Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.
Wojciech
Walczak ( Kraków).
Biecz,
miasto kontrastów i żyjącej przeszłości.
ZABYTKOWE BUDOWLE.
Niewiele
chyba jest w Polsce, pośród małych, do 4.000 mieszkańców liczących miasteczek
takich, jak Biecz, a może niema wśród nich drugiego, gdzieby
jak tu, granica między teraźniejszością a przeszłością była tak nieuchwytna,
równie łatwa do przekroczenia. Biecz, – taka dziwna nazwa, trącąca pleśnią
wieków. Gdybyśmy powodowani ciekawością, zaglądnęli do leksykonu, znajdziemy
tam kilka krótkich wierszy tej mniejwięcej treści: „Biecz, miasto, pow.
Gorlicki, woj. Krakowskie, stacja kolejowa, 18 km. od Jasła, 3672
mieszk., jedno z najstarszych miast w Polsce, resztki zamku, murów obronnych,
fara z XIV wieku”. I to wszystko. To jednak bardzo mało, słowa te nic nie mówią
o skarbach sztuki, o licznych pomnikach przeszłości, spotykanych prawie na każdym kroku, o żyjącym
można powiedzieć wśród murów średniowieczu, o dziwnem wrażeniu, jakie wynosi
się z tego grodu, gdzie „ o miedzę” sąsiaduje obecna bieda małomiasteczkowa ze
świetną przeszłością dawnych wieków. Aby to przeszłością dawnych wieków. Aby to
wszystko przeżyć i odczuć, trzeba poznać zbliska i zwiedzić ten dziwny zakątek
Podkarpacia.

Już
zdala przy bliżaniu się szosą od Gorlic czy Jasła, rzuca się w oczy niecodzienny
widok sylwetki miasta. Oto na falistem wzgórzu, spadającem zadrzewionemi
stokami w dolinę Ropy, ponad pierścieniem zieleni drzew, nad
skrawkami białych ścian domostw rozlewa się mozaika różnorakich dachów, a ponad
tem, wysoko ku niebu, sterczy koronką gotyckicj fasad czerwony masyw kościoła farnego, obok czworoboczny słup
wieży–dzwonnicy, również czerwienią cegły kontrastującej z
zielenią drzew, nakryty lekko baniastym hełmem dachu, zakończonego wieżyczką .
Wynioślej jeszcze góruje nad zbiorowiskiem domów wyniosła, ośmioboczna wieża ratuszowa, tworząc swemi sześcioma piętrami szarych ścian
jakby symbol przeszłości bieckiego grodu.
ULICZKI,
RATUSZ I WIEŻA KATOWSKA.
Samo
miasteczko swemi krętemi i wąskiemi uliczkami, niskiemi dokami czy małemi
kamieniczkami ni robi zbyt korzystnego wrażenia i gdyby nie rozrzucone wśród
tego ślady przeszłości, nie różniłoby się niczem od reszty tego pokroju
mieścin, w miarę brudnych, w miarę zażydzonych, jakich tyle spotyka się w
Małopolsce.
Na
wstępie już, przy wjeździe od strony Gorlic, mija się niską, okrągłą basztę, przypierającą do okrągło sklepionej bramy,
niestety zamurowanej, na której rozsiadła się kamieniczka, być może należąca
kiedyś do całości obwarowań. Wąska uliczka prowadzi do czworobocznego,
rozległego rynku, na środku którego
wznosi się nad przebudowanym znać później ratuszem,
potężna przeszło 50–metrowa wieża,
o murach 3–metrowej grubości, poprzecznemi gzymsami, podzielonemi na 6 pięter,
z których niższe stanowią czworoboczną podstawę, a trzy wyższe wystrzelają nad niemi
ośmioboczną, zwężającą się ku górze wieżycą, zakończoną szczytowym gankiem,
otaczającym latarniowe zakończenie, przykryte płasko–stożkowym dachem. Wykute
na zachodniej ściany wieży tej, zwanej katowską,
herby, otaczające tarczę z orłem polskim, oraz charakter budowli pozwalają
na odniesienie powstania jej do XVI w. Nazwa „wieżą katowska” odnosi się do
faktu, iż w średniowieczu istniała tu szkoła
katów, w podziemiach ratusza istnieją lochy
więzienne, a u stóp wieży stawało katowskie
rusztowanie w czasie licznie
dokonywanych w bieckim grodzie egzekucyj na rycerzach–rabusiach z dukielskiego
traktu, czy na zbójnikach beskidzkich.
Z
rynku krótka uliczka prowadzi ku kościołowi.
W drodze mijamy niską, piętrową
kamieniczkę, o charakterze kamieniczek
przy ul. Kanonicznej w Krakowie. Jest to dom Kromera, wielkiego syna
Biecza. Na tarczy herbowej nad wejściem do izby pierwszego piętra data 1612.
Beczkowe sklepienia izb, renesansowe kamienne odrzwia, siedzenia we framugach
okien, wszystko żyje duchem tej epoki.
>>> CZĘŚĆ DRUGA >>>