OSTATNIE SZTUKI! Gorlickie w Wielkiej Wojnie 1914-1915. Wspomnienia, relacje, legendy.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powiat gorlice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powiat gorlice. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 lutego 2022

Binarowa - przodująca wieś w hodowli kur - artykuł prasowy z roku 1949.

 Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.








Gorlice

Binarowa – przodująca wieś w hodowli kur

 

Komitet Współzawodnictwa Pracy przy Centrali Spółdzielni Mleczarsko–Jajczarskiej zorganizował współzawodnictwo zespołowe i indywidualne w dostawie jaj.

W skali ogólnopolskiej zaszczytne drugie miejsce zespołowo zdobył Zespół Konkursowy z Binarowej gmina Biecz powiatu gorlickiego zdobywając jako nagrodę aparat wylęgowy.

Zespół Konkursowy z Binarowej liczył 30 dostawców, którzy w ciągu trwania konkursu przez 51 dni dostarczyli od 286 kur i 11 549 jaj.

Wśród uczestników zespołu wyróżnili się: Ludwika Wszątek, która hodując 25 kur w ciągu 51 dni dostarczyła 1042 sztuki pierwszej sorty jaj. Od jednej kury dostarczyła ona 40 jaj. Na dalszych miejscach są: Anna Bochenek, Eleonora Wójcik, Dorota Zięba, Eleonora Bochenek i Stanisława Augustowska.

Uczestnicy zwycięskiego zespołu posiadając drobne gospodarstwa rolne przez racjonalną hodowlę drobiu, starają się podnieść opłacalność swego gospodarstwa. Wszyscy należą do Związku „Samopomocy Chłopskiej” oraz Koła Gospodyń Wiejskich.

Dodać należy, że wspaniały wynik jaki osiągnął Zespół Konkursowy z Binarowej jest w dużej mierze zasługą sklepowego filii Gminnej Spółdzielni w Binarowej ob. Stanisława Michalca, który należycie i planowo prowadził skup jaj w tamtejszej gromadzie i skrupulatnie notował każdą dostawę.

W sąsiedniej gromadzie Strzeszynie mieszka ob. Helena Sowińska, która w sierpniu br. dostarczyła do Gminnej Spółdzielni w Bieczu 100 milionowe jajko, które zadecydowało o wykonaniu planu dostawy jaj przez woj. rzeszowskie.

(Jac.)




piątek, 28 stycznia 2022

Z Gorlic i z powiatu - korespondencja z roku 1915.

 Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów. 






Z Gorlic i z powiatu.

(Korespondencja własna „Słowa Polskiego”).

 

O Gorlicach pisać dzisiaj nie wiele można. Od 26 grudnia stoją w ogniu zażartej walki i leżą całe w gruzach. Do 500 domów, już to kamienic, już parterowych realności, jest rozwalonych pociskami lub spalonych. Ludności prawie niema. Już przed zajęciem przez wojska rosyjskie opuścili miasto przede wszystkiem Żydzi gęsto miasto zamieszkujący, uwożąc obfite mienie na handlu zdobyte. Jak wszędzie zresztą opuścili mieszkania swe ci urzędnicy, którzy z polecenia wyższych władz lub z własnej ochoty za temi władzami podążyli na wędrówkę wojenną ba zachód państwa. Wyjechała wreszcie ta część inteligencji zawodowej, która na stałe zamyśla zostać w Wiedniu. Zostali biedacy i znaczna część mieszczan. Obowiązki burmistrza i opiekuna ludności objął ks. Świejkowski, który w ostatnich czasach  życia autonomicznego gminy tak wybitnie stanął w obronie słuszności i prawdy.

Ta część mieszkańców Gorlic przetrwała listopad we względnym spokoju. Ks. Świejkowski taktem stanowczością, komendanci czasowi względnością w wykonywaniu wyższych zarządzeń ułatwiali życie w mieście, pozbawionem już wówczas żywności, opieki lekarskiej i środków leczniczych.

Boże Narodzenie upłynęło wśród huku dział.

Nastały ciężkie czasy. Dzień i noc padały na miasto pociski austryjackie rozbijając je w gruzy.

Szczególnie się uwzięła artylerja austryjacka na kościół, wyniośle panujący nad miastem, niedawno dużym kosztem odnowiony. Wiedziano dobrze, że wieża kościelna nie jest ani punktem obserwacyjnym, ani stanowiskiem jakiegoś karabinu maszynowego, czy innego rodzaju szybkostrzelnej broni. Księża ręczyli słowem kapłańskiem, że kluczy od wieży nikt od nich nie żądał i nikomu ich nie wydali. A jednak atak na kościół i wieżę nie ustał, dopóki ich nie zburzono.

Austryjaccy komendanci szczególniejsze upodobanie mają do strzelania w kościoły. Wiedzą o te, dobrze powiaty dąbrowski i niżański, które ich w tej wojnie z kul austryjackich do dziesiątka postradały. Powodem tego dziwnego upodobania komendantów austryjackich jest chyba ta okoliczność, że sami używają wież kościelnych do stanowisk dla karabinów maszynowych, jak to miało miejsce w Otwinowie mimo protestów i gorących próśb proboszcza, przewidującego, ze się to skończy zniszczeniem bezpożytecznem kościoła.

Dzień przepędzała ludność pozostała w piwnicach. W nocy zaczynało się życie. Gotowano strawę, oglądano ślady nowych zniszczeń, grzebano zabitych na ulicach i czekano z trwogą dnia, który zapędzał wszystkich na nowo do piwnic. Dnie spokojniejsze spożytkowano na zdobywanie żywności, najczęściej w niedalekim Bieczu, który sam nie wiele ma. Ci zaś, którzy nie mogli już dalej pędzić tego ciągle śmierci w oczy zaglądającego życia, opuszczali niebezpieczny przytułek i zamieniali go na pobyt, równie niespokojny, w sąsiednich gminach wiejskich, w ten sposób życie się snuło w trwodze i niepewności. Liczba odważnych i upartych topniała, aż do dziś został niemal sam ksiądz Świejkowski wśród gruzów, z biedotą liczącą do 4000 ludzi, karmioną za jego staraniem przez intendenturę wojskową i datkami otrzymanemi w Bieczu lub Jaśle z komitetów ratunkowych.

Nie lepiej się dzieje w całym powiecie sądowym gorlickim. Powiedzieć o tem dziś wiele nie można. Wystarczy jednak, jeżeli wspomnę, że cały leży w linii bojowej. Obraz zniszczenia i nędzy odkryje się dopiero, gdy ta linja się przesunie dalej.

Druga połowa powiatu politycznego gorlickiego, powiat sądowy biecki, dzieli w znacznej mierze los Gorlic. Miasteczko samo ocalało w zupełności. I to jedyna pociecha, że ten stary gród starościński, mający piękną kolegiatę i kilka innych zabytków architektury swojskiej nie leży w gruzach, jak Gorlice. Bowiem mieszkańcy Biecza i wszystkie prawie wsie uległy zupełnemu zniszczeniu.

Od głodu ratuje mieszkańców pomoc armji i dziś wydatna pomoc komitetu ratunkowego. Na miejscu działają dwaj młodzi księża i kierownik szkoły, z ramienia komitetu we Lwowie p. M. Strzetelski. Oprócz mąki, której przyszło tu kilka wozów, p. S, zakupuje wiktuały w Jaśle i dowozi do Biecza. Stąd roznoszą sobie zasiłki ludzie pochodzący ze wsi powiatu. Komitet okazuje dużą ruchliwość  zwrócił już na siebie uwagę szefa armji tam działającej, bardzo gorliwie opiekującego się biedną ludnością.    

Pomoc komitetu musi być wydatną bardzo i mieć na uwadze, że trzeba ją będzie dawać przez dłuższy czas. O zasiewach i obrobieniu pola i mowy nie ma. Wypadnie zatem żywić całe wsie przez długie miesiące jeszcze.

O rozmiarach zniszczenia i szkód dadzą pewne wyobrażenie szczegóły ze wsi K. powiatu  gorlickiego, jeszcze dotąd nawiedzanej od czasu do czasu przez zabłąkane pociski. Wieś liczyła 280 numerów, t.zn. 280 gospodarstw i tyle domów mieszkalnych, nie licząc budynków gospodarskich . Z tych domów cztery rozbiły pociski (plebanię i trzy sąsiednie domy, kościół ocalał), cztery spaliły się od pocisków, 8 rozebrano na opał w zimie lub na potrzeby walki,  a 24 z różnych powodów uszkodzone tak, że mogą służyć za schronienie, ale nie w zimno, ani słotę. Z 81 koni we wsi zostało cztery, z 1150 sztuk bydła rogatego niecałe 200 sztuk.

Drobiu, świń, narzędzi gospodarskich prawie nie ma. Stoi na obejściu pół wozu z jednem kołem, lub cały wóz leży na ziemi bez dyszla i kół, resztki rozbitego pługa i to wszystko, co gospodarzowi na wiosnę zostało. W jesieni zdołali obsiać prawie w całości. Dziś śladu prawie ozimin niema; stratowane kopytami konia i kołami wozu lub armat zorane granatami, spasione w czasie postoju koni. Z tysiąca około 600 mieszkańców, licząc wszystkich we wsi, przeszło setka mężczyzn na wojnie.

Tak wygląda dziś wieś do niedawna zasobna, mająca ludność i w kulturze posuniętą. – W wielu wsiach przebywają do dziś ludzie z pod Przemyśla i z samego Przemyśla, których wysiedlono z domów własnych z powodu oblężenia. Zapędzili się pod Gorlice z różnych powodów, głównie jednaj z tego, iż sądzili, że tu będzie najbezpieczniej schronić się przed wojną. Spadli z deszczu pod rynew; udało się tak, jak tym, co się pochowali w różne „bezpieczne” zakątki w Karpatach.

Plagą w okolicy był lichwiarski handel rublem, uprawiany przez Żydów. Obniżali raz wartość korony. Drugi raz wartość rubla i obdzierali w ten sposób ludność z ostatniego grosza, odbierając ostatecznie w wygórowanej cenie wiktuałów. Słyszeliśmy tutaj, że proceder ten ludność żydowska uprawia wszędzie i dziwimy się władzom, że niepotrafją temu przeciwdziałać. U nas ten rodzaju  łupiestwa ustał z chwilą, wysiedlenia Żydów z rejonu działań wojennych.

Jadąc niedawno gościńcem, doskonałym kiedyś, dziś rozbitym do gliny dziesiątkami tysięcy wozów ciężkich, toczących się dniem i nocą z Jasła ku Gorlicom, karczmy przy drodze albo spalone, albo rozebrane. Notowałem sobie to w myśli, rozważając, ile korzyści wyniknie z tego, gdy nareszcie nie stanie u nas tych gniazd demoralizacji i łupiestwa wszelakiego, gdy zwrócił mi uwagę wiozący mię p. Sibiga na nową karczmę w oczach naszych rozbieraną. P. Sibiga, obywatel chodząc niewielkimi dzierżawami, gorący zwolennik roboty oświatowej, lubujący się w dobrym zaprzęgu, wiózł mię kiepskim wozem i nie lepszymi końmi, biadał też nad swojem zniszczeniem i twarz miał chmurną. Ale rozbierana karczma poruszyła w nim lepsze i weselsze myśli, bo z błyskiem w oczach zwrócił się do mnie z taką uwagą:

Ile napracowały się towarzystwa oświatowe, towarzystwa wstrzemięźliwości, wreszcie księża z ambon, i nic i nikt nie mógł poradzić przeciw tej djabelskiej  kaplicy, karczmie, niszczącej i ogłupiającej chłopa polskiego. Przyszła wojna i poradziła jednym zamachem, karczmy niema. Dziś w piątki (dnie targowe) niema śpiewów i bijatyk na drodze z Jasła do domu, do wsi. Chłop wraca trzeźwy i grosza nie marnuje, a zdrową myślą, nie dzikiem hukaniem pociesza się w obecnej biedzie. Dałby Bóg, aby ta nieszczęsna wojna dała nam na stałe dobro chrześcijańską, porządną gospodę i dom ludowy we wsi, w miejsce żydowskiej karczmy.

- Bóg da, odpowiedziałem, jeśli sami szczerze rękę do tego przyłożymy. O pewnie, że tą drogą łatwiej i prędzej dźwigniemy się z biedy wojną naniesionej.

Mniej  łzawem okiem patrzyłem na nędzę gorlickiego powiatu, gdym się przekonał, że na wsi niejeden p. Sibiga podobnemi myślami ratuje się przed zwątpieniem.

St.  




  

środa, 12 stycznia 2022

T. Oleksy, Ogrodnictwo i sadownictwo w powiecie gorlickim - artykuł prasowy z roku 1938.


 Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.







Ogrodnictwo i sadownictwo w powiecie gorlickim

 

Stwierdzonym jest, że zamiłowanie do przyrody nie stanowi tylko zainteresowania ludzi zamożnych Lu wykształconych, lecz widzimy je również u naszego rolnika, wieśniaka podczas wiosennych dni, przy sadzeniu kwiatów w swoim ogródku. Nie na długo to jednak; bo czasami, po kilku tygodniach ogródek ten porośnięty zielskiem i chwastami robi wrażenie legendarnego cmentarzyska. To samo dzieje się z grządkami marchwi, cebuli, pietruszki, to samo widzi się w sadzie, w którym drzewa porosły mchem jak stara strzecha, co w rezultacie zmusza już jesienią gospodynię do kupna w mieście cebuli, buraczków czy kilku jabłek.

Jeżeli są to ostre słowa krytyki pod Waszym rolnicy adresem, to słowa te niech będą bodźcem do wytężonej pracy, tym więcej, że padły one od tego, który zna wieś dobrze, który nie przejdzie obojętnie koło wiejskiego gospodarstwa, lecz zauważy wszystko, co się wokół domu znajduje, zwróci uwagę na każdą  grządkę, na każde drzewo, czy też na chudą pasącą się krówkę, oblepioną gnojem zimowym tak długo, aż przyroda tj. deszcz nie zmyje śladów lenistwa.

Szczęściem stan ten, o którym piszę wyżej, należy już do przeszłości. Obecnie oblicze wsi i całego powiatu zmieniło się nie do poznania. Dziś jest już niewiele dzieci wiejskich, nie znających truskawek, smaku słodkiej marchwi, rabarbaru, pomidorów lub tp. Warzywa, propaganda uprawy i spożycia warzyw trafiła na podatny grunt wśród gospodyń, które z ogródków swych niewielkich, lecz rozsianych na terenie całego powiatu – produkują nie tylko na własne potrzeby, ale również i na zbyt.

Sadownictwo, które dawniej traktowano po macoszemu – jako sadownictwo amatorskie a nie handlowe, w latach ostatnich rozwija się pomyślnie. Według obliczeń rośnie w granicach powiatu 106.000 sztuk drzew na obszarze ponad 700 ha. Są to przeważnie drzewa młode, wysadzone po mroźnej zimie 1928/29 roku. Ogólna produkcja roczna wynosi obecnie około 1,417.000 kg. Owoców. Po największej części są to sady małe, rolnictwo bowiem w powiecie składa się przeważnie z drobnych gospodarstw. Dużą uwagę poświęca się obecnie uprawie i pielęgnacji drzew. To też dziesiątki tysięcy drzew są spryskiwane różnymi środkami grzybo i owado– bójczymi. W  ostatnich dwóch latach rozprowadzono 2.868 kg. chemikalii do walki z chorobami i szkodnikami drzew owocowych. W powiecie istnieje obecnie 27 opryskiwaczy, gdy tymczasem w roku 1935 było ich zaledwie 7. Ilość zużytych środków chemicznych, z roku na rok niepomiernie wzrasta i wzrastać będzie, w miarę coraz to większego zainteresowania się sadownictwem.

Czynniki miarodajne (Państwowy Bank Rolny) idą z pomocą rolnikowi, w formie kredytu niskooprocentowanego – długoterminowego, na budowę przechowalni na owoce. Akcja w tym kierunku jest już w toku. W okresie zimy zostały wykonane plany i kosztorysy budowy 7 przechowalń indywidualnych o  łącznej pojemności 1.450 q owocu, które to miały powstać w ośrodkach sadowniczych w powiecie. Koszt powyższych wynosić miał 23.505 zł. Po załatwieniu wszelkich formalności potrzebnych celem uzyskania pożyczki i wniesieniu prośby – otrzymali ubiegający się o pożyczkę – odpowiedź „prośba została załatwiona odmownie, w załączeniu zwracamy plany i kosztorysy budowy”. W rezultacie dowiedzieliśmy się, że jest jednak możliwość uzyskania tegoż kredytu, lecz tylko na przechowalnie zbiorowe spółdzielcze. Można się więc spodziewać , że w tym roku zbudujemy przynajmniej jedną spółdzielczą przechowalnię, kto raby zarazem miała charakter spółdzielni dla zbytu owoców. Do tego celu będziemy dążyć, powstanie bowiem takiej placówki pozwoli unikać zbytecznego pośrednictwa, podważającego produkty a obniżającego zarobki producentów.

Wiadomo z badań ekonomiczno gospodarczych, że rentowność kultur ogrodniczych i sadowniczych przy istniejącym zbycie na owoce i warzywa jest bardzo potężnym czynnikiem tworzenia dobrobytu warsztatów rolnych, ale nie tylko ich samych.

Nie zapominajmy, że na przełomie ostatniego stulecia w dobie kryzysu wielohektarowe sady ratowały duże majętności polskie na wschodnich Kresach od ruiny.

 

Tomasz Oleksy (Gorlice).





  

poniedziałek, 11 października 2021

Aresztowanie poety krakowskiego - rok 1932.

 

Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.







Aresztowanie poety krakowskiego

 

Za przemówienie wygłoszone podczas „święta chłopskiego” w dn. 15 maja br. w Łużnej (pow. Gorlice), policja aresztowała znanego literata i poetę krakowskiego Marjana Czuchnowskiego, syna jednego z gospodarzy pow. gorlickiego.

Aresztowano go z początkiem lipca, zwolniono zaś dzięki interwencji literatów 12 lipca.

Prasa socjalistyczna cytuje urywki listu poety do jednego z przyjaciół, gdzie Czuchnowski opisuje swe ciężkie przeżycia więzienne. Pobyt w więzieniu określa Cz. jako „wielki egzamin życia”.





środa, 8 września 2021

Atrakcje turystyczne powiatu gorlickiego - artykuł prasowy z roku 1939.

 

Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.






Atrakcje turystyczne.

 

Wokół doliny Ropy w powiecie gorlickim obok wielu cmentarzy wojennych, rezerwatu przyrodniczego na Kornutach, miejscowości letniskowych i zdrojów do atrakcji turystycznych należą z zabytkowego budownictwa kościoły w Szymbarku, Szalowej, Sękowej, Libuszy, Binczarowej i Bieczu, gdzie znajduje się Dom Kromera, ciekawa wieżą ratuszowa i resztki murów starożytnego grodu. Nie mniej ciekawym jest gorlickie zagłębie naftowe z lasem wież wiertniczych. Warto również zaglądnąć do wylęgarni pstrągów w Bodakach koło Wapiennego lub w Foluszu na północnym stoku Kornutów.











sobota, 31 lipca 2021

Niewesoła przygoda Śmiecha z Wójtowej - rok 1934.

 

Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.






(ki) Niewesoła przygoda Śmiecha. 

Do Krakowa przyjechał rolnik Śmiech z Wójtowa (powiat Gorlice), a kiedy utrudzony usnął na plantach krakow. nieznany sprawca skradł mu teczkę z bielizną wartości 30 zł. Dochodzenia prowadzi policja.





piątek, 16 lipca 2021

Cudem ocaleni w Brzanie - rok 1939.

 Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.






Cudem ocaleni w Brzanie.

Gorlice. 12.4. (m) Siedemdziesięcioletni Jakub Rozner, zamieszkały wraz ze swój ą żoną w Brzanie, pow. Gorlice, po spożyciu kolacji w ub. piątek [ 7 kwietnia 1939 r.] ułożył się do snu. Około północy kiedy staruszkowie pogrążeni byli w głębokim śnie, wybuchł pożar w domu Roznerów i z miejsca zajął się dach kryty słomą. Płomień został przypadkowo zauważony przez przechodzących Naftalego Kohanego i Markusa Silberstena, którzy zaalarmowali sąsiadów, po uprzednim obudzeniu i uratowaniu śpiących staruszków.

Na miejsce pożaru przybyła ochotnicza straż z Bobowej i przy pomocy miejscowej ludności, pożar zlokalizowała.

Policja prowadzi dochodzenia, celem ujawnienia, co było przyczyną pożaru.






Zostań Patronem Z Pogranicza