poniedziałek, 10 lutego 2020

Po powodzi w Gorlicach - artykuł prasowy z roku 1934.


Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.

Po powodzi w Gorlicach.

Z Gorlic piszą nam p. R.R.: Pierwsze objawy zbliżającej się powodzi, dały się zauważyć w poniedziałek rano 16 b.m., około południa wody Ropy zalały już część Zawodzia i targowicę miejską, a  w północy gdy powódź osiągnęła maksimum nasilenia została również zalana ul. Podkościelna wraz z przyległemi ogrodami oraz park miejski.
Stan wody podniósł się do 3-4m pond poziom normalny, tak że już około południa policja miejska przy udziale miejscowej ochotniczej straży pożarnej ewakuowały bardziej zagrożone osiedla.
Na te, miejscu podkreślić należy ofiarną pracę drużyn ratowniczych, którym przykład poświęcenia dawali burm. m. Kwaskowski i dr Hollender.
Nurt rzeki, unoszący mnóstwo pni drzewnych, belek resztek mostów itp. Stawał się coraz groźniejszy i około 11 godz. Runął podmulony most betonowy, wiodący do parku miejskiego a w parę minut później masy niesionego drzewa rozbiły most drewniany koło targowicy miejskiej.
Mimo olbrzymiego przyboru wody jakiego nie pamiętają już od pół wieku, obeszło się bez wypadku w ludziach, gdyż wszystkich bardziej zagrożono delożowano.



Znacznie groźniej przedstawiała się powódź w pobliskim Bieczu, gdzie ludność niżej położonych części miasta musiała ratować się ucieczką na drzewa i dachy swych domów.
Akcję ratowniczą utrudniał brak łodzi i pontonów, oddziały ratownicze rozporządzały bowiem tylko dwoma małemi pontonikami, wypożyczonemi z fabryki w Gliniku Marjampolskim, z któremi zresztą nieprzyzwyczajeni strażacy nie bardzo umieli dać sobie radę.
Szkody jakie powódź wyrządziła w miecie i w powiecie są bardzo znaczne, prócz dwu wyżej wymienionych mostów zerwała Ropa dwa inne w Bystrej i wsi Ropie, tak, że komunikacja automobilowa z uzdrojowiskiem Wysową jest obecnie przerwana. Poza tem uszkodzone zostały niektóre gościńce (tory kolejowe Biecz Jasło) i znaczne szkody poniosło rolnictwo.
Nazajutrz po zalewie okazało się, że Gorlice są odcięte od świata, a na tle niepewności zaczęły się szerzyć paniczne wieści o rozmiarach powodzi w Rzeszowskiem i Sandeckiem. Próby połączeń telefonicznych i telegraficznych kończyły się fiaskiem, co jeszcze bardziej podnosiło stan ogólnego zdenerwowania. Pierwsze dzienniki przyszły okrężną z Krakowa w piątek: położyły one wprawdzie kres domysłom, ale odsłoniły tak straszną rzeczywistość, na tle której powódź w Gorlicach okazała się niewielką.   

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza