piątek, 27 listopada 2020

W bramie zwycięstwa - artykuł prasowy z roku 1934.

 Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.






W Bramie Zwycięstwa.

W czasie Zielonych Świąt bawiła w Gorlicach (wojew. Krakowskie), w historycznej miejscowości, gdzie w czasie wojny światowej w dniach 2-5 maja 1915 r. zostało dokonane przerwanie frontu rosyjskiego przez sprzymierzone wojska austrjacko- niemieckie , wycieczka kombatantów czeskich i polskich ze Śląska (głownie Cieszyna). Należeli oni do 100 pp. austriackiej, który brał udział w bitwie pod Gorlicami i wsławił się dzielnością. Kombatanci zwiedzili Gorlice i cmentarz wojenny w Łużnej. – Jak wiadomo, zwycięstwo pod Gorlicami było początkiem końca Rosji carskiej, a wskutek tego przyczyniło się walnie do powstania Polski.





Biecz. Jasło

 21.01.1906

Biecz Jasło 1913 ogłoszenie

wtorek, 24 listopada 2020

11.1926


 30.11.1926


Mgr W. Fusek, Z legend Biecza - artykuł prasowy z roku 1938. Część I.

 Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.





Z legend Biecza

 

Cztery figury. Figurą w naszych stronach nazywają słup normalny, często w kształcie krzyża, czasem z rzeźbami Męki Pańskiej, emblematami religijnymi et. cet. Opowiadają o jakimś policjancie, czy austriackim żandarmie, który swojej władzy złożył raport, że w „Łosiu Pan Jezus stojący na figurze (pochylonej nad drogą) grozi bezpieczeństwu publicznemu”. Otóż takich figur uderzających swoją formą znajduje się w Bieczu cztery, po czterech rogach miasta.

Pierwsza z tych figur znajduje się na przedmieściu dolnym, jak stary trakt konfederacki. Idący od Święcan (obok gospodarstwa Zimków) łączy się przy młynie na Sitniczance z gościńcem.

Stara ta droga zwana była traktem konfederackim a jeszcze dawniej „królewskim”, nowa zaś „gościńcem cesarskim” . Filip Szerniawski nauczyciel z Biecza w wierszowym opisie Biecza mówi:

Droga dawniej z Gorlic do Jasła

Lat kilkadziesiąt, jak zgasła

Szła ponad Ropą, miasto mijała

Wcale fortecy nie dotykała.

 

Droga ta szła przez znane Święcany i Kurpiel, a następnie przez miasto. I tutaj Szerniawski się myli, bo Ropa szła pod samym wzgórzem klasztornym i miastem, a dopiero dla budowy toru kolejowego Ropę od miasta faszynami odbito. Droga ta szła następnie wzgórzami przez Hartę, pozostawiając górę Jadwigi na lewo, potem przez Wilczak i wychodziła na dzisiejszy gościniec, pod dworem zagórzańskim. Za Gorlicami szła przez wieś Izby i Cegiełki na Węgry. Do niedawna jeszcze na cmentarz w Bieczu chodzono, obok kapliczki częścią owej starej drogi.


Druga figura stoi na polu Śliwińskiego, obok drogi, prowadzącej z Biecza na Belna i Grudną, trzecia przy drodze do Racławic na polu Kosiby, a czwarta poniżej kopalni na Harcie, za górą Królowej Jadwigi. Z tymi figurami związane są legendy, w których może i ziarno historycznej prawdy się znajduje. W każdym razie są one z historycznymi wypadkami związane. Jest duże podobieństwo, że trzy z nich są to słupy sygnalizacyjne. Na nich palono maź w garnkach, dając znać o króla przyjeździe. W archiwum diecezjalnym przemyskim jest podobno akt ( opowiada p. Służewski) którym król Łokietek rozkazuje plebanowi bieckiemu utrzymywać wieże sygnalizacją drewnianą i dokładnie opisujący wygląd wieży.

Później powstały murowane. Podobno w rachunkach grodu czy gminy są znaczone wydatki na maź i garnki. Rodzi się pytanie dlaczego Łokietek wydaje polecenie plebanowi a nie kasztelanowi Biecza? Bo ten Ścibor z nim wojował i dwa razy z Biecza go wyganiał. Takie właśnie figury wieże są w Bobowej i Rzepienniku. Na tej pod lasem na drodze do Racławic jest napis pod tynkiem: – „Ad gloriam dei omnipotentis, ad laudem ducis et regis Braun” wieże na ilustracji swej też zaznacza.

O figurze pod młynem na przedmieściu opowiadał mi Franciszek Zimka ze Święcan tak: „W Bieczu panowała straszna zaraz (1709), o której do dzisiaj mieszkańcy opowiadają przesadne wieści” – że jeno kilkoro ludzi po niej pozostało, a przedmieście dolne zupełnie wymarło, że dziennie po 5–6 trumien na cmentarz wywożono, że głód panował taki, iż ludzie pałki z koniczu gotowali i t. d. Otóż Pan na Święcanach, gdy z Biecza długo żadnej wieści nie miał posłał do miasta swego karbowego po nowiny. Ten pojechał oczywiście „starym traktem konfederackim” i doszedł do miejsca gdzie dzisiaj figura na tę pamiątkę stoi. Tutaj zobaczył, jak z domu jakiegoś wyszły dwie kobiety i trupem na ulicy pasły. Nie jechał więc już dalej, lecz przerażony do domu powrócił. Za to jednak że nie wykonał zlecenia oddano go pod sąd. A były trzy prawa – bieckie, święcańskie i szerzyńskie – do wyboru. I wybrano bieckie według którego skazano chłopa na ścięcie. Ten zaś przed śmiercią przeklął prawo, bieckie i sam Biecz i mieszkańców Biecza, do siódmego pokolenia.

Druga wersja mówi – że był w samym mieście i na rynku zobaczył kobiety umierające. Uciekł a morowe powietrze (strach) gnało go aż do miejsca, gdzie stoi figura. I na tę pamiątkę figurę postawiono. W takim razie dlaczego go ścięto jeżeli w mieście był?

W opowiadaniu tym znanym szeroko na pograniczu Święcan i Biecza na Karpielu dźwięczą wspomnienia 1)pańszczyzny i 2) okrucieństwa panów 3)reminiscencje marszu i walk Puławskiego z Moskalami a także 4)prawo miecza, jakie Biecz posiadał ze strony władz administracyjnych to jest grodu i miasta. Pod tą figurą miał Pułaski założyć obóz warowny z piwnicami. Drugie takie obronne obozowisko Pułaskiego, jak w Bieczu znajdowało się we wsi Izby na Łemkowszczyźnie, za Gorlicami, na stoku góry Lackowej. Tam to Pułaski w potyczce mało nie zginął – lecz uratowała go Matka Boska Izbiańska, której się polecił. Było to w roku 1771 a wypadek zapisany jest w cerkwi w Izbach, gdzie też był potym przeniesiony do Tylicza portret jego na tle obozu.

O figurze nad Ropą słyszałem trzy wersje. Jedną opowiadał mi Walery Kwiatkowski a drugą nie pomnę już kto. Według pierwszej kobieta piekła chleb w Wielką Niedzielę. Chleb ten w ilości czterech bochenków w piecu za karę, iż wielkie święto złamała skamieniał. Bochenki te potem poukładano na szczycie figury na pamiątkę, gdzie do dzisiaj się znajdują. Druga wersja nie wspomina o złamanym święcie, lecz mówi, iż do piekącej kobiety przyszedł żebrak głodny, a ta odmówiła mu wsparcia i nakarmienia, mówiąc że nie ma chleba w domu. Na żebrak na zasunięty i gorący piec wskazał. Gdy zaś skąpica powiedziała mu drwiąco, że w piecu są kamienie, a nie chleb, wtedy rzeczywiście skamieniał.

Jest i trzecia wersja, że chleb był już wyjęty i przykryty płótnem. Zapach rozchodził się po całym domu – a mimo tego skąpica zaklęła się że chleba nie ma. Wspominał mi prof. Dr. Stasiak, że analogiczna legenda jest w Oliwie pod Gdańskiem gdzie w czasie głodu wydawano chleb w „ogonku”. Skąpica dwa razy idzie do ogonka i niesie do domu dwa bochenki. Gdy ubogi ją o chleb prosił – odpowiedziała, że są to kamienie.

Zebrał Mgr. W. Fusek

sobota, 14 listopada 2020

Aresztowanie fałszywych harcerzy w Grybowie - rok 1928.

 Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.






Aresztowanie fałszywych harcerzy w Grybowie.

Onegdaj przybyło do Grybowa 2 harcerzy, którzy legitymując się pismem wystawionym rzekomo przez Główny Związek Harcerski w Warszawie zbierali składki na pokrycie kosztów ich podróży dookoła świata.

Ponieważ zachowanie się wydało się podejrzanem powiatowemu komendantowi P.P. p. kom Podlipskiemu przeto roztoczył nad nimi inwigilację. Podejrzenie to okazało się słusznem, gdyż okazało się że rzekomi harcerze trwonią lekkomyślnie pieniądze uzyskiwane ze składek. Wobec tego zarządzono ich aresztowanie. Po bliższem śledztwie okazało  się, że są to uczniowie gimnazjalni zbiegli z domów, którzy sfałszowali poświadczenie głównego Związku Harcerstwa na którego podstawie wyłudzali datki. Z notatek przy nich znalezionych wynika, że młodociani oszuści grasowali już od dłuższego czasu i zdołali wyłudzić kilka tysięcy złotych. Celem wywarcia nacisku na zarządy gminne po których również składki zbierali, fabrykowali każdorazowo dla powiatu w którem byli, polecenie odnośnego starosty polecające gminom subwencjonowanie ich podróży.

Obaj sprawcy oddani zostali władzom sądowym.