piątek, 24 kwietnia 2020

Bronisław Świeykowski. Obrońca Gorlic - artykuł prasowy z roku 1917.


Obrońca Gorlic.

Sławnemi się stały w całem świecie Gorlice – od nich to bowiem rozpoczyna się niebywale zwycięski pochód armii sprzymierzonych w dniu 2go maja 1915 roku. A ze sławą Gorlic najściślej związanem być musi imię ich dzisiejszego komisarza rządowego, prałata Bronisława Świeykowskiego.

Ująwszy w swe ręce z końcem września 1914 r. obowiązki burmistrza w Gorlicach, jeszcze w czasie przemarszu naszej armii z pełnem poświęceniem, narażając się na rozliczne niebezpieczeństwa, spełniał je nie tylko w magistracie, ale, nie zapominając o swej misyi kapłańskiej, także w szpitalach polowych, przepełnionych podówczas rannymi i chorymi na cholerę, desynterye i tyfus żołnierzami, a niósł im nie tylko pomoc i pocieche duchowną, lecz spieszył także z pomocą materyalną. Największe jednak zasługi dla mieszkańców Gorlic położył ks. Świeykowski podczas pierwszej i drugiej inwazyi rosyjskiej. Z nim znajdzie się ktoś, kto będzie miał możność skorzystać ze spisywanych dyaruszy z owych strasznych dla Gorliczan czasów i dokładne pozbierać rysy charakteru tego świątobliwego i prawdziwie w duchu Chrystusowym pracującego kapłana, zaznaczyć należy, że budził on powszechny podziw nie tylko taktem, energią , stanowczością wobec wroga i urzędujących w Gorlicach rosyjskich władz wojskowych, ale wprost swoim heroizmem, jaki okazywał na każdym kroku, stykając się w sprawach miejskich z rosyjskimi komendantami.
Do dziś dnia stoi przed oczyma tych, którzy w czasie pierwszej inwazyi pozostali w Gorlicach, obraz tego kapłana w chwili, gdy kilku kozackich zbirów, siedzących na koniach z gotowymi do strzału rewolwerami konwojowało go jako zakładnika do mieszkania ówczesnego komendanta miasta hr. Szeremerjewa. I w tej nawet chwili szedł on nie z miną więźnia, lecz raczej tryumfatora. Ta stanowczość, powaga i spokój, nigdy niczem wzruszyć się nie dający – zjednać mu musiały nawet i wobec wrogów cześć i szacunek, a dzięki temu za jego wpływem wielu mieszkańców Gorlic ostało wybawionych z ciężkich opresji i prześladowań ze strony władz rosyjskich.
Wśród padających codziennie przez cztery przeszło miesiące szrapneli i granatów na miasto, Gorliczanie widzieli „ księdza burmistrza” wszędzie, gdzie tylko potrzeba było nieść pomoc, czy rannym, czy głodnym, czy we dnie, czy w nocy.-Gdy inni kryli się po piwnicach, on wśród największej strzelaniny obchodził troskliwie całe miasto.
Nie szukając pochwał ludzkich, ks Świeykowski wszystkie swoje siły oddał dla dobra drugich- niosąc pomoc wszystkim, bez żadnych wyjątków. To też zaskarbił sobie ogólną wdzięczność i miłość. Wyraz uznania dla tej pełnej poświęcenia działalności kapłana burmistrza dały również i władze polityczne, które po skończonej inwazyi pozostawiły w jego rękach burmistrzostwo, a w połowie listopada 1915 roku generał Collard, jako ówczesny c.k. namiestnik, przesłał księdzu Świeykowskiemu nominacye na komisarza rządowego miasta Gorlice.  

Gorlice - 1915

29.05.1915


Sękowa - 1916

15.06.1916


Biecz - 1916

1916.


środa, 22 kwietnia 2020

Dwudziesta rocznica bitwy pod Gorlicami - artykuł prasowy z roku 1935.



Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.


Polskie pułki przełamały front pod Gorlicami. W dwudziestolecie gigantycznej bitwy.

Pamiętną dla Polaków będzie zawsze rocznica wielkiej, dziesięciodniowej bitwy pod Gorlicami, której wynikiem było przełamanie rosyjskiego frontu, generalny odwrót Rosjan zpod Karpat, a wreszcie zupełne wycofanie wojsk rosyjskich z dawnej Galicji.
Dziesięć dni – od 1-go maja 1915 do 10-go trwała straszliwa walka o niemal że każdą piędź ziemi gorlickiej – przy akompanjamencie huraganowego ognia siedmiuset dział, ogłuszającego huku pryskających żelaziwem szrapneli, krzyku mordujących się wzajemnie ludzi. W ciągu tych dniu dziesięciu Gorlice poszły w perzynę , tysiące ludzi padło na polu bitewnem, tysiące rozerwanych na drobne kawałki ciał zaległo okoliczne wzgórza. Strategiczne punkty bitwy brano szturmem na bagnety, w walce Pier o pierś – spływały strugami krwi znacząc czerwonym śladem  drogę atakujących oddziałów.
Pragnąc zasięgnąć informacji u naocznego świadka i uczestnika tych wielkich zmagań – udałem się do gen. Latinika, który w bitwie pod Gorlicami dowodził 100 p.p. Ziemi Cieszyńskiej, wchodzącycm w skład 12-tej dywizji piechoty.
Generałostwo Latinikowie przyjęli mnie niezwykle gościnnie. Rozmowa toczy się przy akompanjamencie… herbatki i doskonałych ciasteczek.
- Front pod Gorlicami przerwały polskie pułki, od dowództwem przeważnej ilości polskich oficerów – oświadcza zaraz na wstępie sędziwy generał. Była to dwunasta dywizja piechoty, zwana krakowską – której wszystkie pułki i oddziały, z wyjątkiem dwóch bataljonów trzeciego pułku morawskiego, były narodowości polskiej. Dowódcą tej grupy był gen. Kestranek, szefem sztabu podpułkownik Gerbert. Prócz 100 p .p, pozostającego pod moją komendą – w skład dywizji wchodziły: 56 p. p. wadowicki, 20 p.p nowosądecki, 57 p.p. tarnowski, brygada artylerji pod dowództwem gen. Rozwadowskiego i wreszcie wyżej wzmiankowanym 3 p.p. morawski w ilości dwóch bataljonów. Grupa ta miała jedno z najcięższych zadań, mając do zdobycia górę Pustkę – klucz całej pozycji rosyjskiej. Był on świetnie broniony przez taktykę dowództwa rosyjskiego, tak, że sami Niemcy przyznawali, iż zdobycie góry Pustki będzie bardzo trudne i że oni dopiero atakiem swym na inne pozycje ułatwią Austrjakom robotę. Tymczasem stało się inaczej.
- Jakie formacje, prócz dywizji dwunastej, brały udział w bitwie? – rzuca pytanie.
- Prócz „nas” – zajmowały pod Gorlicami pozycje: Niemiecki korpus gwardji, VI austrjacki, XLI niemiecki rezerwowy, X niemiecki i wreszcie czasowo skombinowany korpus gen. Von. Kneusla, składający się ze 119 dywizji niemieckiej piechoty i 11 bawarskiej dywizji piechoty. Armja cała pozostawała pod dowództwem generała-pułkownika v. Mackensen, zefem sztabu armji był płk. V. Seeckt.
-  Wspomniał Pan generał o przechyleniu szali zwycięstwa przez polskie pułki dwunastej dywizji. Jak się to odbyło?
- Decydującym momentem – odpowiada generał – było, jak już panu wspomniałem, zdobycie góry Pustki, którą wzięliśmy szturmem ku wielkiemu zdumieniu Niemców, uważających te punkt za niezdobyty bez flankującego przez inne oddziały armji, natarcia. Dywizja 12-ta „austrjacka” na całym froncie armji Mackensena pierwsza zdobyła klucz ten dnia 2 maja 1915 r. – już o godzinie 11-stej 50 m., kiedy przeciwnie gwardia niemiecka dopiero około 13-stej pop. Wzięła Staszkówkę. 81 rezerwowa, mocno „nadszarpana”, przycupnęła w odległości około 600 m. od pozycji nieprzyjacielskiej i dopiero o godz. 16-tej mogła ponownie podjąć atak na las Kamieniecki – przy wydatnej pomocy „ austrjackiego” 57 p.p. z Tarnowa. W ten sposób rozpoczął się pogrom Rosjan, który dziesiątego dnia morderczej bitwy zamienił się niemal w rzeź.




- Jakie były korzyści gorlickiego zwycięstwa?
- Niestety, nie takie, jakiego oczekiwało dowództwo armji. Dowództwu chodziło o całkowite złamanie przeciwnika i przejście do wojny ruchowej. Tymczasem Rosjanie z podziwu godną zręcznością zdołali przeciwstawić nowe linje oporu – ochłonąwszy po straszliwej gorlickiej rzezi. Mieliśmy potem z nimi wiele jeszcze „roboty”. W każdym razie zrobiliśmy dobry początek i przełamaliśmy „żelazny front” – a to znaczyło wtedy wszystko! – Tu generał ożywił się i mówi:
- Po zwycięstwie pod Gorlicami kazałem zrobić plakietę w ilości kilku sztuk wyobrażającą atak 100 p.p. na górę Pustkę. Jedną sztukę posłałem potem cesarzowi wraz z specjalnem pismem, w którem podkreśliłem, że „100 polski pułk ziemi Cieszyńskiej dumnym jest, iż na ziemi polskiej pobił odwiecznego wroga”. To podkreślenie „polskiego zwycięstwa” pod Gorlicami wywołało później niechęć Niemców, którzy zresztą nie mogli nie przyznać mi racji.
Po dwóch prawie godzinach pogawędki – opuszczam gościnne progi Państwa Latiników,  „wyekwipowany” na drogę dwoma książkami generała i mnóstwem fotografji z terenu operacyjnego pod Gorlicami, z których najciekawsze właśnie Czytelnikom naszym reprodukujemy. C.   






       


poniedziałek, 13 kwietnia 2020

W. Walczak, Garncarze i garncarstwo w Kołaczycach - artykuł prasowy z roku 1939.



Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.




Wojciech Walczak (Kraków).
Garncarze i garncarstwo w Kołaczycach.


JEDNOLITY CHARAKTER ZDOBNICZY.

Na szerokim obszarze Podkarpacia, od Sanoka po Tarnów wyroby ceramiki ludowej, jak garnki, dzbany, misy, dwojaki i trojaki gliniane, posiadają jednolity, prawie identyczny kształt i charakter zdobniczy. Czemu należy przypisać ten fakt, iż mimo różnic etnicznych między poszczególnemi grupami ludności od ziemi sanockiej po tarnowską, typ ceramiki utrzymuje się na całej przestrzeni prawie niezmiennie?
Odpowiedź na to pytanie dać może obserwacja stoisk targowych w któreś z licznych miasteczek czy miast na tym obszarze, jak Rymanów, Sanok, Krosno, Jasło czy Pilzno. Oto wśród innych jarmarcznych stoisk, czerwieniejących z daleka szklistą polewą ustawionych w piramidy garnków, mis, dzbanków, wazonów i innych naczyń z wypalanej gliny, noszących zawsze podobny wzór zdobniczy. To stoiska kołaczyckich garncarzy, te same na targu w Sanoku czy Jaśle lub w Tarnowie, bez względu na miejscowość cieszące się powodzenie wśród ludności wiejskiej, dającej wyrobom tym pierwszeństwo przed naczyniami kuchennemi fabrycznego pochodzenia.

























ROŚLINNY ELEMENT ZDOBNICZY.

Wzór, charakteryzujący ceramikę pochodzenia kołaczyckiego w typowej swej forie, składa się z elementów zdobniczych roślinnych, rzadziej geometrycznych lub kreskowych. Najpopularniejszą ozdobą jest stylizowana gałązka, obiegająca garnek czy dzban falistą linją dookoła, z naprzemianległemi kwiatami. Cały ten motyw zdobniczy ciekawi prostotą pomysłu i dobrem rozplanowaniem poszczególnych listków i kwiatów, przedstawionych zapomocą dwu koncentrycznych kół, otoczonych maleńkiemi kółeczkai, mającemi naśladować płatki. Innym równie powszechnym motywem jest poziomo obiegająca całe naczynie w połowie jego wysokości gałązka,  z rozchodzącemi się symetrycznie na boki cienkiemi, długiemi listeczkami, oraz naprzemianległemi pięciopłatkowemi kwiatami.  Te dwa motywy są podstawowemi elementami zdobniczemi garnków, dzbanów i mis pochodzenia kołaczyckiego. Przy tych ostatnich, t.j. przy misach elementami zdobniczemi ozdobiona jest część wewnętrzna naczynia i tak, dno zdobi fragment gałązki kwietnej, stosowanej przy garnkach, brzegi zaś ozdabia najczęściej zygzakowaty szlaczek. Te zdobnicze motywy wykonywane są farbami glinkowemi i utrzymane w dwóch lub trzech kolorach, a to żółtym, brązowym i zielonym.
Zapoznajmy się jednak z samym ośrodkiem, z którego pochodzą te piękne dzbany i misy.

KOŁACZYCE

To mała mieścina, leżąca na wysokiej dyluwialnej terasie prawego brzegu Wisłoki, w odległości 9 km. od stolicy powiatu Jasła, przy szosie Tarnów – Jasło – Lwów. Wielki czworoboczny rynek otoczony kilku kamieniczkami i parterowemi domkami mieszczańskim, z pośród których zwraca uwagę zwłaszcza dawny magistrat, obecnie siedziba wójt, swą zabytkową fasadą; wąskie uliczki boczne i panująca nad wszystkiem czerwona wieża gotyckiego kościoła, 0 to byłby mniej więcej obraz Kołaczyc.



























TRADYCJE GARNCARSTWA.

Miasteczko to posiada silnie rozwinięty domowy przemysł szewski,  stanowiący wraz z garncarstwem główną gałąź utrzymania mieszkańców. Silnie zakorzenione są wśród Kołaczycan tradycje staromieszczańskie, przedrozbiorowych sięgające czasów. Doniedawna, a i dziś jeszcze podczas większych uroczystości spotkać można wąsatych mieszczan, ubranych w czarne czamary, czasem i litym przepasane pasem.
Na takiem to podłożu rozwinął się przemysł garncarski, uprawiany od dawna, prawie od niepamiętnych czasów, przekazywany z ojca na syna w całe pokolenia garncarzy, zrzeszonych w cech pod wezwaniem św. Rocha. Organizacja cechowa garncarzy kołaczyckich obejmuje raczej ich życie zewnętrzne, wyzwoliny czeladników i majstrów, samym zaś warsztatem, wyrobem i sprzedażą, zajmuje się każdy majster indywidualnie. Warsztaty garncarskie są rozrzucone na peryferjach miasteczka, głównie w części północnej i w przysiółku Nawsie Kołaczyckie. Każdy jest prowadzony indywidualnie, stanowić jakby niezależną całość. W warsztacie pracuje zwykle cztery do pięciu osób, majster, czeladnik i chłopcy praktykujący. Ośrodkiem pracy jest jedna z izb domu, przystosowana do modelowania naczyń i stojący zwykle na uboczu piec do wypalania naczyń, oraz szopa dla ich suszenia u przechowywania.

PRZYGOTOWANIE GLINKI.

Wejdźmy do izby warsztatowej.  Gdy tylko oczy przywykną do panującego tu zmroku, zauważa się przedewszystkiem ciągnącą się wzdłuż głównej ściany ławę i stół zarazem i stojące przy niej koła garncarskie. W kącie dół w podłodze na glinę,  a nad piecem półki,  na których suszą się naczynia po wytoczeniu.
Glina, a raczej glinka garncarska przechowywana w dołku pod podłogą pochodzi z Kłodawy,  wsi leżącej kilka kilometrów wdół rzeki, samym bowiem Kołaczycom brak dobrego materjału garncarskiego. Glinkę tę przed użyciem polewa się wodą i ubija pałką, t.zw. „frygą”,  a następnie kryje się ją drutem i miele w walcach specjalnie skonstruowanej maszyny, poczem urabia się ją rękoma na stole warsztatu podobnie jak ciasto; jest to „klesowanie”, mające na celu nadanie glinie „masności”,  jak tłumaczy majster, innemi słowy idzie o uczynienie materjału jak najbardziej zwięzłym i pozbawionym por, no i nadanie mu maksimum ciągłości, elastyczności i podatności. Materjał jest przygotowany. Teraz zkolei zaczyna się


                                                           PRACA NA KOLE GARNCARSKIEM,

Składającem się z dwu kół dębowych, górnego „główki” i dolnego, większego, zwanego „spodzie”, połączonych wspólną osią żelazną, ustawioną pionowo i zmontowaną w ten sposób, że oba koła i oś poruszają się równocześnie, co umożliwia siedzącemu przy kole garncarzowi wprawianie go w ruch przez poruszanie „spodnia” nogami i równoczesne formowanie naczynia na obracającej się „główce” kręgu.
Wstępem do pracy na kole jest „stawianie gruzełków”  na główce kręgu. Gruzełki te w czasie toczenia rozdziera się, formuje w „kliszcze” (specjalne złożenie palców), poczem ciągnie się „supiec”  i wskazującym palcem lewej ręki nadaje się „kraj”,  a wreszcie nadaje się naczyniu żądany kształt, pomagając sobie przy wykończeniu :nożykiem”, prostokątną deseczką z gruszkowego, śliwkowego lub jabłoniowego drzewa, zaostrzoną na krajach.


SUSZENIE, ZDOBIENIE I WYPALANIE NACZYŃ.

Tak uformowane naczynie (wszystko trwa zaledwie kilka minut) odcina się od główki kręgu drutem i „tęży” na polu, poczem przyprawia ucho. Następuje teraz suszenie surowych naczyń na wolnem powietrzu, w miejscu przewiewnem i zacienionem. Po wysuszeniu następuje ozdobienie naczyń wzorem malowanym białą glinką lub farbami glinkowemi, nabywanemi w mieście u kaflarzy. Teraz następuje t.zw. „szklenie” czyli oblewanie naczyń polewą, glejtą ołowianą (tlenek ołowiu PbO, zmieszany z iłem garncarskim), z której przy wysokiej temperaturze w czasie wypalania powstaje rodzaj szkła ołowiowego, powlekającego naczynie i zalewającego pory. Naczynia po polaniu otrzymują kolor kanarkowo żółty, a wzór zdobniczy znika zupełnie, aby pojawić się po wypaleniu.
Następuje teraz druga ważna czynność, a to wypalanie naczyń w piecu garncarskim,  urządzonym w ten sposób, że od znajdujących się w jego dolnej częśći palenisk biegną przewody ogniowe ku górze do komory z naczyniami. Po wypełnieniu pieca naczyniami, zamurowuje się komorę i rozpala ogień, paląc drzewem sosnowem najpierw powoli – jest to t.zw. „wygrzewanie”, ­ ­– później stopniowo podsyca się ogień do temp. 500st. C, którą utrzymuje się aż do całkowitego wypalenia.

NACZYNIA IDĄ W ŚWIAT.

Tak pokrótce przedstawia się praca garncarza kołaczyckiego. Ale nie koniec na tem; trzeba rezultat pracy spieniężyć. Część naczyń  kupują na miejscu kupcy, rozwożąc je do Rymanowa, Sanoka, Krosna, Jasła, Tarnowa, Dębicy a nawet Krakowa, resztę zaś rodziny garncarzy wywożą na targi do Jasła, Krosna, Frysztaka, Dębicy, Żmigroda, Brzostku i Pilzna, skąd rozchodzi się kołaczycka ceramika po wsiach tych okolic, wytwarzając obszar rozprzestrzeniania się jednolitego typu ceramiki ludowej.     

Magura - 1933


 30.10.1933



Wapienne


Wapienne.
Fot. Anna Kusiak

Maj 2019 r.











Sierpień 2019 r.