OSTATNIE SZTUKI! Gorlickie w Wielkiej Wojnie 1914-1915. Wspomnienia, relacje, legendy.

piątek, 28 stycznia 2022

Z Gorlic i z powiatu - korespondencja z roku 1915.

 Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów. 






Z Gorlic i z powiatu.

(Korespondencja własna „Słowa Polskiego”).

 

O Gorlicach pisać dzisiaj nie wiele można. Od 26 grudnia stoją w ogniu zażartej walki i leżą całe w gruzach. Do 500 domów, już to kamienic, już parterowych realności, jest rozwalonych pociskami lub spalonych. Ludności prawie niema. Już przed zajęciem przez wojska rosyjskie opuścili miasto przede wszystkiem Żydzi gęsto miasto zamieszkujący, uwożąc obfite mienie na handlu zdobyte. Jak wszędzie zresztą opuścili mieszkania swe ci urzędnicy, którzy z polecenia wyższych władz lub z własnej ochoty za temi władzami podążyli na wędrówkę wojenną ba zachód państwa. Wyjechała wreszcie ta część inteligencji zawodowej, która na stałe zamyśla zostać w Wiedniu. Zostali biedacy i znaczna część mieszczan. Obowiązki burmistrza i opiekuna ludności objął ks. Świejkowski, który w ostatnich czasach  życia autonomicznego gminy tak wybitnie stanął w obronie słuszności i prawdy.

Ta część mieszkańców Gorlic przetrwała listopad we względnym spokoju. Ks. Świejkowski taktem stanowczością, komendanci czasowi względnością w wykonywaniu wyższych zarządzeń ułatwiali życie w mieście, pozbawionem już wówczas żywności, opieki lekarskiej i środków leczniczych.

Boże Narodzenie upłynęło wśród huku dział.

Nastały ciężkie czasy. Dzień i noc padały na miasto pociski austryjackie rozbijając je w gruzy.

Szczególnie się uwzięła artylerja austryjacka na kościół, wyniośle panujący nad miastem, niedawno dużym kosztem odnowiony. Wiedziano dobrze, że wieża kościelna nie jest ani punktem obserwacyjnym, ani stanowiskiem jakiegoś karabinu maszynowego, czy innego rodzaju szybkostrzelnej broni. Księża ręczyli słowem kapłańskiem, że kluczy od wieży nikt od nich nie żądał i nikomu ich nie wydali. A jednak atak na kościół i wieżę nie ustał, dopóki ich nie zburzono.

Austryjaccy komendanci szczególniejsze upodobanie mają do strzelania w kościoły. Wiedzą o te, dobrze powiaty dąbrowski i niżański, które ich w tej wojnie z kul austryjackich do dziesiątka postradały. Powodem tego dziwnego upodobania komendantów austryjackich jest chyba ta okoliczność, że sami używają wież kościelnych do stanowisk dla karabinów maszynowych, jak to miało miejsce w Otwinowie mimo protestów i gorących próśb proboszcza, przewidującego, ze się to skończy zniszczeniem bezpożytecznem kościoła.

Dzień przepędzała ludność pozostała w piwnicach. W nocy zaczynało się życie. Gotowano strawę, oglądano ślady nowych zniszczeń, grzebano zabitych na ulicach i czekano z trwogą dnia, który zapędzał wszystkich na nowo do piwnic. Dnie spokojniejsze spożytkowano na zdobywanie żywności, najczęściej w niedalekim Bieczu, który sam nie wiele ma. Ci zaś, którzy nie mogli już dalej pędzić tego ciągle śmierci w oczy zaglądającego życia, opuszczali niebezpieczny przytułek i zamieniali go na pobyt, równie niespokojny, w sąsiednich gminach wiejskich, w ten sposób życie się snuło w trwodze i niepewności. Liczba odważnych i upartych topniała, aż do dziś został niemal sam ksiądz Świejkowski wśród gruzów, z biedotą liczącą do 4000 ludzi, karmioną za jego staraniem przez intendenturę wojskową i datkami otrzymanemi w Bieczu lub Jaśle z komitetów ratunkowych.

Nie lepiej się dzieje w całym powiecie sądowym gorlickim. Powiedzieć o tem dziś wiele nie można. Wystarczy jednak, jeżeli wspomnę, że cały leży w linii bojowej. Obraz zniszczenia i nędzy odkryje się dopiero, gdy ta linja się przesunie dalej.

Druga połowa powiatu politycznego gorlickiego, powiat sądowy biecki, dzieli w znacznej mierze los Gorlic. Miasteczko samo ocalało w zupełności. I to jedyna pociecha, że ten stary gród starościński, mający piękną kolegiatę i kilka innych zabytków architektury swojskiej nie leży w gruzach, jak Gorlice. Bowiem mieszkańcy Biecza i wszystkie prawie wsie uległy zupełnemu zniszczeniu.

Od głodu ratuje mieszkańców pomoc armji i dziś wydatna pomoc komitetu ratunkowego. Na miejscu działają dwaj młodzi księża i kierownik szkoły, z ramienia komitetu we Lwowie p. M. Strzetelski. Oprócz mąki, której przyszło tu kilka wozów, p. S, zakupuje wiktuały w Jaśle i dowozi do Biecza. Stąd roznoszą sobie zasiłki ludzie pochodzący ze wsi powiatu. Komitet okazuje dużą ruchliwość  zwrócił już na siebie uwagę szefa armji tam działającej, bardzo gorliwie opiekującego się biedną ludnością.    

Pomoc komitetu musi być wydatną bardzo i mieć na uwadze, że trzeba ją będzie dawać przez dłuższy czas. O zasiewach i obrobieniu pola i mowy nie ma. Wypadnie zatem żywić całe wsie przez długie miesiące jeszcze.

O rozmiarach zniszczenia i szkód dadzą pewne wyobrażenie szczegóły ze wsi K. powiatu  gorlickiego, jeszcze dotąd nawiedzanej od czasu do czasu przez zabłąkane pociski. Wieś liczyła 280 numerów, t.zn. 280 gospodarstw i tyle domów mieszkalnych, nie licząc budynków gospodarskich . Z tych domów cztery rozbiły pociski (plebanię i trzy sąsiednie domy, kościół ocalał), cztery spaliły się od pocisków, 8 rozebrano na opał w zimie lub na potrzeby walki,  a 24 z różnych powodów uszkodzone tak, że mogą służyć za schronienie, ale nie w zimno, ani słotę. Z 81 koni we wsi zostało cztery, z 1150 sztuk bydła rogatego niecałe 200 sztuk.

Drobiu, świń, narzędzi gospodarskich prawie nie ma. Stoi na obejściu pół wozu z jednem kołem, lub cały wóz leży na ziemi bez dyszla i kół, resztki rozbitego pługa i to wszystko, co gospodarzowi na wiosnę zostało. W jesieni zdołali obsiać prawie w całości. Dziś śladu prawie ozimin niema; stratowane kopytami konia i kołami wozu lub armat zorane granatami, spasione w czasie postoju koni. Z tysiąca około 600 mieszkańców, licząc wszystkich we wsi, przeszło setka mężczyzn na wojnie.

Tak wygląda dziś wieś do niedawna zasobna, mająca ludność i w kulturze posuniętą. – W wielu wsiach przebywają do dziś ludzie z pod Przemyśla i z samego Przemyśla, których wysiedlono z domów własnych z powodu oblężenia. Zapędzili się pod Gorlice z różnych powodów, głównie jednaj z tego, iż sądzili, że tu będzie najbezpieczniej schronić się przed wojną. Spadli z deszczu pod rynew; udało się tak, jak tym, co się pochowali w różne „bezpieczne” zakątki w Karpatach.

Plagą w okolicy był lichwiarski handel rublem, uprawiany przez Żydów. Obniżali raz wartość korony. Drugi raz wartość rubla i obdzierali w ten sposób ludność z ostatniego grosza, odbierając ostatecznie w wygórowanej cenie wiktuałów. Słyszeliśmy tutaj, że proceder ten ludność żydowska uprawia wszędzie i dziwimy się władzom, że niepotrafją temu przeciwdziałać. U nas ten rodzaju  łupiestwa ustał z chwilą, wysiedlenia Żydów z rejonu działań wojennych.

Jadąc niedawno gościńcem, doskonałym kiedyś, dziś rozbitym do gliny dziesiątkami tysięcy wozów ciężkich, toczących się dniem i nocą z Jasła ku Gorlicom, karczmy przy drodze albo spalone, albo rozebrane. Notowałem sobie to w myśli, rozważając, ile korzyści wyniknie z tego, gdy nareszcie nie stanie u nas tych gniazd demoralizacji i łupiestwa wszelakiego, gdy zwrócił mi uwagę wiozący mię p. Sibiga na nową karczmę w oczach naszych rozbieraną. P. Sibiga, obywatel chodząc niewielkimi dzierżawami, gorący zwolennik roboty oświatowej, lubujący się w dobrym zaprzęgu, wiózł mię kiepskim wozem i nie lepszymi końmi, biadał też nad swojem zniszczeniem i twarz miał chmurną. Ale rozbierana karczma poruszyła w nim lepsze i weselsze myśli, bo z błyskiem w oczach zwrócił się do mnie z taką uwagą:

Ile napracowały się towarzystwa oświatowe, towarzystwa wstrzemięźliwości, wreszcie księża z ambon, i nic i nikt nie mógł poradzić przeciw tej djabelskiej  kaplicy, karczmie, niszczącej i ogłupiającej chłopa polskiego. Przyszła wojna i poradziła jednym zamachem, karczmy niema. Dziś w piątki (dnie targowe) niema śpiewów i bijatyk na drodze z Jasła do domu, do wsi. Chłop wraca trzeźwy i grosza nie marnuje, a zdrową myślą, nie dzikiem hukaniem pociesza się w obecnej biedzie. Dałby Bóg, aby ta nieszczęsna wojna dała nam na stałe dobro chrześcijańską, porządną gospodę i dom ludowy we wsi, w miejsce żydowskiej karczmy.

- Bóg da, odpowiedziałem, jeśli sami szczerze rękę do tego przyłożymy. O pewnie, że tą drogą łatwiej i prędzej dźwigniemy się z biedy wojną naniesionej.

Mniej  łzawem okiem patrzyłem na nędzę gorlickiego powiatu, gdym się przekonał, że na wsi niejeden p. Sibiga podobnemi myślami ratuje się przed zwątpieniem.

St.  




  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz