OSTATNIE SZTUKI! Gorlickie w Wielkiej Wojnie 1914-1915. Wspomnienia, relacje, legendy.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żmigród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żmigród. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 marca 2020

A. Wójcik, Wielki Tydzień na Pogórzu - artykuł prasowy z roku 1936.


Zachowano pisownie oryginalną. Źródło u autorów.




Adam Wójcik (Gorlice).
Wielki Tydzień na Pogórzu.


ZWYCZAJE I WIERZENIA LUDOWE, KTÓRE PRZETRWAŁY WIEKI.
Wielki Tydzień na Pogórzu jest nie tylko najpiękniejszym okresem uroczyście i z niezwykłem przejęciem religijnem obchodzonych świąt chrześcijańskich, lecz także okresem bardzo ciekawych kultów i wierzeń, które od dawno minionych wieków, choć często w zmienionej formie, przetrwały wśród ludu polskiego do ostatnich czasów.
Wśród zwyczajów i obrzędów ludowych związanych z Wielkim Tygodniem na Pogórzu, od Dunajca po San,  wyraźnie wszędzie występują ślady prastarego święta wiosny i budzącego się nowego życia, święta połączonego z odwiecznym kultem ognia i wody oraz różnorodnych praktyk magicznych, zabezpieczających nieudolnego człowieka w przełomowej chwili roku od wszelkiego zła.

TOPIENIE MARZANNY.
Pierwszym zwyczajem przypadającym w tym okresie, znanym dobrze także i w innych częściach Polski, jest wypędzanie bożka zimy czyli topienie Marzanny.  Cała młodzież wsi Cergowej koło Dukli  zbiera się w jednym domu i wyplata ze słomy dużą kukłę. Wieczorem, przy świetle pochodni, wśród wrzasków i krzyków formuje się pochód z Marzanną nad rzekę, gdzie po przemówieniu zakończonem słowami „No panno do wody! Raz, dwa, trzy”  rzucają ją w nurt rzeki. Marzanna płynie z wodą – za nią wiosna ciągnie.

JUDASZ.
Zwyczaj topienia Marzanny, jak przypuszczać można, z chwilą przyjęcia chrześcijaństwa przekształci się w widowisko „Judasza”, urządzane przez małomiasteczkową gawiedź w Wielkim Tygodniu na Pogórzu w Żmigrodzie, Wielopolu Skrzyńskiem, Rzepienniku Strzyżewskim, Kańcczudze, Pruchniku  i niektórych wsiach okolicznych.

W Żmigrodzie już w Wielki Wtorek zaczynają chłopcy przystrajać w żydowski chałat i jarmułkę wielką słomianą lalkę, przedstawiającą Judasza. Ileż przy tem radości i uciechy. W Wielką Środę obnoszą go na drewnianych noszach po wszystkich ulicach miasteczka, bijąc go niemiłosiernie i wydzierając się w niebogłosy. Za jego niecną zdradę zrzucają go z wieży kościelnej na ziemię. Teraz wloką go na most, zapalają jego brodę i czuprynę z konopi, a następnie rzucają do wody. Nie pozwolą mu jednak popłynąć z prądem. Wyciągają Judasza spowrotem na brzeg, rozrywają go na kawałki, by je wieczorem w Wielką Sobotę spalić  na okolicznych pagórkach . Przy odgłosie bębnów, z wesołemi podskokami wraca potem w nocy młodzież do domów, radując się ze spalenia Judasza i zakończenia Wielkiego Postu.
W Pruchniku w Wielką Środę chłopcy chwytają czarne koty, gdyż uważają, że w czarnym kocie jest dusza Judasza.  Po południu tak dzieci jak i starsi gromadzą się z kołatkami i terkotkami pod Kocią Bramą. Wśród śmiechu i wrzawy  chłopcy z Kociej Bramy rzucają kota w glinianym garnku  z popiołem. Garnek spada na kamienne schody, rozbija się, a kot ucieka. W ten sposób z kota wypędzono duszę Judasza. Ale na tem nie koniec. W Wielki Czwartek chłopcy w Pruchniku szyją z worków trzy–metrowego Judasza  i wypychają go słomą. Wieczorem w tym samym dniu wieszają go na gruszy, niosą go na wierzbowych noszach pod bramę kościelną, gdzie odbywa się sąd. Judasz dostaje 30 kijów, a po obwleczeniu go po wszystkich ulicach miasta, zostaje utopiony w rzece.
W Kańczudze  w nocy z Wielkiego Czwartku  na Wielki Piątek nikt prawie nie śpi, wszyscy są na rynku. Chłopcy wbijają na rynku słup 15 m. wysoki z umocowanym na końcu kilkumetrowym Judaszem. W Wielki Piątek podcinają słup i Judasz z wielkim trzaskiem, ku uciesze wszystkich, spada na ziemię. Dzieci ciągną go po ulicach i biją wierzbowemi kijami. W końcu zapalają go i rzucają do wody.
W Wielopolu Skrzyńskiem Judasza obwożą po mieście na taczkach, a potem wieszają na drzewie za miastem. W  Rzepienniku Strzyżewskim zapalają Judasza  ogniem roznieconym krzesiwem. Od tego Judaszowego ognia zapalają stosy chróstu na wzgórzach w Wielki Czwartek.

KULT OGNIA.
„Bieda” piszczy w ogniu, już nie będzie „biedy” – „bieda: spaliła się w ogniu, tak powiadają na Pogórzu starzy ludzie. To też ogień w tych stronach jest otoczony specjalnym kultem. Ogniem odstraszają złe siły, jego węglem  spędzają uroki i kreślą schorzałe miejsca na ciele ludzkiem. W Wielkim Tygodniu odbywa się oczyszczenie czyli odnowienie ognia, zawsze krzesiwem roznieconego, czy to do palenia Judasza, czy też przy poświęceniu ognia w Wielką Sobotę przy kościele (Wielopole Skrzyńskie).  W wielu miejscowościach w dniu tym od ognia poświęconego przy kościele zapalają hubę przyczepioną do wiązki patyków szakłaku, leszczyny, tarniny i kłokoczki , a następnie niosą do domu, gdzie od tlejącej hubki rozniecają ogień, od którego w nocy z Wielkiej Niedzieli na Poniedziałek  wzniecają prawie na całem Pogórzu wielkie ogniska po polach i górach. Przededniem w  świetle tysięcy błyszczących po górach ognisk wieśniacy kropią pola święconą wodą i zatykają na rogach swoich pól i na rostajach dróg krzyżyki i gałązki święconej palmy.

ŚMIGUS.
W zabawie zwanej „śmigusem”  inaczej „oblewanym poniedziałkiem” dopatrzeć się można starego kultu dla wody, mającej właściwości tak oczyszczające, uzdrawiające, jako też wzbudzające miłość i płodność. Dlatego też, aby mieć szczęście w miłości i urodę, dziewczęta na Pogórzu wstają o północy w Wielki Czwartek i idą myć się do rzeki. Święconą wodę wraz z węgielkami drzewnemi z ogniska palonego w Wielką Sobotę przy kościele, jako najlepsze na wszystkie choroby lekarstwo, biorą na całem Pogórzu do dzbanków i flaszek, przyczem nie obejdzie się bez ich głośnego tłuczenia i w pierwszym rzędzie tą wodą chłopcy oblewają dziewczęta w poniedziałek świąteczny. Leją też święconą wodę do studni, aby spotęgować jej obfitość.

ZABIEGI MAGICZNE.
Niesposób jest wymienić  bardzo wielu innych obrzędów wielotygodniowych, utrzymujących się śród ludu Pogórza, wobec czego ograniczyć się musimy w niniejszym artykule jeszcze do kilku wierzeń i zabiegów magicznych. Według wierzeń ludowych, najniebezpieczniejszą porą roku są dni na przełomie zimy i wiosny. Nieczyste moce w postaci demonów zjawiają się w pobliżu ludzkich osad i starają się ludziom szkodzić. Zewsząd grożące złe siły lud odpędza nie tylko hałasem, strzelaniem, biciem, ogniem, dymem, wodą ale także środkami apotropeicznemi (odwracające złe wpływy – K. Moszyński: Kultura ludowa Słowian. Najpierwotniejsze z nich i najczęściej na Pogórzu używane d tego celu są rośliny: tarnina, szakłak, jałowiec, cis, wierzba, leszczyna, kłokoczka i palma (sitowie). Tarninę palą przy kościele podczas poświęcenia ognia w Wielką Sobotę  (Gorlice, Libusza, Kobylanka, Kryg, Sękowa), z niedopałków robią krzyżyki, które przybijają nad drzwiami i oknami domów i obór. Często święcą gałązki tarniny, na czterech końcach ozimin. W czasie żniw wyciągają je żniwiarki zębami, aby uchronić się od ich bólu (Targowiska). W Szalowej i Szymbarku zamiast tarniny w Wielką Sobotę święcą wiązanki szakłaku, leszczyny i kłokoczki. Krzyżyki z tych roślin, zatknięte w polu, a zwłaszcza leszczyny, bronią i chronią zbiory od gradobicia, a domy od piorunów.






PŁANETNIKI BOJĄ SIĘ LESZCZYNY.
O wielkiej skuteczności leszczyny przeciw burzom, piorunom i gradom, a zarazem i demonom–płanetnikom świadczy następujące opowiadanie wieśniaka ze Mszanki koło Gorlic. Pewien chłop z tej wioski udał się w lecie do lasu na pobliskiej górze. Nagle usłyszał w gęstwinie łoskot. Podszedł bliżej i ujrzał trzech chłopów młócących bryły lodu. Jeden z nich podał mu cepy i prosił go o pomoc. Gdy już lód był potłuczony na małe kawałki, trzej leśni ludzie, którzy byli płanetnikami, kazali chłopu czemprędzej udać się do domu i na czterech rogach swego pola zatknąć gałązki białej leszczyny. Zaledwo chłop wykonał polecenie, gdy nad lasem ukazała się czarna chmura i zerwała się straszna burza, połączona z gradobiciem, od którego ocalało jedynie pole ochronione leszczyną.



BAGNIĘTA.
Lud na całem Pogórzu do palmy święconek w Niedzielę Kwietną na pamiątkę uroczystego wejścia Jezusa do Jeruzalem, dołącza gałązki wierzby –iwy z wiosennemi pąkami czyli baziami oraz gałązki cisu lub jałowca (Gorlice, Biecz, Krosno, Dukla).Jedynie w Rzepienniku Strzyżewskim w Niedzielę Palmową święcą same kilkumetrowe gałęzie wierzby bez palmy i jałowca. Im większa palma czy bagnięta, tem większe są jej własności magiczne. Widzimy wówczas prawdziwy las w kościele (Krużlowa, Rzepiennik, Targowiska, Szebni). Po poświęceniu palmy z bagniętami obnoszą ją trzykrotnie wokoło domu, potem zostawiają ją w stajni, rzadziej kładą na okno domu. Palmą tą wypędzają na wiosnę pierwszy raz bydło na paszę, podobnie jak i batogiem, którym była związana. Kotki zaś bagniąt zjadają domownicy przeciw bólowi gardła.




czwartek, 5 marca 2020

Manewry wojskowe w Galicyi - artykuł prasowy z roku 1911.


Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.

Manewry wojskowe w Galicyi.

Tegoroczne wielkie manewry wojskowe w Galicyi przedstawiają ze stanowiska militarnego niezwykły interes, ze względu,  że po raz pierwszy odbywają się one z zastosowaniem wszystkich ulepszeń w sztuce wojennej i przy zużytkowaniu  doświadczeń wojny rosyjsko-japońskiej.
Do użytku obu armii operujących, oddano wszystkie państwowe stacye telegraficzne i telefoniczne, a urzędy pocztowe stały do dyspozycyi  wojska całą noc. Wojsko zaopatrzone we własne kuchnie polowe, ma do dyspozycyi także własne całe oddziały zorganizowane i wyszkolone w tym celu. Stacye telegraficzne bez drutu powstają i znikają ciągle jakby za dotknięciem różdżki czarodziejskiej, a po doskonale utrzymanych drogach mkną patrole cyklistów i automobilistów, które niemal zupełnie wyrugowały służbę wywiadowczą kawaleryi.
Tegoroczne ćwiczenia odbywają się na terenie węgiersko-galicyjskim. Długość linii bojowej obu armii przeciąga się od Łupkowa po Konieczną czy Wysoką.

Obie armie operujące rozporządzają prawie równemi siłami. Liczą one po 5 dywizyi piechoty po 1 brygadzie kawaleryi i odpowiedniej ilości artyleryi o sile 300 dział.
Partya południowa składała się z korpusu koszyckiego z korpusu utworzonego z wojsk obrony krajowej, tak węgierskiej jak i austryackiej  części armii.
Armia północna miała za zadanie przejść przesmykami Karpaty, drogą z Rymanowa na Żmigród- Krempną, armia południowa zaś zetknąć się ma z północną na południowych stokach Karpat. Komenda armii północnej miała siedzibę w Dukli i połączono ją linią telefoniczną z główną kwaterą, która się znajduje po stronie węgierskiej.
Główną kwaterą komendy armii galicyjskiej był Rymanów, gdzie zamieszkało dwóch arcyksiążąt, a mianowicie arcyksiążęta Fryderyk i Piotr Ferdynand ze świtą. Tu także miał siedzibę 80 pp. ze Lwowa. Manewry zakończyły się  w dniu 17 b.m. [wrzesień]




niedziela, 16 września 2018

W. Sławiński (jun.), Rowerem dookoła Polski - artykuł prasowy z roku 1929.




W. Sławiński (jun.).
Dookoła Polski.
(Wrażenia z podróży na rowerze).


IX.

        Nic szczególnego w Żmigrodzie nie znalazłszy, ruszyliśmy do Jasła, oddalonego o 20 kilometrów.
        Szybko wieczór zapadający podniecał we mnie energję do jazdy po prostu szalonej. Dwadzieścia pięć kilometrów na godzinę w cieniach nocy, po górzystej i wyboistej szosie było coprawda ryzykownem. Z daleka migało już Jasło gazowemi lampami. Wtem, stop! Gdyby nie bystre oko kolegi, rozblilibyśmy swe maszyny o barjerę kolejową. Po usunięciu przeszkody własnoręcznie, skierowaliśmy kroki w stronę dworca, który, z braku orjentacji w ciemnościach, uważaliśmy za najodpowiedniejsze miejsce noclegowe, gdzie zresztą było można darmo przeczekać kilka godzin letniej nocy.
        Twarde legowisko na ławach nie pozwoliło na dłuższy sen. O godzinie drugiej po północy gotowi byliśmy do dalszej drogi.
       Opuszczaliśmy miasto niewielkie, posiadające rafinerję nafty i źródła gazu ziemnego, którym oświetlają siedlisko o 10. Tys. Mieszkańcach bardzo czyste i miłe.

Gorlice- Grybów – Nowy Sącz.

        Ranek by ł chłodny. Biała powłoka mgieł otulała okoliczne wzgórza i niziny. Szosa przed nami pusta, bez kurzu. Przeto jazda nasza była lekka, zdrowa i szybka. Nie spostrzegliśmy, kiedy  przecięliśmy środkiem znane z wojny światowej, Gorlice. Po bitwie Austrjaków i Rosjan w r. 1915 pozostał tu cmentarz z tysiącem poległych. W okolicy znajdują się liczne kopalnie i rafinerje nafty.
         Ponieważ tu, jak w Jaśle, policja jeszcze smacznie spała, nie meldowaliśmy swych person, jeno pomknęliśmy do Grybowa, odległego 18 kilometrów, którą to przestrzeń odbyliśmy w dobre półtorej godziny, biorąc z wysiłkiem góry wysokie do 340 metrów nad poziomem morza. Mijamy pogrążony we śnie Symberk i Ropeć, wreszcie zjeżdżamy, powstrzymując pęd „rumaków” naszych hamulcami do Grybowa nad bystro toczącą się rzeczką Białą.
        Po kilkunastu minutach odpoczynku i obejrzeniu kościółka drewnianego św. Bernarda, istniejącego od r. 1455, jedziemy w kierunku Nowego Sącza. Słońce zaczyna prażyć, natura i ludzie budzić, ruch na szosie ożywiać. Tak szczęśliwie przebyliśmy 21 klm, krętej i górzystej drogi, kiedy, wyrósł przed nami N. Sącz z ruinami zamku królewskiego nad Dunajcem i węzłem kolejowym w stronę Słowaczyzny i Lwowa.
         Mimo wczesnej godziny w mieście panował ruch. Dymily już kominy wielkich warsztatów kolejowych, składy i restauracje pootwierane. W pół godziny po spożyciu skromnego śniadanka, N. Sącz zaczął się za nami zacierać, aż zniknął zupełnie. Znowu łykaliśmy mieszankę świeżego powietrza z kurzem, mijały szybko chwile na kręceniu pedałów i oglądaniu cudów natury.
[…]

wtorek, 28 sierpnia 2018

Rozmaitości regionalne - Z dawnej Galicji



Rozmaitości regionalne. Notki i inne ciekawostki znalezione w starej prasie. Data obok zdjęcia jest datą publikacji w prasie. Źródła u autorów.






Gorlice.
1874.











Gorlice.
1875.







Biecz.
1875.








Gorlice.
1875.











1880.






Kryg.
Libusza.
1882.


Gorlice.
1882.



Siary.
1882.




Gorlice.
1882.



Jasło.
1884


Jasło.
1884.
























1909.







































































Zostań Patronem Z Pogranicza