piątek, 31 stycznia 2020

Dr Sławomir Mrozek, 64. rocznica śmierci wielkiego duszpasterza ks. Bronisława Świeykowskiego (1865-1956). Fotorelacja, Gorlice, 26 stycznia 2020 r.


/ARTYKUŁ NADESŁANY/


64. rocznica śmierci wielkiego duszpasterza
ks. Bronisława Świeykowskiego (1865-1956)

            Dnia 26 stycznia (niedziela) o godz. 10. w Bazylice Mniejszej pw. Narodzenia NMP w Gorlicach odbyła się msza św. z udziałem władz miasta na czele z panią poseł Barbarą Bartuś w intencji ks. Bronisława Świeykowskiego – burmistrza Gorlic z czasów Bitwy Gorlickiej. W liturgii wzięły udział również poczty sztandarowe, grupy rekonstrukcyjne oraz harcerze.
            Ks. proboszcz Stanisław Ruszel przybliżył postać ks. Bronisława Świeykowskiego:
- „Ks. Bronisław Świeykowski urodził się w 1865 r. w Uhercach w Bieszczadach (…)
Na co dzień posługiwał się językiem niemieckim, rosyjskim, francuskim, greckim i łacińskim (…) Wypadek w czasie ćwiczeń sprawia, że nie może służyć w wojsku (…) Kończy przemyskie seminarium, zostaje wyświęcony na kapłana i właściwie 60 lat swojego życia tj. od 1896 r. przebywa w Gorlicach. Z Gorlicami związał swoje życie.
            Każdy z nas pamięta (troszkę inaczej) – najczęściej dzieci pamiętają o małpce Koko, o tym, że był pierwszym mieszkańcem Gorlic który miał radio (…) Ludzie, którzy od nas odeszli, starsi – wspominali księdza Świeykowskiego z I i II wojny światowej i mówili – to był >Ksiądz< (…) Co zrobił takiego niezwykłego, że cesarz Karol odznaczył go krzyżem żelaznym ? Ksiądz nie przyjmuje odznaczenia od cesarza i wysyłając list do kancelarii cesarskiej, tłumaczy się z wielkim szacunkiem cesarzowi (…).
            [list ks. B. Świeykowskiego do cesarza Karola]
„W połowie września 1914 r., gdy wszystkie polityczne i autonomiczne władze z powodu wypadków wojennych opuściły miasto, postanowiłem więc objąć urząd burmistrza i opiekę nad mieszkańcami. Skłoniło mnie do tego postanowienia moje kapłańskie powołanie, które mi każe chrześcijańską miłość bliźniego nie tylko słowy głosić, ale i czynami okazywać (…)
W tych strasznych miesiącach podczas dwukrotnej rosyjskiej inwazyi i ostrzeliwania miasta, trwającego przez 126 dni, uczyniłem wszystko w miarę moich sił i mojej wiedzy, na chwałę Boga i dla dobra moich bliźnich (…)
Wychowany od dzieciństwa w ściśle chrześcijańskich zasadach, przez całe 52 lata mego życia, pozostałem im wierny na każdym kroku. A jednak zostałem zawezwany przez sąd polowy w Krakowie. Przyszedł straszliwy moment, rozprawa, posądzenie o zdradę, chociaż moja niewinność była już wcześniej wykazana. Na tej rozprawie, która odbyła się 10 marca 1916 r. musiałem stanąć jako obwiniony. Zostałem publicznie uniewinniony, gdyż inaczej być nie mogło. Jednakże to stawanie przed sądem było dla mnie, kapłana, który przez całe życie spełniał nienagannie swoje obowiązki wobec Boga, Kościoła i Ojczyzny, najcięższym krzyżem jaki włożono na moje barki i serce” (…)
            Gdy umiera ks. Świeykowski w 1956 r. - tu przed tą Bazyliką – przybyło 5 tys. ludzi, zabrakło tylko władz miasta. Był to czas komunistycznego reżimu więc robiono wszystko by pomniejszyć zasługi księdza Świeykowskiego (…)
Opinie o księdzu Świeykowskim wydawali obcokrajowcy – Węgrzy, Francuzi i Austriacy, mówili – Gorlice miały szczęście…”
Po mszy św. Gorliczanie udali się na cmentarz parafialny, gdzie przy grobie ks. Bronisława Świeykowskiego burmistrz miasta wygłosił okolicznościowe przemówienie, odmówiono modlitwę w intencji księdza i złożono wiązanki kwiatów.























Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza