niedziela, 1 września 2019

J. Motyka, "Miasto Skamieniałe". O Skałkach Ciężkowickich i ich ochronie - artykuł prasowy z roku 1927. Część I.












Józef Motyka.
„Miasto Skamieniałe”.
O Skałkach Ciężkowickich i ich ochronie.

Część pierwsza.

W powiecie gorlickim, na południe od miasteczka Cieżkowic, w odległości dwudziestu kilku km od brzegu właściwych Beskidów, uderza nasz wzrok, przyzwyczajony do monotonji karpackiego  krajobrazu, widok niezwykły.  Na tle łagodnych, jednostajnych wzgórz karpackiego pogórza, pokrytych łanami zbóż, a tylko tu i owdzie szczątkami liściastych, rzadziej sosnowych lasków, widnieją płowo szare, olbrzymie głazy ciężkowickiego piaskowca,  tworzące niby olbrzymie ruiny jakiegoś prastarego grodu.  Widać je doskonale z okien wagonu pociągu jadącego z Tarnowa do Krynicy tuż poza stacją Bogoniowice-Ciężkowice, leżą bowiem tuż nad rzeką Biała (Dunajcową), wzdłuż której wije się tor kolejowy. Zwracają też ogólnie uwag e podróżnych swoim niezwykłym w Karpatach wyglądem i pięknością położenia, rzadko jednakże poświęci ktoś parę godzin czasu na zwiedzenie skałek. Są też mało na ogół znane nawet wśród miłośników piękna ojczystej przyrody.

Skałki ciężkowickie zgromadzone są na niewielkim obszarze, nie przekraczającym 1 km2 na prawym brzegu Białej. Większych skałek jest kilka, największe są wielkości dużej kamienicy kilku piętrowej, innych mniejszych jest więcej, jednakże wszystkich razem niema może więcej niż 20. Małych kamieni brak jest prawie zupełny. Zapewne one były, ale zostały zniszczone, względnie usunięte celem zwiększenia uprawnej roli.
Należą one do tego pasa skałek, co i „Prządki” krośnieńskie. Od tych ostatnich są (o ile mogłem sądzić z fotografii, bo Prządek nie widziałem) znacznie większe, rozrzucone na większej przestrzeni i więcej urozmaicone. Dziwnem jest, że są mimo to mniej znane od Prządek. Zbudowane z białego lub płowego gruboziarnistego piaskowca eoceńskiego wieku, nie twardsze od innych skał beskidowych, kruszą się i rozsypują od potarcia palcami i to nawet w głębszych, nie zwietrzałych warstwach (dzisiejszą, tak malownic zą postać zawdzięczają one zapewne nie tyle swej twardości, ile położeniu nad brzegiem rzeki, która obmywa podnóże skał i unosi zwietrzeliny).
Nie tylko jednakże geografa i geologa pociągać muszą swym osobliwym wyglądem: godne są one zwiedzenia przez każdego miłośnika przyrody ziemi ojczystej. Skałki ciężkowickie zaliczyć należy do pereł krajobrazu  beskidowego i, wraz ze skałami Urycza, Bubniszcza, krośnieńskimi Prządkami, do najpiękniejszych w krajobrazie naszym, tem bardziej, że skały piaskowcowe są tak rzadkiem u nas zjawiskiem. Zasługują skałki ciężkowickie na zajęcie się niemi  tem więcej, że trzeba je wziąć w opiekę i uchronić przed zniszczeniem, które zaczęło się na szeroką skalę. O ile natychmiast się ich nie zabezpieczy przed niszczeniem, to za rok mogą zostać na ich miejscu tylko zwały piachu.
Lud okoliczny nazywa skałki „miastem skamieniałem”, nader trafnie, i wierzy dziś jeszcze, że skały te to dawne Ciężkowice, ojczyste miasto dzisiejszych Ciężkowic. Nie umiejąc sobie wytłumaczyć powstania tych, tak dziwnych i nieznanych w całej znanej mu okolicy regularnie ułożonych brył i głazów, wysnuł przypuszczenie i wytłumaczenie najprostsze w jego pojęciu, że jest to prawdziwe skamieniałe miasto. Otoczył też swoim zwyczajem skałki szeregiem legend i podań, przywiązanych już top= do całości skałek, już to do pojedynczych głazów, a nawet poszczególnych szczegółów  ”budowy”. Krążące wśród ludu podanie głosi, że miasto zostało zaklęte w kamień za bezbożność ku przestrodze potomnych, mianowicie, że weselili się, tańczyli, mimo że północ już wybiła i nadszedł dzień Wielkiego Postu. Lud okoliczny dziś ma pokazywać jeszcze szczegóły tego wesela uwiecznione w kamieniu i opowiada o każdej niemal skale osobne podania[1].
Istotnie ułożenie skał jest tak osobliwe, jakby chciało naśladować ruiny miasta i potwierdzić wierzenia ludu. Z dala widnieją 2 duże, wysokie, strome skały, które naśladują z dala do złudzenia na poły zburzone baszty  potężnego ongiś grodu. Na jednej z nich ustawiono duży krzyż, jakby na starem cmentarzysku.
Pod osłoną „pilnujących pokoju i potęgi grodu baszt” ułożyły się pojedyńczo lub grupami pomniejsze skały w kształcie ruin zamków i domów. Regularne, strome ściany skał, ścięte u góry równą płaszczyzną lub stromym „dachem”, naśladują duże budowle, zamki, domy i kościoły, których też nieszczędził skazujący na potępienie karzący wyrok. Poziome i pionowe rysy pomiędzy poszczególnemi warstwami potęgują złudnie, że jesteśmy przed budowlą, wzniesioną przez „przedpotopowego” człowieka-olbrzyma. Deszcze i wiatry wyrzeźbiły na ścianach jakby na igraszkę dziwaczne zarysy, jakby kominki, nisze i zapiecki. Na gzymsach i szczytach skał rosną karłowate sosny i brzozy, przypominające nam zaklęte postacie z bajek. Ani deszcz, ani mrozy ni wiatry nie zniszczą nigdy skamieniałego miasta. Od zniszczenia chronią zaklęte miasto tulące się do skał młode brzozy i dęby ( bo stare wyciął człowiek). Mury jego zaś pokryły ciemne mchy i pstrokacizna porostów. Człowiek też nie powinien niszczyć zaklętych murów. Tak mówi lud… Odczuł on piękno skałek i chroni je dotąd. Nie buduje domów w ich sąsiedztwie. Tylko obcy przybysz postawił obok jednej ze skał siedzibę, która szpeci skały.


Gdy chcemy sobie przedstawić powołanie ciężkowickich skałek, musimy się cofnąć myślą par dziesiątków tysięcy lat wstecz, może aż w czasy okresu dyluwialnego. Ze szczytu wyższych, może kilkakrotnie od dzisiejszych, skałek ciężkowickich, widać było wtedy w odległości dwudziestu kilku kilometrów, w stronie północnej horyzontu siny brzeg skandynawskiego lodowca, pokrywającego wtedy zimnym całunem nasze ziemie. Z tającego lodowca i Karpat wyższych wiele od dzisiejszych i bogatszych w opady atmosferyczne płynęła potężna wówczas i bogatsza w wody rzeka Biała, podmywając swe brzegi i usypując wielkie szutrowiska po brzegach swego koryta. Wtedy już zapewne zaczęła ona podmywać podnóże skałek i unosić miększy materjał skalny coraz więcej. Gdy po długim czasie ocieplił się i osuszył klimat i cofnęła się ku północy krawędź lodowca, mogła Biała szybciej płynąć i odnosić dalej zwietrzeliny skalne. Wycięła sobie węższe, lecz głębsze koryto, pozostawiając na swych brzegach terasy, nakształt olbrzymich stopni. Gdy klimat znów się oziębił i ilośc opadów atmosferycznych znów się powiększyła, zaczęła Biała znów podmywać ciężkowickie skałki, tak, że te wciąż zwiększały swą względną wysokość, mimo, że bezustanku  niszczyły je od szczytu czynniki atmosferyczne. Lodowiec nie wrócił jednak już do podnóża Karpat i nie wywarł większego wpływu na ukształtowanie skałek. Wygląd dzisiejszy zawdzięczają skałki ciężkowickie głównie działaniu wiatrów i to przeważnie w czasach pomiędzy jedną i drugą fazą lodowcową, może też po drugiej fazie zbliżenia się lodowca, w czasie, gdy panował klimat suchszy i cieplejszy od obecnego. Wiatry wyrzeżbiły w skale rysy wzdłuż warstw, gdzie kamień jest miększy i półkoliste zagłębienia w skale, podcięły podnóża  ich, nadając im wygląd bochnów i grzybów. Wygląd skał dowodzi więc, że ukształtował je klimat suchy, głównie wskutek działania wiatrów. Równolegle do zmian klimatu zmieniała się i roślinność skałek i ich otoczenia. Z okresu suchego pochodzi zapewne rosnąca na skałach sosna, której brak w okolicznych lasach naturalnych. Może były a nawet może i są jeszcze inne rośliny, które powstały w resztkach po innych okresach klimatycznych.  W przeważnej jednakże części zniszczył te resztki człowiek, wycinający lasy i zaorywujący pola. Można znaleźć te rośliny zabytkowe wśród porastających skały porostów, z których kilka należy do gatunków, rosnących dzisiaj na wysokich górach. Karłowaty ich wygląd dowodzi, że nie czują się one tutaj zbyt dobrze, albowiem lubią klimat wilgotniejszy i zimniejszy.
Wreszcie gdy cofnął się zupełnie lodowiec, skałki otoczył dębowy las, a z pośród jego koron wysterczały skałki porośnięte sosną. Taki stan trwał do czasu dopóki nie przyszedł człowiek. Początkowo miał on dosyć drzewa i kamienia, potem ściął dęby rosnące dookoła skał, pozostały skały nagie, tylko na niedostępnych miejscach porośnięte sosnami. Drzewa odrastają jednak powoli, jakby chcąc zabliźnić rany zadane przez człowieka. Skały zaś same długo, bo aż do ostatnich lat pozostawały nietknięte. Dopiero w ostatnich czasach zaczęto „eksploatować” i kamień. Mimo, że pełno lepszego kamienia w okolicy, a skałki ciężkowickie są miękkie, jak tynk starej rudery, wydobywa się kamień tutaj, no leży na wierzchu. Zniszczenie skałek wprost straszne (widać to choćby z okien pociągu), a korzyści nie stoją w żadnym stosunku do zniszczenia skałek. Wydobywa się skały, leżące tuz pod powierzchnią gleby, lub też leżące na wierzchu. Kamień ociosuje się na progi (widać je na pierwszym planie fot. 2). Ponieważ kamień sypie się już od potarcia dłonią, powstają przy obróbce i wydobywaniu olbrzymie w stosunku do wydobytego kamienia zwały szutru i piachu, które zasypują murawę i głębsze warstwy skały, tak, że dalsza eksploatacja będzie prawie niemożliwa, a z pewnością nie opłaci się. W ostatnim roku zrobiono wśród niżej położonych skałek okropne spustoszenia, zasypując je żółtym szutrem.





[1] Nie są mi znane dokładniej owe podania, słyszałem je bowiem niektóre jeszcze w dzieciństwie, ale słyszałem tylko fragmentarycznie. Nie chcąc je mimowolnie zmieniać, nie podaję ich na tem miejscu.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza