OSTATNIE SZTUKI! Gorlickie w Wielkiej Wojnie 1914-1915. Wspomnienia, relacje, legendy.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adam Wójcik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adam Wójcik. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 września 2020

A. Wójcik, Stroje ludowe na Pogórzu - artykuł prasowy z roku 1938.

 

Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.






Adam Wójcik

Stroje ludowe na Pogórzu

 

Pogórze jest to obszar naszego kraju pomiędzy Dunajcem a Sanem, odgraniczony od północy obniżeniem wzdłuż linii kolejowej Tarnów– Rzeszów – Przemyśl, przylegający do Beskidu Niskiego na południe, a obejmujący powiaty gorlicki, jasielski, krośnieński oraz części powiatu sanockiego i brzozowskiego. Pogórzanie czyli ludność mieszkająca na Pogórzu stanowią osobną grupę etnograficzną ze starą i piękną kulturą ludową. Odrębność tej kultury najbardziej charakteryzuje strój ludowy Pogórzan, który na skutek rozwijającego się tu przemysłu naftowego i zalewu miejskiej tandety był już prawie w zaniku i dopiero ostatnio dzięki inicjatywie działaczy społecznych przystąpiono do jego odrodzenia.

Strój Pogórzan ubiegłego podobnie jak i gdzie indziej nie był jednolity, lecz posiadał wiele odmian zależnie od okolicy. Wspólną cechą była przede wszystkim biel lnianego płótna i naturalny z białej wołey kolor sukna w połączeniu z kolorem siwym i karmazynowym rzadziej zielonym.




Strój męski Pogórzan: koszula z lnianego płótna paceśnego na święto, a ze zgrzebnego na dzień powszedni, ze stryflami lub przyrębkami, zmarszczona pod szyją, z kołnierzykiem wąskim stojącym lub częściej z kołnierzem szerokim wykładanym. Koszula z reguły popuszczona po wierzch białych spodni, wpuszczonych do czarnych z cholewami polskich lub żółtych węgierskich butów, z kowalskimi podkówkami. Na koszulę wdziewano siwą sukienną kamizelkę z dwoma rzędami błyszczących białych guzików. Wierzchnia odzież to płótnianka, zwana tutaj płócienniczą, zapinaną na haftki, z siwym podszyciem kołnierza i bez jakichkolwiek innych ozdób. Oprócz płócienicy noszono powszechnie na Pogórzu w dziewiętnastym wieku płaszcz z białego sukna z dużym kołnierzem i wyszyciami, zwany cuwą. Cuwa ma bardzo prymitywny i ciekawy krój. Nigdzie w Polsce poza Pogórzem jej nie noszono. Wyglądem swym przypomina jedynie słowacką halenę. Cuwa posiada obszycia w trzech kolorach a to: siwym, czerwonym i zielonym, zależnie od wsi. Mężczyźni nosili poza tym w lecie słomiane kapelusze, tu i ówdzie filcowe o dużych otokach. Powszechnie noszono czapki kremki czyli magierki, pospolicie przezwane żarnami. W zimie używano też czapek baranic.

 Dopełnieniem stroju męskiego był pas trzos lub kaleta, bez nabijanych ozdób albo pas pojedynczy z mosiężną klamrą na dwa trzpienie. Strój dziewcząt składa się z koszuli białej z płaskim haftem, z kołnierzem wykładanym, białej sutej w siedem półek spódnicy–fartucha, czasem dołem haftowany. Zapaska była koloru karmazynowego lub siwego (szafirowego) z koronką u spodu. Najczęściej spotykany gorset koloru karmazynowego lub siwego, rzadziej czarnego. Gorset wokół obszyty ząbkowatą krepinką. Na ramiona zarzucały tak dziewczęta jak i starsze kobiety kawał białego płótna zwanego odzionkiem. Kobielu zamężne nosiły na głowach czepce z tiulu. Korale były również w powszechnym użyciu. Po raz pierwszy w odrodzonym stroju Pogórzan wystąpiła regionalna grupa gorlicka na „Święcie Gór” w Wiśle w 1937 roku.

 

Adam Wójcik.

piątek, 20 marca 2020

A. Wójcik, Wielki Tydzień na Pogórzu - artykuł prasowy z roku 1936.


Zachowano pisownie oryginalną. Źródło u autorów.




Adam Wójcik (Gorlice).
Wielki Tydzień na Pogórzu.


ZWYCZAJE I WIERZENIA LUDOWE, KTÓRE PRZETRWAŁY WIEKI.
Wielki Tydzień na Pogórzu jest nie tylko najpiękniejszym okresem uroczyście i z niezwykłem przejęciem religijnem obchodzonych świąt chrześcijańskich, lecz także okresem bardzo ciekawych kultów i wierzeń, które od dawno minionych wieków, choć często w zmienionej formie, przetrwały wśród ludu polskiego do ostatnich czasów.
Wśród zwyczajów i obrzędów ludowych związanych z Wielkim Tygodniem na Pogórzu, od Dunajca po San,  wyraźnie wszędzie występują ślady prastarego święta wiosny i budzącego się nowego życia, święta połączonego z odwiecznym kultem ognia i wody oraz różnorodnych praktyk magicznych, zabezpieczających nieudolnego człowieka w przełomowej chwili roku od wszelkiego zła.

TOPIENIE MARZANNY.
Pierwszym zwyczajem przypadającym w tym okresie, znanym dobrze także i w innych częściach Polski, jest wypędzanie bożka zimy czyli topienie Marzanny.  Cała młodzież wsi Cergowej koło Dukli  zbiera się w jednym domu i wyplata ze słomy dużą kukłę. Wieczorem, przy świetle pochodni, wśród wrzasków i krzyków formuje się pochód z Marzanną nad rzekę, gdzie po przemówieniu zakończonem słowami „No panno do wody! Raz, dwa, trzy”  rzucają ją w nurt rzeki. Marzanna płynie z wodą – za nią wiosna ciągnie.

JUDASZ.
Zwyczaj topienia Marzanny, jak przypuszczać można, z chwilą przyjęcia chrześcijaństwa przekształci się w widowisko „Judasza”, urządzane przez małomiasteczkową gawiedź w Wielkim Tygodniu na Pogórzu w Żmigrodzie, Wielopolu Skrzyńskiem, Rzepienniku Strzyżewskim, Kańcczudze, Pruchniku  i niektórych wsiach okolicznych.

W Żmigrodzie już w Wielki Wtorek zaczynają chłopcy przystrajać w żydowski chałat i jarmułkę wielką słomianą lalkę, przedstawiającą Judasza. Ileż przy tem radości i uciechy. W Wielką Środę obnoszą go na drewnianych noszach po wszystkich ulicach miasteczka, bijąc go niemiłosiernie i wydzierając się w niebogłosy. Za jego niecną zdradę zrzucają go z wieży kościelnej na ziemię. Teraz wloką go na most, zapalają jego brodę i czuprynę z konopi, a następnie rzucają do wody. Nie pozwolą mu jednak popłynąć z prądem. Wyciągają Judasza spowrotem na brzeg, rozrywają go na kawałki, by je wieczorem w Wielką Sobotę spalić  na okolicznych pagórkach . Przy odgłosie bębnów, z wesołemi podskokami wraca potem w nocy młodzież do domów, radując się ze spalenia Judasza i zakończenia Wielkiego Postu.
W Pruchniku w Wielką Środę chłopcy chwytają czarne koty, gdyż uważają, że w czarnym kocie jest dusza Judasza.  Po południu tak dzieci jak i starsi gromadzą się z kołatkami i terkotkami pod Kocią Bramą. Wśród śmiechu i wrzawy  chłopcy z Kociej Bramy rzucają kota w glinianym garnku  z popiołem. Garnek spada na kamienne schody, rozbija się, a kot ucieka. W ten sposób z kota wypędzono duszę Judasza. Ale na tem nie koniec. W Wielki Czwartek chłopcy w Pruchniku szyją z worków trzy–metrowego Judasza  i wypychają go słomą. Wieczorem w tym samym dniu wieszają go na gruszy, niosą go na wierzbowych noszach pod bramę kościelną, gdzie odbywa się sąd. Judasz dostaje 30 kijów, a po obwleczeniu go po wszystkich ulicach miasta, zostaje utopiony w rzece.
W Kańczudze  w nocy z Wielkiego Czwartku  na Wielki Piątek nikt prawie nie śpi, wszyscy są na rynku. Chłopcy wbijają na rynku słup 15 m. wysoki z umocowanym na końcu kilkumetrowym Judaszem. W Wielki Piątek podcinają słup i Judasz z wielkim trzaskiem, ku uciesze wszystkich, spada na ziemię. Dzieci ciągną go po ulicach i biją wierzbowemi kijami. W końcu zapalają go i rzucają do wody.
W Wielopolu Skrzyńskiem Judasza obwożą po mieście na taczkach, a potem wieszają na drzewie za miastem. W  Rzepienniku Strzyżewskim zapalają Judasza  ogniem roznieconym krzesiwem. Od tego Judaszowego ognia zapalają stosy chróstu na wzgórzach w Wielki Czwartek.

KULT OGNIA.
„Bieda” piszczy w ogniu, już nie będzie „biedy” – „bieda: spaliła się w ogniu, tak powiadają na Pogórzu starzy ludzie. To też ogień w tych stronach jest otoczony specjalnym kultem. Ogniem odstraszają złe siły, jego węglem  spędzają uroki i kreślą schorzałe miejsca na ciele ludzkiem. W Wielkim Tygodniu odbywa się oczyszczenie czyli odnowienie ognia, zawsze krzesiwem roznieconego, czy to do palenia Judasza, czy też przy poświęceniu ognia w Wielką Sobotę przy kościele (Wielopole Skrzyńskie).  W wielu miejscowościach w dniu tym od ognia poświęconego przy kościele zapalają hubę przyczepioną do wiązki patyków szakłaku, leszczyny, tarniny i kłokoczki , a następnie niosą do domu, gdzie od tlejącej hubki rozniecają ogień, od którego w nocy z Wielkiej Niedzieli na Poniedziałek  wzniecają prawie na całem Pogórzu wielkie ogniska po polach i górach. Przededniem w  świetle tysięcy błyszczących po górach ognisk wieśniacy kropią pola święconą wodą i zatykają na rogach swoich pól i na rostajach dróg krzyżyki i gałązki święconej palmy.

ŚMIGUS.
W zabawie zwanej „śmigusem”  inaczej „oblewanym poniedziałkiem” dopatrzeć się można starego kultu dla wody, mającej właściwości tak oczyszczające, uzdrawiające, jako też wzbudzające miłość i płodność. Dlatego też, aby mieć szczęście w miłości i urodę, dziewczęta na Pogórzu wstają o północy w Wielki Czwartek i idą myć się do rzeki. Święconą wodę wraz z węgielkami drzewnemi z ogniska palonego w Wielką Sobotę przy kościele, jako najlepsze na wszystkie choroby lekarstwo, biorą na całem Pogórzu do dzbanków i flaszek, przyczem nie obejdzie się bez ich głośnego tłuczenia i w pierwszym rzędzie tą wodą chłopcy oblewają dziewczęta w poniedziałek świąteczny. Leją też święconą wodę do studni, aby spotęgować jej obfitość.

ZABIEGI MAGICZNE.
Niesposób jest wymienić  bardzo wielu innych obrzędów wielotygodniowych, utrzymujących się śród ludu Pogórza, wobec czego ograniczyć się musimy w niniejszym artykule jeszcze do kilku wierzeń i zabiegów magicznych. Według wierzeń ludowych, najniebezpieczniejszą porą roku są dni na przełomie zimy i wiosny. Nieczyste moce w postaci demonów zjawiają się w pobliżu ludzkich osad i starają się ludziom szkodzić. Zewsząd grożące złe siły lud odpędza nie tylko hałasem, strzelaniem, biciem, ogniem, dymem, wodą ale także środkami apotropeicznemi (odwracające złe wpływy – K. Moszyński: Kultura ludowa Słowian. Najpierwotniejsze z nich i najczęściej na Pogórzu używane d tego celu są rośliny: tarnina, szakłak, jałowiec, cis, wierzba, leszczyna, kłokoczka i palma (sitowie). Tarninę palą przy kościele podczas poświęcenia ognia w Wielką Sobotę  (Gorlice, Libusza, Kobylanka, Kryg, Sękowa), z niedopałków robią krzyżyki, które przybijają nad drzwiami i oknami domów i obór. Często święcą gałązki tarniny, na czterech końcach ozimin. W czasie żniw wyciągają je żniwiarki zębami, aby uchronić się od ich bólu (Targowiska). W Szalowej i Szymbarku zamiast tarniny w Wielką Sobotę święcą wiązanki szakłaku, leszczyny i kłokoczki. Krzyżyki z tych roślin, zatknięte w polu, a zwłaszcza leszczyny, bronią i chronią zbiory od gradobicia, a domy od piorunów.






PŁANETNIKI BOJĄ SIĘ LESZCZYNY.
O wielkiej skuteczności leszczyny przeciw burzom, piorunom i gradom, a zarazem i demonom–płanetnikom świadczy następujące opowiadanie wieśniaka ze Mszanki koło Gorlic. Pewien chłop z tej wioski udał się w lecie do lasu na pobliskiej górze. Nagle usłyszał w gęstwinie łoskot. Podszedł bliżej i ujrzał trzech chłopów młócących bryły lodu. Jeden z nich podał mu cepy i prosił go o pomoc. Gdy już lód był potłuczony na małe kawałki, trzej leśni ludzie, którzy byli płanetnikami, kazali chłopu czemprędzej udać się do domu i na czterech rogach swego pola zatknąć gałązki białej leszczyny. Zaledwo chłop wykonał polecenie, gdy nad lasem ukazała się czarna chmura i zerwała się straszna burza, połączona z gradobiciem, od którego ocalało jedynie pole ochronione leszczyną.



BAGNIĘTA.
Lud na całem Pogórzu do palmy święconek w Niedzielę Kwietną na pamiątkę uroczystego wejścia Jezusa do Jeruzalem, dołącza gałązki wierzby –iwy z wiosennemi pąkami czyli baziami oraz gałązki cisu lub jałowca (Gorlice, Biecz, Krosno, Dukla).Jedynie w Rzepienniku Strzyżewskim w Niedzielę Palmową święcą same kilkumetrowe gałęzie wierzby bez palmy i jałowca. Im większa palma czy bagnięta, tem większe są jej własności magiczne. Widzimy wówczas prawdziwy las w kościele (Krużlowa, Rzepiennik, Targowiska, Szebni). Po poświęceniu palmy z bagniętami obnoszą ją trzykrotnie wokoło domu, potem zostawiają ją w stajni, rzadziej kładą na okno domu. Palmą tą wypędzają na wiosnę pierwszy raz bydło na paszę, podobnie jak i batogiem, którym była związana. Kotki zaś bagniąt zjadają domownicy przeciw bólowi gardła.




niedziela, 27 października 2019

A. Wójcik, Św. Mikołaj i wilki. Stare wierzenia i legendy na Pogórzu - artykuł prasowy z roku 1936.















Adam Wójcik (Gorlice).

Św. Mikołaj i wilki

Stare wierzenia i legendy na Pogórzu.


WOŁANIE WILKI


Nieliczne osady polskie, które w prastarych czasach powstały na Podgórzu w Karpatach, musiały prowadzić nieustanną walkę z mnogością wszelkiego rodzaju dzikiej zwierzyny, od szkody której trudno było się uchronić. Wilk do ostatnich czasów był postrachem ludności Pogórza. Starzy ludzie i dziś jeszcze opowiadają o wielkich stadach wilków, które co roku zimą niepokoiły ludność wsi.
Lud bronił się wszelkiemi  możliwemi sposobami przed okrutnym drapieżcą. Na krawędziach lasu kopano wielkie wilcze doły, zastawiano sieci i paście, urządzano wielkie obławy pod kierownictwem szlachty.
Bardzo często był jednak człowiek bezradny wobec wilka i wówczas uciekał się do zabobonnych praktyk. Uznawano wilka za istotę wyższą nad innemi zwierzętami. Zaczęto starać się ułaskawić go, uprosić go, okupić się jemu. Wiemy, że w wieczór wigilijny tak na Pogórzu, jak i w innych dzielnicach Polski zapraszano wilka na wieczerzę wigilijną. Na Pogórzu wychodził gospodarz przed wieczerzą wigilijną na dwór z garnkiem żuru i grochu i wołał:




„Ne wilczku żuru
Wleź do dziuru.
Ne wilczku grochu
Nie choć tu tego roku”.
(Wieś Sokół, pow. Gorlicki).

W innych wsiach Pogórza zachował się już tylko zwyczaj stawiania garnków ze strawą wigilijną dla wilka na pogródce chaty. (Bieśnik, Wola Łużańska i okolica).






ZAKLĘCIA WILKA.


We wsi Szalowej  na Pogórzu powiadają ludzie, że, jeśli spotka się wilka, należy się go zapytać: „Wilczku, gdzieś bywał przed Narodzeniem Chrystusa?” Jest to aluzja do owego zaproszenia na wieczerzę wigilijną. Wilk, usłyszawszy to, odchodzi, nie wyrządzając człowiekowi krzywdy.

NADNATURALNE WŁAŚCIWOŚCI WILKA.

Wilkowi, jak każdemu groźnemu przeciwnikowi i wrogowi, lud przypisuje specjalne nadnaturalne właściwości. Bartnik zakłada na Pogórzu krtań wilka  do oczka ula. Pszczoły z tego ula, będą miały wilczy apetyt na miód. Wybiorą go nawet z uli w całej okolicy. (Bystra, Moszczenica, Szymbark). Zapobiegliwy karczmarz za czasów szlacheckich do kadzi z wódką zawsze rzucał na Pogórzu kostkę  z wilka. Chłopi wskutek tego dostawali wilczego pragnienia. Kadź wnet wypijali do dna. (Biała Niżna, Kobylanka). Nawet w medycynie ludowej sierść z wilka miała zastosowanie. Palono ją i pito na przestrach.


ŚWIĘTY MIKOŁAJ PATRON ZWIERZĄT.




         Wszystkie te praktyki ludowe związane z wilkiem oczywiście nie mogły być obojętne kościołowi, który chcąc zniweczyć zwyczaje pogańskie, szerzył wszędzie i rozpowszechniał kult czczenia świętych chrześcijańskich. Opierany gorliwie przez duchowieństwo św. Mikołaj na Pogórzu otrzymał wśród ludu tytuł patrona i opiekuna zwierząt.
Na Pogórzu liczne parafje z kościołami pod wezwaniem św. Mikołaja, sięgające pochodzenia XIII i XIV wieku, świadczą dobitnie o wielkiej czci, jaką ludność otaczała patrona zwierząt, nadto wiele kaplic i ołtarzy do dziś istniejących to potwierdza. (Lubzina 1222, Sieklówka i Lubla 1277, Łękawica 1351, Kołaczyce 1339, Brzeziny XIV wiek, Brzozowa, Szczepanowice, Siedliska Łężyny XV w.).




LEGENDA O ŚW. MIKOŁAJU.

W Polnej na Pogórzu przed kilku laty słyszałem następujące opowiadanie o św. Mikołaju:
„Święty Mikołaj chodził po lasach z dzwoneczkiem i bawił się zwierzyną. Pod rosochatą gruszą pod lasem wydawał co noc rozkazy zwierzętom co kto ma zjeść. Jeden chłop wylazł na gruszkę i podsłuchiwał świętego. Usłyszał rozkaz:
– Wilczku, masz jutro zjeść jałówkę gospodarzowi – który właśnie był na gruszce.
Chłop wrócił do chaty zmartwiony. Opowiedział wszystko żonie.
– Aleś głupi – powiedziała baba chłopu. – Jutro nie wypuścimy na paszę jałówki.
Tak się też stało. Na drugą noc chłop czeka na gruszce. Schodzą się zwierzęta. Wilk głodny skarży się św. Mikołajowi, że nic nie upolował.
– Jutro zjedz źróbka, tego, co ma na czole biały kwiatek – powiedział św. Mikołaj wilkowi.
Chłop znowu zwierzył się żonie. Ta była przebiegła, zamalowała mazią źróbkowi kwiatek na czole. Wilk mało nie zginął z głodu. Na trzecią noc chłop słucha na gruszce. Wilk skarży się znowu na chłopa, Świętemu nic nie dał i teraz oszukuje wciąż wilka.
– Jutro zjesz gospodarza – zawyrokował św. Mikołaj.
Chłop, słysząc to, mało nie spadł z drzewa. Wrócił do domu i żegna się z żoną przed jutrzejszą śmiercią. Baba się śmieje i mówi:
– Głupi, jutro ja będę pasła bydło, a ciebie zamknę w domu.
Tak zrobiła. Rano nagotowała śniadanie i wypędziła bydło na paszę. Na wygonie spotkała starego dziadka. Kazała mu iść do domu, aby chłopu jej nie przykrzyło się. Chłop puścił dziada do chaty. Tymczasem był to wilk przebrany za dziada i chłopa zjadł. Baba zastała tylko w domu resztki nóg swego chłopa w butach”.
Dziś na Pogórzu z zanikiem drapieżnego wilka nikną też stare wierzenia o wilku, a kult św. Mikołaja pielęgnowany jest jedynie w tych parafjach, gdzie w dniu 6–go grudnia odbywają się odpusty, obchodzone według tradycji bardzo uroczyście.





niedziela, 21 października 2018

Odrodzenie regjonalizmu w powiecie gorlickim - artykuł prasowy z roku 1938.


Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.


Na starych i nowych szlakach
Odrodzenie regjonalizmu w powiecie gorlickim.

Pozornie drobna, ale charakterystyczna i sympatyczna rzecz: W Gorlicach zawiązał się pod przewodnictwem star. Pow. Mgr. Juljana Styczyńskiego, Komitet Regjonalny , który z całym zapałem zajął się ochroną i odrodzeniem przebogatej kultury ludowej na Pogórzu Beskidu Niskiego. Przedewszystkiem zajęto się ginącym już niemal, pod wpływem banalnej tandety miejskiej, strojem ludowym, dalej tańcem, muzyką, śpiewem i obrzędami ludowemi.  Gdy te wszystkie cenne i barwne pamiątki dawnych czasów na tle pięknego krajobrazu odrodzą się, Gorlickie może nawet na inne miejscowości świecić przykładem, jak w ramach nowoczesnego życia można zachować to, co przeszłość nam pięknego przekazala.







Zostań Patronem Z Pogranicza