piątek, 30 października 2020

Kalendarz 2021


Prezentujemy przygotowany przez nas kalendarz Z Pogranicza na rok 2021 ze zdjęciami z trzech regionów karpackich: Beskidu Niskiego, Obniżenia Gorlickiego oraz Pogórza Jasielskiego. Kalendarz ma wymiary A3 (42x29,7cm), wydrukowany został na papierze expedia silk 200g oraz składa się z trzynastu kart, które można obejrzeć na grafikach poniżej. Wszystkich zainteresowanych nabyciem kalendarza zapraszamy do kontaktu w wiadomości prywatnej na Facebooku lub przez pocztę e–mail na z–pogranicza@o2.pl . Zamówienia zbieramy do 11 listopada br. Cena kalendarza wynosi 40 zł plus koszt wysyłki.

















środa, 28 października 2020

J. Madej, Jasiek z Jedlinek. Obrazek historyczny - opowiadanie prasowe z roku 1909. Część I.

 Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.








JASIEK Z JEDLINEK.

OBRAZEK HISTORYCZNY.

Skreślił Jakób Madej

Poseł do Rady państwa.

 

Część I.

W stronę północną od Jasła, po obu brzegach rzeki Wisłoka, ciągnie się piękna dolina Jasielska, nad którą panuje piękna góra Liwar – wznosząca się 561 m.n.p.m.

U stóp Liwara, ku wschodowi i południowi rozłożyły się wioski stanowiące parafję w Brzyskach. Sioła te zamieszkuje lud pracowity i religijny, przywiązany do ziemi i mowy ojczystej, szanujący zwyczaje starodawne i włościański polski ubiór, płótniankę, którą nosi w święta i niedziele, a także przy uroczystościach rodzinnych i narodowych.

Dzisiaj okolica ta jest porządnie zabudowana i gęsto zaludniona, lecz dawniej było tu mniej ludności; osady gospodarskie były rzadziej umieszczone, znajdowało się wiele lasów, pełnych zwierzyny wszelkiego rodzaju.

Po przeciwnej stronie Wisłoki sterczał na skale od niepamiętnych czasów zamek, zwany Gotarz albo Golerz, w sąsiednim zaś Bieczu, za Liwoczem, mieszkał kasztelan w zamku, który zbudował i w którym przebywała często królowa nasza Jadwiga.

Ludność okolicy podliwoczańśkiej bywała nieraz narażoną na napady różnych wrogów, a szukała schronienia w zamku Gotaz lub w lasach na Liwoczu, z drugiej strony przez sąsiadowanie z pobliskimi zamkami, szczególniej z Bieczem, miała więcej wiadomości o życiu narodu polskiego i łatwiej brać mogła udział w różnych zdarzeniach w Polsce zachodzących.  

Pięknie kończył się w Ujeździe i okolicy pewien dzień majowy w roku 1410. Naokoło widać było zielone pola, zapowiadające obfite zbiory – w życie bujnem odzywała się przepiórka – nad Liwoczem szybował jastrząb, upatrując przed nocą jeszcze jakiej zdobyczy, a od gęstych zarośli nad Wisłoką dochodziła melodyjna muzyka słowika, odprawiającego gody weselne. Z pól dolatywał wesoły śpiew pastuszków, spędzających bydło do zagród, na drogach gdzieniegdzie rozlegała się gwarna rozmowa robotników, wracających po całodziennej pracy do chat swoich. Ścieżyną odgraniczającą Brzyska od Ujazdu, szło wśród żartów wesołych grono dziewcząt, ketów przy figurze miały się rozejść.Jedna z nich szybkim krokiem podążyła do Ujazdu.

Dziewczyna ta, Anusia, najmłodsza córka Mateusza z pod dworu – smukła jak topolka, zwinna jak sarenka, z paluszkami zarumienionemi zdrowiem i pracą, z bujnym warkoczem na ramieniu, o oczach niby to niebo nad jej głową, z wesołą piosnką na ustach, pospieszyła ku domowi swoich rodziców, witając uprzejmie spotykanych przechodniów.

Anusię wszyscy lubili, a parobczaki, nie tylko z Ujazdu ale i z sąsiednich wiosek, przepadali po prostu za nią i niejeden już ubiegał się o jej rękę, tem bardziej, że była to córka jednego z najzamożniejszych gospodarzy w Ujeździe.

Wszystkie jednak starania parobczaków  były daremne i żaden nie mógł się pochwalić, że Anusia była dla niego inna, niż dla innych – względem każdego z nich była uprzejmą, wszędzie wesoła, lecz przy tem tak poważna i ostrożna, że nawet najśmielszy z parobczaków Wojtek z Dołków stracił wobec niej rezon i nie wiedział  jak z nią mówić.

Nikt nie wiedział, co pod tą wesołą pokrywą w serduszku Anusi się chowało. Serduszko to było już od dawna zajęte, było własnością Jaśka z Jedlinek, części gminy Brzyska. Chłopak to był urodny, śmigły, pełen zdrowia i siły, a jak syn ubogiej wdowy, mieszkającej w Brzyskach, od lat wczesnych musiał służbą zarabiać na życie.

Miał lat dziesięć, gdy ojciec Anusi, Mateusz z pod dworu, wziął go najsamprzód do pasienia gęsi i trzody – jednak chłopak brał się pilnie do pracy, był wszędzie gospodarzom swoim wierny i sumiennie spełniał ich polecenia, przeto zostawił go Mateusz u siebie, oddawszy mu z czasem konie i zawiadywanie całem gospodarstwem tem więcej, że sam był w dość podeszłych latach.

Kiedy Anusia była małą, Jasiek bawił ją, śpiewał jej różne piosenki, opowiadał gadki, znosił kwiatki – gdy później podrosła, pomagał jej w zajęciach i wyręczał ją nieraz w pracy, a tak nie wiedząc kiedy i jak dziewczyna przywiązała się do Jaśka i przylgnęła do niego całem sercem. Jasiek płacił jej gorącą wzajemnością; wiedzieli jednak oboje, że miłowanie ich musi być ukryte i daremne, bo ojciec Anusi, jakkolwiek przychylny Jaśkowi, nie pozwoli nigdy, by ubogi Jasiek miał dostać za żonę córkę bogatego i dumnego kmiecia.

Mimo to, dobrze im razem było, szczęśliwymi się czuli swojem kochaniem, zdając resztę na wolę Bożą. Anusia wyręczała we wszystkiem matkę, podupadłą już na zdrowiu – Jasiek zastępował gospodarza, ku zupłnemu jego zadowoleniu.

Tymczasem nadszedł wspomniany rok 1410. Z wczesną wiosną rozeszły się po Ujeździe i okolicy wieśći, które najsamprzód przyniósł dziad-lirnik od Biecza, że król Władysław Jagiełło wybiera się na wojnę przeciw największemu wrogowi Polski, przeciw zakonowi krzyżackiemu, który straszne krzywdy ziemi polskiej od dawna wyrządzał.

Wieści te stawały się coraz bardziej pewnemu, aż wreszcie z zamku w Bieczu rozgłoszono, że każdy prócz rycerstwa, kto ma chęć bronienia Matki Ojczyzny, może się stawić pod zamkiem w Bieczu, skąd drużyna wojenna miała podążyć do Krakowa i dalej przeciw Krzyżakom.

Już na pierwszą wiadomość o wyprawie na Krzyżaków, powziął Jasiek silne postanowienie podziękować Mateuszowi za przyjęcie i utrzymanie przez długi czas, Anusi za przychylność i pożegnać ją na zawsze, udać się do Biecza, tam zgłosić się do zaciągu na wojnę, Niemców rabusiów i złodzieji prać ile siły starczyć będą, wreszcie zginąc gdzieś wśród bitwy, bo biedny nie miał już po co więcej do Ujazdu wracać.

Pewnego dnia wieczorem, załatwiwszy wszystkie czynności przy gospodarstwie, wszedł do izby, w której już  wszyscy  zgromadzeni byli, a pochyliwszy się do kolan gospodarza i gospodyni, podziękował im za chleb przez tyle lat mu udzielony, i ze łzą w oku żegnał się ze wszystkimi.

Na słowa Jaśka zadziwili się wszyscy i prawdziwie zmartwili. Gdy pierwsze chwile tego zatrwożenia przeszły, począł stary Mateusz odwodzić Jaśka od zamierzonej wyprawy, lecz daremnie – postanowienie Jaśka było niezłomne, zatem tylko na to się zgodził, że dwa dni jeszcze z nimi przebędzie . Nie przeczuwał Jasiek, co w tym czasie zdarzyć się może.

Gdy nazajutrz zjawił się Jasiek po południu w izbie, zastał Anusię leżącą na łózku, bielutką jak to płótno na jego płótniance, bardzo osłabioną ale wesołą, przy niej zaś siedzieli rodzice – dziwnie rozpromienieni, którzy Jaśka zawezwali ku sobie. Słuchaj Jaśku – rzekł stary Mateusz – poznałem przez te lata, które u nas przebyłeś, żeś dobry chłopak, przekonałem się żeś do nas przywiązany i wiernie nam służysz, dlatego polubiłem cię i przykro mi było, gdy usłyszałem że chcesz nas porzucić.

Nie wiedziałem, co zachodzi między tobą a Anusią, aż dopiero dzisiaj po przejściu przebyłeś, żeś dobry chłopak, przekonałem się żeś do nas przywiązany i wiernie nam służysz, dlatego polubiłem cię i przykro mi było, gdy usłyszałem że chcesz nas porzucić.

Nie wiedziałem, co zachodzi między tobą a Anusią, aż dopiero dzisiaj po przejściu jej wielkiej i nagłej słabości dowiedziałem się, że się kochacie. Zrozumiałem teraz, że ty prócz chęci bronienia Ojczyzny, chcesz się usunąć – bo mając poczciwą duszę  a nie posiadając majątku, nie chcesz zagradzać Anusi drogi do szczęścia. Czy ty myślisz, że ja mojemu  dziecku szczęścia pożałuję, czy może majątek, jaki mi Bóg dał, nie wystarczy na dostatnie wyposażenie mojej córki? – Otóż wiedz, że kochaniu waszemu nie przeszkadzam, najchętniej was pobłogosławię i szczęśliwym czuł się będę, gdy gospodarstwo w twoje ręce będę mógł złożyć.

Jasiek słuchał tych słów jak odurzony i nie wiedział co począć, gdy w tem Anusia słabym, ale pewnym głosem odezwała się:

„Podziękuj Jaśku tatusiowi, że nas chcą szczęśliwymi zrobić, lecz pamiętaj, że pierwej byłeś Polakiem niż moim masz być mężem, dlatego chcę, abyś okazał, że rzeczywiście jesteś prawdziwie polskim chłopem – chcę, abyś przyłączył się do wyprawy na nieprzyjaciela – jedź zatem z królem, bij wrogów, spraw się mężnie i walecznie, a jeżeli Bóg pozwoli, że wyjdziesz cało z wojny, wtedy powracaj tu do nas, gdzie znajdziesz swoją Anusię, która ci odda rękę, jak serce dawno ci już oddałam”.

Jasiek nie mógł dłużej wytrzymać – gruchnął do nóg starych rodziców Anusi i wśród łez dziękował im za tyle dobroci i przywiązania, a kiedy powstał, usiadł przy Anusi i tak we czworo snuli różne plany na przyszłość.

Anusia po kilku dniach powróciła do zdrowia; Jasiek więc pożegnawszy się bardzo czule ze wszystkimi siadł na konia, którego mu Mateusz przygotował i z kilkoma parobczakami ruszył ku Bieczowi. Tam zgłosił się do dowódcy, który włączył go do oddziału składającego się z samych chłopów.

Niebawem pociągnęło wojsko ku Krakowowi a stamtąd po długich dniach pochodu znalazł się nasz Jasiek daleko, daleko, w okolicy Grunwaldu, gdzie między królem Jagiełłą a Zakonem krzyżackim miał odbyć się porachunek za straszne krzywdy, jakich ci zbójeccy zakonnicy przez długie czasy Polsce nie szczędzili.

(C.d.n.)

 

Biecz - 1939

 3.04.1939


Biecz 1939

Gorlice - 1937

 18.07.1937


Gorlice agenci handel 1937

piątek, 23 października 2020

Żelatyna jako środek odżywczy - artykuł prasowy z roku 1915.

 

Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.







Żelatyna jako środek odżywczy.

 

W czasach ogólnej drożyzny, gdy chleb zastępuje mięso, a mięso stało się luksusem nie dla wszystkich przystępnym, nauka i wiedza ludzka wysila się na wyszukanie i stworzenie rozmaitych odżywczych produktów, które łączyłyby w sobie dwie zalety: taniość i posilność. W tych poszukiwaniach przypomniano sobie wiele potraw, a raczej że się tak wyrazimy drugorzędnych środków pomocniczych gastronomii o niezaprzeczalnych zaletach odżywczych, na które dawniej mało zwracano uwagi.

Do tych zapomnianych, niedocenianych kopciuszków gastronomii należy między innemi i – żelatyna.

Dotychczas używano jej w kuchni bardzo mało, prawie wyłącznie tylko do galaretek ( w polskiej kuchni) lub do t.zw. „auszpików” (w niemieckiej kuchni). O wartości żelatyny rozpisuje się szeroko specyalne  gastronomiczno–gospodarskie pismo „ Hotel” wychodzące w Berlinie. Przytaczamy z niego więcej interesujące szczegóły:

Wartość żelatyny jako środka odżywczego, polega głównie na wielkiej zawartości białka. Profesor Munk stwierdził na podstawie sumiennych badań, że żelatyną wprowadzamy w nasz organizm więcej niż 5/6 części potrzebnego nam białka. Atoli przy spożywaniu potraw żelatynowych odnosimy jeszcze jedną, o wiele ważniejszą korzyść. Żelatyna  roztapiając się na języku wywołuje smak i uczucie podobnie jak masło. Doświadczenia wykazały, że żelatyna może istotnie w wielu wypadkach zastąpić drogie „dosmaki”, przedewszystkiem masło i tłuszcze. Co więcej! Przekonano się, że przy stałem spożywaniu żelatyny organizm o wiele mniej pożąda mącznych potraw, zwłaszcza chleba.

Wreszcie jednak jeszcze wielka praktyczna zaleta żelatyny. Oto przy użyciu tej ingradyancyi dadzą się sporządzać potrawy z materyałów, które dotychczas z ciężką biedą lub wcale nie mogły być spożytkowane, a które w obecnych wojennych czasach mają dla swej taniości zwłaszcza w restauracyjnej kuchni – pewne znaczenie.

W Berlinie urządzano przed niedawnym czasem specyalną wystawę „potraw żelatynowych”. Były tam wyborne zupy, ryby, potrawy mięsne i leguminy deserowe. Zalecają się zwłaszcza szczególniej niektóre potrawy mięsne. N.p. dotychczas mało były spożytkowane w restauracyach okrawki z szynki. Na rzeczonej wystawie zyskała niepodzielne uznanie znawców pewna potrawa w skład której wchodziły: resztki szynki, tłuszcz wieprzowy, ogórki pokrajane i żelatyna. Koszta minimalne, a wygląd bardzo ładny, co ważniejsza zaś – rzecz smaczna i pożywna. Wyborna ma być galaretka z rabarbarum na żelatynie, doprawianej dla smaku i koloru odrobiną soku porzeczkowego lub malinowego. Co do galaretek rybnych i auszpików – wiadomo jak ważną rolę odgrywa żelatyna.

Jednem słowem pismo „Hotel” zaręcza, że możemy o przyszłość brzucha i podniebienia być zupełnie spokojni. Wszak mamy dość żelatyny, która zastępuje chleb, masło, po części i mięso. Trzeba tylko trochę dobrej woli – konkluduje „Hotel” – i dużo – wyobraźni – dodajemy z naszej strony…   

 

Siary - 1913

 

1.05.1913



Park przy pałacu Długoszów w Siarach.

niedziela, 18 października 2020

Śmiertelny upadek z huśtawki w Kowalowach - rok 1914.

 Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.






Śmiertelny upadek z huśtawki.

 

Jasło, 22 lipca.

 

            W niedzielę, dnia 19 bm. wybrał się Piotr B. czeladnik malarski w towarzystwie kilku przyjaciół do poblizkiej wsi, Kowalowy. Towarzystwo to zabawiało się ochoczo w tamtejszym szynku Chaima Falka. B. będąc już trochę podchmielony podszedł do w pobliżu stojącej huśtawki, wszedł na nią i zaczął się z całem rozmachem huśtać – ale tak nieopatrznie, bo po krótkiej chwili, straciwszy równowagę, runął na dół. Stojący w pobliży koledzy niemi świadkowie tej tragicznej sceny rzucili mu się na ratunek i zaczęli nieprzytomnego cucić. Po krótkiej jednak chwili widząc bezskuteczność swoich usiłowań odwieźli na wózku do szpitala powszechnego w Jaśle, gdzie pierwszej pomocy udzielił nieszczęśliwemu sekundaryusz szpitala dr M., konstatując zarazem pęknięcie czaski, jak i liczne obrażenia wewnętrzne i zewnętrzne. Nazajutrz w południe nieszczęśliwy wyzionął ducha nie odzyskawszy przytomności. Na miejsce wypadku wyjechała już komisya sądowo–lekarska, śledztwo w toku.