OSTATNIE SZTUKI! Gorlickie w Wielkiej Wojnie 1914-1915. Wspomnienia, relacje, legendy.

sobota, 19 listopada 2022

W. Szperber, Cmentarz bohaterów w Gorlicach - artykuł prasowy z roku 1915.

 

Cmentarz bohaterów w Gorlicach.

„…Ten cmentarz bohaterów ma się stać po wsze czasy miejscem świętem i celem pielgrzymek narodów Austro–Węgier i Niemiec. Cmentarz ten ma być dla przyszłych pokoleń świadectwem bohaterstwa i miłości Ojczyzny ich ojców…” Tak mówił generał Brandner, biorąc cmentarz bohaterów na wzgórzach gorlickich w opiekę.

Mała mieścina galicyjska przejdzie do złotej księgi armii austryackiej. Rok rocznie zjeżdżać się tam będą w dniu święta zmarłych tysięczne rzesze różnojęzycznych ludów, które tu, na obcej ziemi, przelewały krew w obronie zagrożonej ich Ojczyzny.

Dlaczego właśnie w tej mieścinie powstał cmentarz wojowników? Bo tu właśnie stoczono najkrwawsze boje, które przechyliły szalę zwycięstwa.


Ogólny widok cmentarza bohaterów na wzgórzu 357. pod Gorlicami. Zdjęcie prasowe z roku 1915.












Nieprzebrane masy wojsk rosyjskich, rozgromione w grudniu 1914 r. w bitwie pod Limanową, w której – jak wiadomo – udział brali legioniści polscy pod Piłsudskim, cofnęły się za Dunajec i oparły się w obronnych stanowiskach pod Gorlicami. Wyniosłe wzgórza, jak Stryszówka, Pustki, Wola użańska, Sękowa, najeżone dziesiątkami różnokalibrowych armat i masami piechoty, panowały nad daleką okolicą, nie pozwalając wojskom austryackim na skuteczną ofenzywę. O posiadanie tych pozycyj toczyły się wielomiesięczne, nieustanne boje. Najkrwawsze bitwy rozegrały się 22 stycznia, 18 i 21 lutego, 9 i 18 marca. Mimo ogromnych ofiar nie udało się wojskom austryackim zdobyć tych pozycyj. Rosyanie zaciekle bronli swych stanowisk, wiedząc, iż utrata ich równa się stanowczej klęsce. Austriacka komenda naczelna, zrozumiawszy, iż zdobycie stanowisk gorlickich wymaga wielkich mas wojska, rozpoczęła w ścisłej tajemnicy koncentracyę swych wojsk, jak również i wojsk niemieckich. Na cały froncie ustawiono olbrzymią liczbę dział ciężkich. Ogólny atak na całej linii wyznaczono na dzień 1 maja.

W dniu tym o świcie rozpoczęła się ogłuszająca kanonada tysiąca dział. Straszna ta muzyka trwała bez przerwy aż do zmroku. Wówczas, jakby na dane hasło, wstrząsnął powietrzem okrzyk z tysięcy piersi, a równocześnie na całym froncie rozsypały się mrowiska uzbrojonych bojowników, którzy jak huragan parli ku ziejącym ogniem górom. Ale nie doszli nawet do stóp ognistego wulkanu, legli pokotem, ścięci jak złoty łan i świeżą krwią zbroczyli tę wiecznie krwawiącą ziemię.

A za nimi poszli inni… Po trupach swych towarzyszy broni pędzili tam ku górze, gdzie zawzięty wróg raz po razu wyrywał najdzielniejszych z ich szeregów. Pędzili jednak naprzód wiedząc, iż zdobycie pozycyi rosyjskiej to ich cel i jedyny ratunek.

I coraz więcej krwią broczących bohaterów stało się na zieleni gorlickich niw i coraz bliżej szczytu wzgórza padali, torując swą śmiercią drogę innym. Aż wreszcie doszli! Zakotłowało się jak w ulu. Obrońcy ani piędzi ziemi nie chcieli oddać dobrowolnie. Nikt nie żądał, ani nie dawał pardomu. Rozpoczęła się rozpaczliwa walka, do której jednych parła chęć zwycięstwa i pomszczenia śmierci tysięcy towarzyszów broni i tylomiesięcznej udręki, drugich – niewolniczy strach. Odrzucono precz karabiny. Wojownicy chwytali się za bary, dusząc i mordując się wzajemnie.

A gdy cienie nocy zakryły pobojowisko, rozlegały się jeno ciche westchnienia konających i jęki wijących się z bólu rannych. Ofiara śmierci tylu wojowników nie była daremną. Swemi ciałami utorowali oni drogę do zwycięstwa, do wydarcia nieprzyjacielowi zagrożonej ziemi.

Zwycięska bitwa narodów pod Gorlicami, okupiona tylu ofiarami, zmusiła armię rosyjską do opuszczenia zdobytych terytoryów i pociągnęła za sobą zupełną klęskę Rosyi.


… Oficyalna uroczystość skończona. Na cmentarzu pozostali jeno ci, których najbliżsi, tu, pod zieloną darnią, śpią snem wiecznym.

Tu staruszka całuję tę brunatną ziemię, tulącą na wieczny spoczynek jej drogiego syna; tam znów jakiś siwowłosy mężczyzna, którego pierś zdobią liczne ordery, zapewne weteran dawnych wojen, z dumą kładzie wieniec laurowy na grobowcu. Inni znów nadaremnie szukają grobowców swych krewnych. Zapewne pozostali tam, gdzie dosięgła ich kula nieprzyjacielska, lub też leżą w grobie wspólnym, zbratani z nieprzyjaciółmi majestatem śmierci. Nieco dalej biedna kobieta, z kilkorgiem dziećmi, zanosi się od płaczu, przyciskając do swych piersi zwiędłe polne kwiaty, porastające na mogile jej męża. A tuż na skraju cmentarza, nad grobowcem stoi pochylony stary, długobrody żyd i z łzą w oku całuje poświęcany krzyż, na którym wyryte jest imię jego syna. Miłość ojcowska zatarła różnice wyznaniowe.


Wacław Szperber.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz