niedziela, 21 maja 2017

Z galicyjskich Gorlic. Cykl korespondencji prasowych z roku 1910 - część III.



Zachowano pisownie oryginalną. Źródła u autorów.


Z galicyjskich Gorlic. Cykl korespondencji prasowych z roku 1910 - część III.







Gorlice, 4 lutego. 
             Uniwersytet ludowy urządza w niedzielę 6 b.m. wykład popularny z obrazami świetlnemi „O telegrafie bez drutu” (sala Sokoła o godz. 5 południu).


Gorlice, 10 lutego. 
            Naczelnik tutejszego sądu powiatowego radca Smolecki opuszcza wkrótce nasze miasto, przenosząc się do Krakowa. Z tej okazyi komitet złożony z reprezentantów wszystkich sfer i instytucyj, w których p. S, zajmował naczelne stanowiska, urządził uroczyste pożegnanie w sali Rady powiatowej w dniu 8 b. m. Imieniem personelu sądowego żegnał radcę sekretarz Nowak, poczem w szereg toastów liczni mowcy podnieśli zasługi i dali wyraz sympatyi ogółu do ustępującego naczelnika sądu, wicemarszałka powiatu, wybitnego członka rady gminnej, wiceprezesa Towarzystwa kasynowego itd., który tak w życiu publicznem, jak i prywatnem, cieszył się opinią dobrego obywatela i sumiennego urzędnika i szczerego demokraty.


Gorlice, 23 lutego. (Ze stosunków gorlickich).
W stosunkach ogólnych naszego miasta daje się odczuć od dłuższego czasu wzmagająca się wciąż depresya ekonomiczna, która w pierwszym rzędzie wpływa na nastrój obywatelstwa mieszczańskiego. Do sfer mieszczańskich wkradł się też od niedawna nowy zupełnie dotychczas nieznany czynnik – wzajemnej nieufności. Odnosi się ono z pewną nieufnością do inteligencyi; inteligencya odnosi się z rezerwą do urzędników; młodzieży jakby wmieście nie było; ruch umysłowy słaby, towarzyski jeszcze słabszy, natomiast wszystkich ogarnia coraz żywiej niezdrowy prąd do potęgowania wszelkich różnić osobistych, partyjnych, zawodowych i kastowych. /nigdy dawniej w naszem ruchliwem mieście nie roiło się od tylu przeróżnych antagonizmów wszystkich odcieni, co dziś. Stąd coraz częściej odzywa się u starych mieszczan nuta żalu za straconą dawną harmonią i zgodą wśród obywatelstwa, która nie wiedzieć jak i kiedy zakłóconą została. Czuć to i w Radzie gminnej i w Towarzystwie Szkoły ludowej, czuć to poprostu w powietrzu. Nierzadko też spotykamy się z półsłówkami, wskazującemi  na nieliczną napływową inteligencyę urzędniczą, która nie zapoznawszy się wprzód z tradycyą i duchem stosunków lokalnych, nie zrósłszy się z nastrojem lokalnym, pragnęłaby od razu ster spraw publicznych ująć w swe ręce i „rządy dusz” zagarnąć ekskluzywnie dla szowinizmu wszechpolskiego.

               A o to u nas – jak i wszędzie na prowincyi – jest łatwo i trudno. Łatwo, o mieszczaństwo nasze w przerażającej swej części jest bierne i chętnie godzi się na to, aby jednostka (obojętne która!) działała i myślała za wszystkich; trudno zaś, bo mieszczaństwo i obywatelstwo rdzennie tutejsze postępowo–demokratyczne, nie jest na szczęście całe tak miękkim materyałem, aby bez żadnego odruchu samodzielności dawało się ugniatać na ciasto do wszechpolskiego pieca. Kilkakrotnie „memento” jakiem mieszczaństwo, zwłaszcza żydowskie, odpowiedziało niedawno na zakusy macherów wszechpolskich, powinno być przestrogą do umiarkowanie w uprawianiu sportu ulubionego przez pewnych wpływowych z mocy swego urzędu – urzędników. Nie wolno siać nienawiści i rozgoryczenia, – pod grozą odpowiedzialności za konsekwencye wynikła z psychologii rozpaczy…!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza