generalnego armii bułgarskiej, a w latach 1904 - 1907 jego szefem. W czasie wojen bałkańskich był dowódcą 3. Armii bułgarskiej, która pobiła turecką armię wschodnią pod Kirk-Kilise i Łozengradem (Lüleburgas), a następnie dowódcą połączonych 1. i 3. Armii na linii Czataldży. Jego zwycięstwa nad Turkami na pewno predestynują go do rangi bohatera wojen bałkańskich. W czasie II wojny bałkańskiej Dmitriew był pomocnikiem głównodowodzącego (króla Ferdynanda I), a następnie posłem bułgarskim w Rosji. W czasie I wojny światowej dowodził kolejno: VIII Korpusem armijnym, 3. Armią, 12. Armią i ryskim rejonem umocnionym.

We wrześniu 1918 r. został pojmany przez oddziały Gwardii Czerwonej na Kaukazie, a w dniu 18 października 1918 r. wraz gen. Ruzskim został rozstrzelany na rozkaz komisarza I. Sorokina w Piatigorsku.


poniedziałek, 6 czerwca 2016

Konsekwencje i znaczenie bitwy pod Gorlicami-Tarnowem

                      Podejmując się oceny bitwy pod Gorlicami musimy sobie zdawać sprawę z faktu, że wydarzenia tego nie można rozpatrywać tylko i wyłącznie w aspekcie militarnym. Ten krótki okres pomiędzy 2 a 6 maja 1915 r. dał początek wielu wydarzeniom o charakterze narodowym, politycznym i społecznym, które ujawniły się w Europie w następnych latach. Nie bez znaczenia było również oddziaływanie tego zdarzenia na los społeczności lokalnej miasta i okolic Gorlic, a także trwały ślad jaki pozostawiła ona w kulturze zarówno polskiej jak i państw, których wojska starły się tego pamiętnego 1915 r.  
                        Najszybciej ujawniły się i na pierwszy rzut oka najbardziej były widoczne skutki militarne ofensywy państw centralnych. Po utracie wszystkich trzech linii pozycji obronnych, gen. Dmitriew otrzymał rozkazy utrzymania linii rzeki Wisłoki. Polecenie to wydawało mu się nierealne do zrealizowania, gdyż w wielu miejscach atakujący znaleźli się już na prawym brzegu rzeki i w związku z tym w pierwszej kolejności należało przeprowadzić kontratak w celu zmuszenia przeciwnika do wycofania się na lewy brzeg, niestety dla niego, nie dysponował już rezerwowymi oddziałami, które by mogły takie przedsięwzięcie przeprowadzić. Pomimo tak trudnej sytuacji Rosjanie nie zamierzali łatwo ustąpić. Po utracie Krosna, Jedlicza, Iwonicza oraz przełęczy Beskid Radoszycki dnia 7 maja, w nocy oddziały 3. Armii rosyjskiej próbowały przeprowadzić kontratak i okrążyć flankę 12 Dywizji Piechoty. Mimo, iż początkowo cała operacja wyglądała obiecująco to po ciężkich bojach pod Odrzykoniem, Krościenkiem i Kombornią została powstrzymana, a wiele tysięcy rosyjskich żołnierzy dostało się do niewoli. W dniu 8 maja kolejne jednostki państw centralnych przekroczyły Wisłokę, Rosjanie jeszcze raz próbowali zatrzymać nacierających w bitwie odwrotowej stoczonej w dniach 9-10 maja pod Rzeszowem i Sanokiem, jednak i tym razem nie osiągnęli powodzenia. Kolejne rozkazy naczelnego dowództwa nakazywały im wycofanie się na linię San-Dniestr. 11 maja padł Rzeszów, 15 Jarosław, a w dniu następnym rozpoczęto walki o Przemyśl, którego broniły oddziały 8. Armii gen. Brusiłowa. Rosjanom zależało na utrzymaniu Galicji Wschodniej w związku z oczekiwanym przystąpieniem Włoch do wojny. 16 maja w Baranowiczach przedstawiciel tychże zapowiedział, że wojska jego państwa po wydaniu wojny Austro-Węgrom uderzą przez Lubljanę w kierunku Niziny Węgierskiej, aby wesprzeć armie rosyjskie zamierzające przedostać się przez Karpaty na Węgry. Utrata linii Sanu właściwie uniemożliwiała rozpoczęcie rosyjskiego natarcia na południe, a twierdza Przemyśl pomimo zniszczeń spowodowanych wcześniejszymi walkami stanowiła jej kluczową pozycję. Pod koniec maja zmagania o Przemyśl zostały zintensyfikowane, a datę ostatecznego szturmu wyznaczono na 31 maja. Rozpoczął się on od niemieckiego ostrzału prowadzonego z moździerzy 420mm oraz bombardowań lotniczych. Z każdą godziną atakujący wdzierali się głębiej w pozycje wroga, jednak desperackie wysiłki wyrzucenia ich z twierdzy podejmowane przez rosyjskich piechurów opóźniały postępy sprzymierzonych. 2 czerwca gen. Brusiłow nakazał wycofanie się z twierdzy na wschód, a z kolei dnia następnego car został poinformowany o oddaniu miasta. Bezpośrednio po tej bitwie, przy ustawicznych atakach rosyjskich przeprowadzanych z wideł Wisły i Sanu przeprowadzono przegrupowanie wojsk państw centralnych do dalszej akcji. W międzyczasie 2. i 7. Armie austro-węgierskie oraz niemiecka Armia Południowa gen. Linsingena staczały ciężkie walki nad Dniestrem, gdzie gen. Leczycki, dowódca 9. Armii rosyjskiej starał się silnymi atakami odciągnąć siły nieprzyjaciela od głównego kierunku uderzenia. 12 czerwca gen. Mackensen wznowił ofensywę ponownie przełamując front rosyjski i wraz z 2. i 4. Armią austro-węgierską ruszył w kierunku Lwowa, staczając po drodze bitwę pod Magierowem, ostatecznie miasto zostało zdobyte 22 czerwca. Przy tej sposobności dowódca niemiecki zachował się bardzo kurtuazyjnie wobec swojego sojusznika, pozwalając, aby to wojska monarchii naddunajskiej wkroczyły do niego na przedzie. Po opanowaniu stolicy Galicji, grupa Mackensena uderzyła pod koniec czerwca na rosyjskie pozycje na odcinku 140km między Wisłą a Bugiem. W dniach 25-27 czerwca rozbiła ona grupę gen. Ołochowa pod Tomaszowem Lubelskim. Z resztek tej grupy sformowano 13. Armię, która następnie wraz z 3. Armią rosyjską utrzymała pozycję pod Kraśnikiem w dniach 1-10 lipca, a kontratak XXV i VI Syberyjskiego Korpusu odrzucił atakujących. Do zaciętych walk obronnych Rosjanie zostali zmuszeni także na północy na odcinku 1. Armii i lewym skrzydle 12. Armii, gdzie 12. Armia niemiecka zadała im klęskę 13 lipca pod Prasnyczem. Wycofujące się pokonane wojska nie były także w stanie utrzymać swoich nowych pozycji nad Narwią, co spowodowało, że do 24 lipca padły fortyfikacje w Pułtusku i Różanie, a front ustalił się między Łomżą a Modlinem. Pod koniec lipca, również na południu sytuacja wojsk carskich zrobiła się niezwykle trudna. 3. Armia straciła 21 lipca Krasnystaw, a 29 lipca została pokonana pod Lublinem. Tegoż samego dnia niemiecka armia gen. Woyrscha zdołała się przeprawić na prawy brzeg Wisły pod Ryczywołem. Powodzenie osiągnięte przez wojska państw centralnych zarówno na południu jak i na północy groziło okrążeniem armiom rosyjskim walczącym nad środkową Wisłą, w związku z tym naczelne dowództwo nakazało odwrót na wschód. 5 sierpnia Niemcy wkroczyli do Warszawy. Rosjanie pospiesznie ewakuowali się w sierpniu z Królestwa Polskiego, wywożąc wyposażenie niektórych fabryk i zawartość magazynów wojskowych, w niektórych regionach niszczono plony i zabierano chłopom bydło. Jedynym punktem oporu miała pozostać twierdza Modlin, ale nie do końca spełniała swoje zadanie ponieważ niemal stu tysięczna załoga kapitulowała już 19 sierpnia po niespełna dwóch tygodniach obrony.
Gdyby oceniać bitwę gorlicką tylko i wyłącznie pod kontem sukcesu militarnego to można by stwierdzić, że pod tym względem była niewątpliwie przełomowym wydarzeniem na froncie wschodnim podczas pierwszej wojny światowej. Skala sukcesu okazała się przewyższać wszelkie oczekiwania jej głównych planistów. O ile gen. Conrad miał nadzieję, że przyniesie ona sukces w postaci odzyskania Galicji, to głównodowodzący niemieckimi armiami gen. Falkenhayn zakładał za jej cel jedynie dojście do Przełęczy Łupkowskiej, co miało zlikwidować bezpośrednie zagrożenie wejścia Rosjan na Węgry przez przełęcze karpackie. Tymczasem w jej wyniku cały front przesunął się daleko ponad 300km na wschód. Udało się odzyskać nie tylko Galicję ale i całe Królestwo Polskie oraz na północy Litwę i Kurlandię. Ponadto bardzo ważnym czynnikiem był wzrost morale żołnierzy austro-węgierskich, którzy uwierzyli, że można pokonać wojska rosyjskie.
         Z punktu widzenia wojskowości bitwa pod Gorlicami przyniosła pewne nowinki taktyczne. To podczas tego starcia po raz pierwszy zastosowano zupełnie nową, dotąd na żadnym froncie wojny światowej nie praktykowaną „ruchomą zasłonę ogniową artylerii”. Stosowanie tej taktyki umożliwiło w dalszym ciągu wojny skuteczny szturm na silnie ufortyfikowane pozycje bez tak znacznych ofiar w ludziach, jak to dotąd bywało. W dalszej konsekwencji wywołało całkowity przewrót w teorii fortyfikacji polowej. Aż do bitwy gorlickiej przygotowanie artyleryjskie odbywało się w ten sposób, że cała do dyspozycji stojąca artyleria nacierającego, ostrzeliwała wedle dokładnego planu, przez szereg godzin, a czasem nawet dni te części ufortyfikowanej pozycji wroga na które miał nastąpić szturm. Podczas tego tzw. „huraganowego ognia” lub podczas poprzedzającej nocy, piechota starała się posunąć naprzód i osiągnąć pozycję wyjściową do natarcia, której odległość ze względu na działanie nieprzyjaciela nie była z reguły mniejsza niż kilkaset metrów; z niej ruszała ona do ostatecznej akcji wdarcia się do okopów przeciwnika. W ten sposób tworzyła się sytuacja w której następowała przerwa w ostrzale artyleryjskim nieprzyjacielskich okopów w pierwszej linii. Zatem obrońca o ile przetrwał w schronach i rowach ten „huraganowy ogień”, miał czas obsadzić okopy, skąd raził celnym ogniem ruszającą do natarcia piechotę. Tymczasem w dniu 2 maja 1915 r. podczas zdobywania przez odziały VI Korpusu austro-węgierskiego kluczowego rosyjskiego punktu oporu na wzgórzu Pustki artyleria ostrzeliwała pierwszą linię pozycji obronnych nieprzyjaciela nieprzerwanie, niemal do samego wtargnięcia własnej piechoty do okopów wroga. Przy takim natężeniu ognia żaden Rosjanin nie ważył się opuścić schronu, co sprawiło że podczas zbliżania się pułków 12. Dywizji Piechoty niemal nie zanotowano oporu ze strony obrońców. Dopiero w chwili wdzierania się żołnierzy do umocnień przeciwnika, artyleria przeniosła swój ogień o 100m dalej i w dalszym ciągu towarzyszyła posuwającej się tyralierze, wyprzedzając ją ciągle tylko o tę odległość. To współdziałanie dwóch rodzajów wojsk, nie pozwalające nieprzyjacielowi ani na chwilę wychylić głowy z okopów i osłaniające dymem przed obserwacją rosyjskiej artylerii pozwoliło 100. i 56. pułkowi, po krótkiej walce na bagnety opanować wzgórze z minimalnymi stratami.
                        Również pod względem strategicznym można zapisać no konto ofensywy gorlickiej kilka aktywów. Przede wszystkim poprzez znaczną zdobycz terytorialną zwiększyła się „głębia obronna” państw centralnych. Ponadto pomimo tego, że nie udało się całkowicie pokonać Rosji, to jej wojska zostały znacznie osłabione i na pewien czas przestały się liczyć jako czynnik strategiczny oraz na trwałe została przez nich utracona inicjatywa strategiczna. Już wraz z pierwszymi sukcesami operacyjnymi sprzymierzonych zostały pokrzyżowane plany aliantów, które zakładały iż jeszcze przed latem uda się rzucić na kolana naddunajską monarchię dzięki skoncentrowanemu rosyjsko-serbsko-włoskiemu atakowi. Jednak zwycięstwo na froncie galicyjskim stworzyło sprzymierzonym, przynajmniej w pewnej mierze, swobodę działania. Ale w tej kwestii jeszcze podczas trwania ofensywy poglądy obu sztabów diametralnie się różniły. Podczas gdy gen. Conrad palił się ku temu, by możliwie szybko zadać cios, oczywiście wspólnie z Niemcami znienawidzonym Włochom, to stosunek gen. Falkenhayna do byłego partnera Trójprzymierza był pozbawiony emocji. Pragnął pozostać w stosunku do Włoch na razie w defensywie, natomiast możliwie dużymi siłami nie tylko zaatakować Serbię i w ten sposób połączyć się, co było dla niego bardzo ważne, z Turcją, lecz także w miarę możliwości przeciągnąć nadal wahającą się Bułgarię na stronę państw centralnych. Wiemy, że niemiecki sztab generalny przeforsował tę koncepcję i w tym kontekście jesienna, skuteczna kampania sprzymierzonych na Bałkanach stanowiła opóźniony skutek przełomu gorlickiego.

            Nie do końca spełniły się natomiast wiązane ze zwycięstwem w Galicji nadzieje polityczne. Nie udało się powstrzymać Włoch przed przystąpieniem do wojny po stronie Ententy, jednak pokonanie Rosjan umożliwiło przynajmniej militarną obronę przed tym nowym przeciwnikiem. Nie powiodły się również prowadzone od połowy maja 1915 r. usilne starania o nakłonienie Rosji do separatystycznego pokoju. Na niemieckie sondaże projektowe car pozostał nieprzejednany, oświadczając, że jest traktatowo związany ze swymi sojusznikami i musi udzielić negatywnej odpowiedzi. Doprowadziło to do tego, iż Niemcy zrozpaczeni rosyjskim uporem zaczęli stawiać na Polaków. Kanclerz Rzeszy von Bethmann-Hollweg ogłosił 19 sierpnia 1915 r. swą „Polską proklamację”, w której obiecał Polakom „uwolnienie od rosyjskiego jarzma”, a już we wrześniu 1915 r. niemiecki sztab generalny wpadł na pomysł utworzenia w Polsce armii, aby trzymać Rosjan w szachu, podczas gdy Niemcy walczyłyby, aż do rozstrzygnięcia ze swymi zachodnimi przeciwnikami. Z tej idei zrealizowanej następnie w listopadzie 1916 r. narodził się zalążek odrodzonej po pierwszej wojnie światowej Polski. Udało się natomiast tym zwycięstwem wywrzeć wrażenie na Rumunii, która rościła sobie pretensje terytorialne względem Austro-Węgier, ale pod wrażeniem zaistniałych faktów nie zdecydowała się na razie przyłączyć do wojny po stronie państw Trójporozumienia.

poniedziałek, 9 maja 2016

Gorlice. Rok po bitwie - artykuł prasowy z roku 1916.


Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.


Gorlice. Rok po bitwie.












           Z okazyi rocznicy zeszłorocznego zwycięstwa pod Gorlicami, w całej prasie austryackiej są wspomnienia o Gorlicach.
          Ale Gorlice, których nazwa związana jest na wieki ze zwycięstwem majowem, srogiego doznały losu. Skutkiem ostrzeliwania w ciągu walk z 1296 domów ostało się jeno 46…
          Choć rok już minął od straszliwej bitwy, miasto przedstawia obraz ruiny. – Korespondent wojenny „Zeit” telegrafuje swemu dziennikowi z Gorlic pod datą 1 maja:

          „… żaden jeszcze dom nie został odbudowany; przechodzień błąka się ulicami ruin, ziejących pustemi oczodołami okien. Rumowisko wewnątrz zmurszało i zarosło chwastem. Gdzie parterowe ubikacye nie zupełnemu uległy zburzeniu, tam wstawiono okna, a zawieszone szmaty zakrywają wnętrze przed ciekawem spojrzeniem. Wyrwy w murach od granatów i wyłamane ściany załatano strzępami blachy z dachów lub zamurowano popękanemi cegłami. Trzy dzwony kościoła farnego wiszą wolne w grubem belkowaniu portalu, przepołowiona wieża dźwiga swój dach jakby dwoma palcami – a jakaś malarka siedzi na dole i przenosi na płótno skrzętnie obraz ruiny. Na garbatym rynku starzy długobrodzi żydzi w wyświechtanych chałatach, cisną się do naszego powozu, kobiety w perukach i rzesza brudnych dzieci z krętymi pejsami…  Ze zburzonego miasta wybiegają gwiaździsto ulice przedmiejskie z małymi willami, które niewiele ucierpiały od strzałów. W jednej z tych schludnych will stanąłem kwaterą… Spoglądając przez okno, widzę pod niebios deszczową oponą, nieprawdopodobnie czarno–granatowej barwy, na stokach łąk, których zieleń wydaje się w tem  świetle aż żółta – cmentarz gorlicki jakby w dziwnej aureoli. Jest to jeden z 610 wojskowych cmentarzy w zachodniej Galicyi…”

Tyle korespondent niemiecki.

niedziela, 22 listopada 2015

Hans von Seeckt

Hans von Seeckt,
Źródło: https://www.deutsche-digitale-bibliothek.de
Landesarchiv Baden-Württemberg,
 Abt. Hauptstaatsarchiv Stuttgart, M 703 R958N47 
Szefem sztabu 11. Armii był płk. Hans von Seeckt (1866-1936). Urodził się 22 kwietnia 1866 r. w Szlezwiku w rodzinie oficera, wywodzącej się z pomorskiej szlachty. Wstąpił do armii w 1885 r. jako podchorąży w Pułku Gwardii Cara Aleksandra, otrzymawszy promocję w 1887 r. W 1893 r. przyjęto go do Akademii Wojskowej, a w czasie między jej ukończeniem w 1896 r., a wybuchem I wojny światowej pełnił różne funkcje dowódcze i sztabowe. W kwietniu 1913 r. w stopniu majora obejmuje szefostwo sztabu III Korpusu, z którym rozpoczyna swój udział w I wojnie światowej. 30 października 1914 r. bierze czynny udział w przygotowaniu ataku na Francuzów pod Vailly, gdzie powodzenie przedsięwzięcia zależało od umiejętnego przygotowania artyleryjskiego. W styczniu 1915 r. przygotowuje udaną operację III Korpusu pod Soisons na froncie francuskim. Odwołany na wiosnę 1915 r. obejmuje szefostwo sztabu 11. Armii Mackensena, z którym współpracuje także podczas kampanii bałkańskiej. Od czerwca 1916 r. służy jako szef sztabu 7. Armii austro-węgierskiej, w lipcu obejmuje szefostwo sztabu Grupy Armii Arcyksięcia Karola, a nieco później stanowisko szefa sztabu frontu, by w grudniu 1917 r. objąć funkcję szefa sztabu armii tureckiej. Po zakończeniu wojny i rozwiązaniu wojska cesarskiego von Seeckt zaczął organizować nową Reichswerę i sztab generalny (który został przemianowany na Truppenamt – Biuro Wojsk). Podczas Puczu Kappa-Lüttwitza z 1920 r. von Seeckt zachował się wyczekująco – odmówił stłumienia buntu lub współpracy z nim. Kontynuował budowę apolitycznej zawodowej armii nie bacząc na ograniczenia traktatu wersalskiego. Hans von Seeckt pozostał zwolennikiem pojmowania wojska jako państwa w państwie. Ostatecznie został zwolniony z Reichswery w 1926 r. po wydaniu pozwolenia na uczestnictwo syna Wilhelma II w wojskowych manewrach przy dezaprobacie rządu. W latach 1930-1932 był deputowanym do Reichstagu z ramienia Niemieckiej Partii Ludowej (DVP). Od roku 1934 do 1935 służył jako doradca Czang Kaj-szeka w Chinach.


Hans von Seeckt, artykuł prasowy z roku 1937.



środa, 29 kwietnia 2015

Krzysztof Kusiak, Gorlickie obchody rocznicy bitwy pod Gorlicami według relacji prasowych do roku 1939.

Źródła u autorów. W wycinkach prasowych zachowano pisownię oryginalną.

               2 maja 1915 r. rozpoczęła się jedna z największych ofensyw na froncie wschodnim podczas Pierwszej Wojny Światowej, która przeszła do historii jako bitwa pod Gorlicami- Tarnowem. Było to wydarzenie na tyle doniosłe, iż w późniejszych latach prasa bardzo chętnie wracała do tych wydarzeń. Co pisano w późniejszych latach o kolejnych rocznicach i ich obchodach? Zajrzyjmy na łamy wpierw prasy austro-węgierskiej, a potem już w niepodległej Polsce aż do końca lat 30. XX w.
               Pierwsze upamiętnienie bitwy na ziemi Gorlickiej odbyło się jeszcze 1 listopada 1915 r., pół roku po tych tragicznych wydarzeniach,  przy okazji obchodów uroczystości Zadusznych. Wówczas to uroczystości ku czci poległych odbyły się na nowo wybudowanym cmentarzu wojskowym w Gorlicach na wzgórzu znanym obecnie jako Góra Cmentarna. Jak opisywał uroczystość jeden z ówcześnie wychodzących tygodników: Właściwa uroczystość Zaduszek rozpoczęła się nabożeństwem […] o godzinie kwadrans na dwunastą w południe. Mszę św. odprawił w kaplicy superyor wojskowy, ksiądz Kondelewicz. Podczas mszy św. śpiewał chór szkoły oficerskiej przy akompaniamencie muzyki wojskowej 20. pułku piechoty. […] Cały cmentarz podczas uroczystości przepełniony był wojskowymi i to przeważnie oficerami wszelkich rang. Na honorowem miejscu stali: Ekscelencya von Brandtner, c. i k. jenerał- porucznik, obok pułkownik Br. Von Hanke, zastępca armii niemieckiej, walczącej pod Gorlicami. Z cywilnych byli: były minister ekscellencya Władysław Długosz, dalej Tadeusz Miczka, c. k. radca namiestnictwa i kierownik gorlickiego starostwa, ks. kanonik Antoni Sos, miejscowy proboszcz, obecny tymczasowy zarząd miasta pod przewodnictwem ks. prałata Bronisława Świeykowskiego, nadto byli przedstawiciele wszystkich miejscowych władz rządowych. […]
Po skończonej uroczystości zebrani rozeszli się po mieście dla oglądania jego zniszczenia.
               W podobny sposób uroczystość relacjonuje jeden z krakowskich dzienników, dodając do opisu szczegół, że po mszy św. odbyła się uroczystość złożenia wieńców.
                W pierwszą rocznicę, w maju 1916 r. w jednym z zachodnio-galicyjskich dzienników ukazał się obszerny artykuł przypominający przebieg majowej ofensywy oraz krótki komentarz jego autora dotyczący samych Gorlic, który warto przytoczyć: Ale Gorlice, których nazwa związana jest na wieki ze zwycięstwem majowem, srogiego doznały losu. Skutkiem ostrzeliwania w ciągu walk z 1296 domów ostało się cało jeno 46…
Choć rok już minął od straszliwej bitwy, miasto przedstawia obraz ruiny.[…]
Rok minął. Tylko cmentarz w Gorlicach, miejsce spoczynku tysięcy bohaterów, rozrósł się i obrazem swoim świadczy o kulcie zmarłych.
Czas jednak wspomnieć o żywych. W rocznicę wielkiej bitwy która odbudowała potęgę monarchii, godzi się podnieść wołanie o odbudowę nieszczęsnego kraju, o planową, energiczną akcyę. Rok minął. Z kolei w innym czasopiśmie odnajdujemy opis już samych obchodów w mieście:  Rocznicę tę święciły też przedewszystkiem Gorlice, gdzie w dniu 2. maja odbył się uroczysty obchód. W dniu tym zapanował w Gorlicach od rana świąteczny nastrój, a tłumy mieszkańców miasta i okolicznych wsi zgromadziły się na Rynku, gdzie o godzinie dziewiątej rano miejscowy proboszcz ks. Antoni Sos odprawił mszę polową.- Po skończonej mszy św. Przemówił do licznie zgromadzonej publiczności zasłużony opiekun ludności gorlickiej, której z poświęceniem niósł pomoc w ciężkich chwilach inwazyi rosyjskiej, burmistrz ks. Bronisław Świeykowski. Po kazaniu odśpiewano le Deum laudamus i patryotyczne pieśni, na czem zakończył się przedpołudniowy obchód. Wieczorem zaś zapalono na okolicznych wzgórzach ognie, które świadczyły o niewygasłej pamięci wiekopomnego zwycięstwa w historyi światowej wojny.


W rocznicę przełamania frontu rosyjskiego. Uroczystość 2 maja w Gorlicach. I. Msza polowa celebrowana przez ks. Sosa. II.Kazanie ks. Swieykowskiego. III. Tłumy zgromadzone na mszy polowej. Fot. Kumorowicz.

                W niepodległej Polsce, w wychodzących wówczas dziennikach krakowskich, wspomniano o tych wydarzeniach w jej okrągłą, dziesiątą rocznicę: W dniu 1-go maja 1915 r., a więc równo lat temu dziesięć – dokonany został słynny „durchbruch” przełom gorlicki, który w swym rezultacie doprowadził do uwolnienia Małopolski z pod moskiewskiej inwazji. […]
Rezultatem przełomu gorlickiego i cofnięcia się wojsk rosyjskich z Małopolski i Królestwa – był podział tego ostatniego na dwie okupacje: austrjacką i niemiecką. W uwolnionym od Moskali Królestwie wkrótce rozpoczął się bardzo żywy ruch niepodległościowy, zwrócony przez pierwszy okres przeciwko Rosji, a później przeciwko Niemcom i Austrji – ruch niepodległościowy, który w pamiętnych dniach listopadowych 1918 r. doprowadził do samorzutnego wyrzucenia okupantów z kraju i do powstania niepodległościowego państwa polskiego.  I później w piętnastą: Dzisiaj mija 15 lat od chwili, kiedy potworny ogień artyleryjski około 700 dział różnej wielkości, skoncentrowany na froncie bojowym pod Gorlicami, zapoczątkował słynne przełamanie linij rosyjskich w kraju naszym i stał się w ten sposób początkiem pogromu armii carskiej.
Połączone siły niemieckie i austrjackie wykonały to niezwyczajne na tym froncie natarcie bez względu na straszliwe zniszczenia, którego ofiarą padła także niewinna ludność miast i wsi, kierując morderczy ogień także na nieszczęsne miasto Gorlice. […]
Dnia 1 maja 1915 r. poczęły się też istotnie na ziemiach polskich spełniać Boskie wyroki. Runęła potęga Rosji, a w trzy lata później rozprzęgła się armia niemiecka. Polska zmartwychwstała.
               Właściwie od połowy lat 30. wspomniano o rocznicy bitwy już regularniej. Jak pisano w 19.rocznicę, w roku 1934: Dnia 2 maja b.r. mija 19 lat od chwili przełamania frontu rosyjskiego przez sprzymierzona armje austrjacko-niemieckie pod Gorlicami w Małopolsce środkowej. […]
Dzięki ofensywie majowej Gorlice przeszły do historji i są dotąd celem pielgrzymek. W okolicach tego miasta pełno jest bowiem cmentarzy wojennych: austrjackich, niemieckich, węgierskich i rosyjskich. Odwiedzają je rodziny poległych. Ale miasto dotąd jeszcze zupełnie nie odbudowało się po zniszczeniu.
Mieszkańcy Gorlic „oswobodzeni” przez Austrjaków byli potem przez nich w najokropniejszy sposób szykanowani. Zarzucano im zdradę stanu. Nie zawahano się nawet uwięzić i postawić przed sąd wojenny tamtejszego kanonika ks. Świeykowskiego. Uwolniono go potem z więzienia a nawet cesarz Karol posłał mu wysoki order. Ale ks. Świeykowski odesłał go cesarzowi wraz z listem, który w swoim  czasie wywołał olbrzymie wrażenie. Cesarz jednak w odpowiedzi uznał lojalnie, że kanonik nie mógł inaczej postąpić. Ks. Świeykowski żyje dotąd w Gorlicach, a dom jego zdobią pociski z czasów wojny, przywiązane na łańcuchach.
                 Rok później, w kolejną okrągłą, 20. rocznicę dziennik pisał emocjonalnie: W dniu 2 maja b. r. mija dwadzieścia lat, jak przez ziemię gorlicką przeszła straszna burza wojenna. Prawie wszystkie znaczniejsze ludy Europy spędzone przez trzech cesarzy, zaborców ziem polskich, zwarły się tutaj w śmiertelnym pojedynku, aby bezwiednie, historycznym czynem swoim przekreślić dotychczasowy stan rzeczy i ułożyć nową kartę Europy.
Tragiczną role w bitwie pod Gorlicami odegrali Polacy, którym w udziale przypadło brać udział w najkrwawszych walkach i złożyć obfite ofiary krwi i życia, w obcych mundurach, lecz z myślą o Polsce i nadzieją, że ta straszna wojna ludów, przepowiedziana przez największego wieszcza narodu, Mickiewicza, przyspieszy zmartwychwstanie Ojczyzny, rozdartej na trzy części.[…] Ponadto pisano o samych obchodach: Dziś, w dwudziestolecie historycznej bitwy na cmentarzach zakwitły kwiaty wieńców, złożonych przez przybyłych z daleka dawnych towarzyszy broni, najbliższych krewnych, znajomych i ziomków. Przez 3 miesiące przybywać tu będą pojedynczo i grupami osoby, których kogoś z najbliższych przygarnęła po straszliwym boju ziemia gorlicka.
                Z wielkim rozmachem  jak donosiła prasa, obchodzono 22-gą rocznicę pamiętnych wydarzeń, organizując przy tym wielki zjazd turystyczny podczas którego, jak pisano: liczni uczestnicy zjazdu zwiedzą nie tylko tereny krwawych zmagań wojennych kilku zaborczych armij, ale także wiele cmentarzy wojennych o ciekawej architekturze i co najważniejsze dorobek społeczeństwa gorlickiego – odbudowane miasto Gorlice.
Gorliczanie mogą naprawdę być dumni z dorobku swej wieloletniej pracy. Bez czyjejkolwiek pomocy, własnym wysiłkiem na gruzach, cegła po cegle odbudowują swoje miasto. Już są w etapie końcowym. Jeszcze kilka lat, a znikną całkowicie ostatnie romantyczne ruiny, pokrywające się co roku z wiosną bujną zielonością drzew, wyrosłych nieraz wysoko, na rozwalonych ciężkiemi granatami murach dawnego miasta.
Miasto odbudowuje się w stylu nowoczesnym, jedynie niektóre ulice i domy są chronione jako zabytki przeszłości. Piękny wygląd zewnętrzny miasta zawdzięczać należy przedewszystkiem radcy miejskiemu architekcie inż. Józefowi Barutowi, który od dwudziestu lat prowadzi odbudowę Gorlic, rozwiązując z dużym talentem najbardziej zawiłe zagadnienia budownictwa miejskiego w terenie pagórkowatym, na jakim leży miasto Gorlice. Wydarzenie to jeszcze kilka dni później odbiło się szerokim echem w prasie: Zakończył się 3-dniowy zjazd turystyczny w Gorlicach. Przebieg zjazdu, na który przybyło około 2.000 osób, był imponujący. Odbyły się liczne wycieczki po terenach krwawych bitew w czasie wojny światowej. Największą  atrakcją zjazdu były loty propagandowe w dniach 2 i 3 bm. – Wielu turystów miało możność podziwiać z lotu ptaka Beskid Niski.
                 O ostatniej rocznicy przed wybuchem II wojny światowej, wspominano w ówczesnej prasie w roku 1938:  Obchodziły Gorlice 23-cią rocznicę swego całkowitego zniszczenia w czasie pamiętnego przełamania frontu rosyjskiego w czasie wojny światowej.
W Gorlicach po strasznej burzy wojennej, jaką przebyły zdołały się dotychczas odbudować już w 99 proc. i w b. roku przekroczyły liczbę swoich mieszkańców w porównaniu z liczbą z czasów przedwojennych.
                Jednak już parę dni później, na łamach tego samego dziennika odnajdujemy sprostowanie ówczesnego burmistrza Gorlic, Andrzeja Kwaskowskiego, który pisze: Nie odpowiada faktycznemu stanowi rzeczy twierdzenie powyższej wiadomości jakoby dnia 2 bm. „obchodziły” Gorlice 23-cią rocznicę swego całkowitego zniszczenia w czasie pamiętnego przełamania frontu rosyjskiego podczas wojny światowej, albowiem w dniu tym nikt w Gorlicach podobnego obchodu nie urządzał.
Nie odpowiada rzeczywistości dalsze twierdzenie powyższego artykułu, iż Gorlice po strasznej burzy wojennej, jaką przebyły zdołały się dotychczas odbudować już w 99 proc. […]
W końcu nieścisła jest wiadomość, iż Gorlice przekroczyły liczbę swoich mieszkańców w porównaniu z liczbą z czasów przedwojennych, albowiem wedle ostatniego urzędowego spisu ludności Gorlice liczą 6730 mieszkańców. Wobec tego nie osiągnęły jeszcze swej przedwojennej cyfry ludności, wynoszącej wówczas około 7200 głów.
               W 1939 r. w związku z napiętą sytuacją międzynarodową, prasa koncentrowała się głównie na bieżących wydarzeniach. Później wybuch drugiego światowego konfliktu, jego skala i okrucieństwa na wiele lat przyćmiły pamięć o Wielkiej Wojnie i jej bitwach. Ponowne zainteresowanie tematyką Bitwy pod Gorlicami pojawia się właściwie dopiero pod koniec XX w.

środa, 8 kwietnia 2015

Przebieg działań dnia 5. i 6. maja

               Do godziny 8.00 dnia 5 maja oddziały III Korpusu Kaukaskiego osłaniające odwrót rozbitego w poprzednim dniu X Korpusu, po wchłonięciu jego niedobitków, zajęły trzecią linię obrony na odcinku od Brzysk przez Lipnicę, Bączal, Siedliska do Osobnicy i na wschód do wzgórza 251 na południe od Dębowca. Dalej na południe, prawy brzeg Wisłoki obsadziły oddziały 9. Dywizji Piechoty. Główne siły rosyjskie, przede wszystkim 52. Dywizja Piechoty zgrupowały się na południe od górskiego masywu Liwocz (561- 465) po zachodnie Kołaczyce aż do zakrętu rzeki na południe od tej miejscowości. Od nocy, na północnym brzegu Ropy wzdłuż drogi Siepietnica- Jasło Rosjanie prowadzili intensywne prace przy rozbudowie umocnień na okolicznych wzgórzach.
             Tymczasem wyłom w rejonie Żmigrodu zaczął przybierać niepokojące rozmiary dla oddziałów południowego skrzydła 3. Armii. Korpusy XXIV i XII, które nie były dotąd atakowane i spokojnie zachowywały swoje pierwotne pozycje znalazły się w bardzo trudnym położeniu, gdyż niemiecki Korpus Kombinowany po zajęciu Żmigrodu parł szybko w kierunku wsi Głojsce odcinając Rosjanom drogę na północ. W ciągu całodziennych walk 49. Dywizja Piechoty XXIV Korpusu przedzierała się przełęczami górskimi w kierunku Krosna, ponosząc przy tym ogromne straty. Jeszcze tragiczniejszy los zagrażał sąsiedniej 48. Dywizji, która była atakowana od południowego zachodu przez 3. Armię austriacką gen. Boroevicia. Do wieczora grupa gen. Emmicha osiągnęła lewy brzeg Jasionki i zaczęła od północy ostrzeliwać Duklę.
            XLI Korpus od godzin porannych 5 maja zaciekle atakował rosyjską linię obrony w rejonie wsi Osobnica, Kunowa, Harklowa. Najcięższe walki rozgorzały o tę ostatnią gdzie dopiero około południa niemieckim piechurom z 81. Rezerwowej Dywizji Piechoty udało się przeniknąć do wnętrza wsi. Tutaj w blisko 4 kilometrowej zabudowie walka toczyła się o każdy dom. Rosjanie oddali wieś dopiero późnym wieczorem, a do niewoli dostało się blisko tysiąc spośród nich. Kolejną rubieżą oporu stało się wzgórze 349 na wschód od Harklowej. Jego obronę złamano dopiero przed zmrokiem, część obrońców poddała się a część cofnęła w stronę Jasła. Około godziny 18.30 Niemcy rozpoczęli szturm na Osobnicę, którą zdobywali przez blisko pięć godzin i podobnie jak Harklową na bagnety, dom po domu.
            VI Korpus austriacki zaciekle atakował wzgórza na południe od Lisowa, które zdołał zdobyć przed południem. Następnie o 12.30 Austriacy wkroczyli do Lisówka, a w pół godziny później do Lisowa. Potem walki przeniosły się na wzgórza koło Sławęcina gdzie Rosjanie zaciekle bronili się aż do godziny 23-ej, kiedy to poddali się po cichym ataku na bagnety 100. pułku piechoty z 12. Dywizji.
            Korpus Gwardii pojawił się przed pozycjami rosyjskimi około godziny 11-tej maszerując w dwóch kolumnach: 1. Dywizja od Szerzyn na Czermną, natomiast 2. na Święcany. W południe Niemcy wkroczyli do Czermnej, a następnie atak zatrzymały silnie bronione rosyjskie pozycje na wzgórzach 318, 307 i 342, które zostały po kolei zdobyte pomiędzy godzinami 19-tą i 24-tą.
            Kolejne sukcesy tego dnia na swoim koncie zapisało lewe skrzydło austro-węgierskiej 3. Armii oraz prawe skrzydło austro-węgierskiej 4. Armii. Żołnierze tej ostatniej podchodzili pod Tarnów, Zwiernik i nad Wisłokę. Straty jakie przy tym ponieśli były znacznie mniejsze niż w poprzednich dniach.
            6 maja katastrofa 3. Armii pogłębiła się. Na prawym skrzydle niemiecki Korpus Kombinowany osiągnął zachodni brzeg Jasiołki w pasie od Dukli do Zręcina. Dodatkowo od strony południowej ruszył cały front karpacki. 3. i 2. Armia austro-węgierska pędziły przed sobą lewe skrzydło 3. Armii rosyjskiej i całą 8. Armię gen. Brusiłowa. W związku z zaistniałą sytuacją w rejonie Majscowej oba te ugrupowania zamknęły w kotle rosyjską 48. Dywizję Piechoty gen. Korniłowa.
            W centralnej części ugrupowania 11. Armii, korpusy XVI i VI sforsowały Wisłokę. 12. Dywizja Piechoty natrafiła na opór rosyjski w rejonie Jaszczew, Potok, który jednak został przez nią przezwyciężony. Jeszcze tego samego dnia kawaleria węgierska i niemieccy cykliści wkroczyli do Krosna.
            Również lewe skrzydło 11. Armii sforsowało tegoż dnia Wisłokę. Korpus Gwardii po drodze zajął opuszczone w nocy przez Rosjan pozycje na Serwońcu i w Lipnicy.


poniedziałek, 16 lutego 2015

Conrad von Hotzendorf


Conrad von Hotzendorf,
Ilustrowany Kuryer Codzienny 1914.
Trudno jest jednoznacznie określić jednego pomysłodawcę ofensywy pod Gorlicami, jednak w dzisiejszej historiografii uznaje się, że był nim szef austro-węgierskiego sztabu generalnego, baron Franz Conrad von Hotzendorf (1852-1925), uważany za jednego z najwybitniejszych wodzów państw centralnych w czasie pierwszej wojny światowej. Przyszedł na świat w Pradze. Był synem emerytowanego pułkownika huzarów, pochodzącego z Moraw, który służył w ostatnich latach wojen napoleońskich i m.in. brał udział w bitwie pod Lipskiem w październiku 1813 r., a różne funkcje w kawalerii pełnił do roku 1848, kiedy to wskutek nieszczęśliwego wypadku został inwalidą. Tytuł szlachecki Franz Conrad odziedziczył po pradziadku. Dzieciństwo miał trudne; ojciec zmarł wcześnie, a on sam w wieku 11 lat został wysłany do szkoły wojskowej, w roku 1867 wstąpił do Terezjańskiej Akademii Wojskowej w Wiener Neustadt, którą ukończył w 1871 r. w stopniu podporucznika piechoty i został przydzielony do 11 batalionu strzelców konnych. Po kilku latach udało mu się wyjednać u przełożonych skierowanie do szkoły sztabowej. W roku 1878 brał udział w wyprawie bośniackiej, a kilka lat później w akcji policyjnej w południowej Dalmacji. W latach 1883 –1887 był szefem sztabu 11. Dywizji Piechoty we Lwowie. Niebawem został wykładowcą taktyki piechoty i zajmował się publikowaniem własnych przemyśleń na temat armii. W 1886 r. ożenił się z Wilhelminą le Beau, z którą miał czterech synów. W 1893 r. po awansie do stopnia pułkownika objął funkcję dowódcy 1. pułku piechoty w Opawie. Z powodu zdolności intelektualnych został zauważony przez Franciszka Ferdynanda. Następca tronu został jego cichym protektorem. Po serii szybkich awansów 18 listopada 1906 r. ten pozbawiony wpływowych koneksji oficer objął stanowiska szefa sztabu wspólnej armii, które to stanowisko miał pełnić z przerwą w latach 1911 -1913.
Ilustrowany Kuryer Codzienny 1915.
Jako strateg Conrad von Hotzendorf był zwolennikiem prowadzenia działań zaczepnych zamiast biernej obrony. Uważał, że atak przeprowadzony przy pomocy dużych sił w najbardziej czułe miejsce nieprzyjaciela jest najskuteczniejszą metodą osiągnięcia zwycięstwa. Opowiadał się za modernizacją armii, ścisłą współpracą z Niemcami i aneksją Serbii. Gdy wybuchła I wojna światowa, zamierzał najpierw pokonać Serbię, a potem przerzucić wszystkie siły przeciw Rosji. Nie powiodło się to, gdyż Rosjanie zaatakowali Galicję wcześniej niż sądził. W efekcie klęsk w Galicji, armia austro-węgierska została poważnie osłabiona i nie mogła samodzielnie zrealizować śmiałych koncepcji Conrada von Hotzendorfa. Próbował nakłonić do pomocy Niemców, ale ci nie byli zbyt chętni do realizacji jego zamierzeń. Jednak to on był pomysłodawcą austro-węgiersko-niemieckiej ofensywy pod Gorlicami w maju 1915 r., która doprowadziła do przełamania frontu rosyjskiego i wyzwolenia dużej części Galicji. Nie zdołał jednak przekonać Niemców do koncepcji wielkiego ataku przeciw Włochom. 25 listopada 1916 r., Conrad von Hotzendorf został awansowany do stopnia feldmarszałka. Jednak po śmierci cesarza Franciszka Józefa, gdy nowym władcą został nieprzychylny mu Karol I, Conrad von Hotzendorf został w marcu 1917 r. odwołany ze stanowiska. Ostatnie miesiące wojny spędził jako dowódca 11. Armii austro-węgierskiej w Południowym Tyrolu.W maju 1918 r. został definitywnie wysłany na emeryturę, choć z honorami, tytułem hrabiowskim i stanowiskiem pułkownika cesarskich trabantów. Po wojnie rozstał się z wojskiem i zajął teologią i filozofią, osiadł w Innsbrucku. Kilka lat później przeniósł się do Wiednia i tam też zmarł. Jego szczątki spoczęły na cmentarzu Hietzibing w Wiedniu.



Zostań Patronem Z Pogranicza