czwartek, 13 lutego 2020

mgr R. Reinfuss, Łowiectwo ludowe na Łemkowszczyźnie - artykuł prasowy z roku 1936. Część I.


Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.

Mgr Roman Reinfuss (Gorlice).
Łowiectwo ludowe na Łemkowszczyźnie. Część I.




MYŚLISTWO W DAWNEJ PUSZCZY KARPACKIEJ

W odległych czasach, gdy góry karpackie pokrywała szumiąca mroczna puszcza, zwana przez ówczesnych kronikarzy „nigra silva”, ukrywała się w ostępach leśnych liczna zwierzyna, wśród której nie brakło i władców polskiej kniei: żubrów, turów i niedziedzi.
W ślad za zwierzyną zapędzali się w te strony myśliwi, a na kartach kronik niejedną można znaleźć wzmiankę, świadczącą o tem, że nawet królowie nie gardzili okazją, by w puszczy karpackiej zakosztować łowieckich rozkoszy.
Prócz królów polowała w puszczach podgórska szlachta, lud zaś skromny tylko brał udział w myślistwie, gdyż panowie zwykle dla siebie zastrzegali wyłączne prawo polowania na grubszą zwierzynę, udzielając go co najwyżej sołtysom wsi, lokowanych na prawie wołoskiem.  
Do wyjątków należeli panowie tak liberalni jak Gładysze, dziedzice Szymbarku, którzy swym poddanym z Uścia Wołoskiego[1], nadali „wolność polowania wszelkiej zwierzyny i użytkowania jej”. W zamian za co kmiecie winni odsyłać panu „czwartego leśnego dzika i czwartą część powinni dać zwierzyny. Toż samo i o niedźwiedziu rozumie się[2].
Polowanie na zwierzęta drobne, jak lisy, zające, tchórze, kuny, łasice i ptactwo leśne było nie tylko dozwolone, ale stanowiło nawet do pewnego stopnia obowiązek włościan, którzy składali w zwierzynie pierwsze daniny na rzecz dworu, jak np. „jarząbkowce” (dwa jarząbki rocznie) lub „zającowe”.

PRYMITYWNE SPOSOBY ŁOWIECKIE.

Dzięki temu, praojcowie dzisiejszych Łemków, mając zakazane łowy na grubszą zwierzynę, specjalizowali się w zastawianiu przeróżnych sideł, paści  i innych przyborów łowieckich, służących do chwytania drobniejszych zwierząt  i ptaków.
Sczasem wytrzebiono lasy, na miejscach, gdzie przedtem szumiała puszcza, powstały obszerne pastwiska i tylko nazwy niektórych wiosek jak Żubracze, Zubrzyk, Turzańsk, Łosie, świadczą, że były tu dawniej lasy, obfitujące w grubą zwierzynę.
Drobne natomiast zwierzęta, owe pogardzane dawniej dziki, wilki, lisy, łasice, kuny, pozostały do dziś w lasach Łemkowszczyzny, a ludność miejscowa, czy to dl ochrony przed szkodnikami, czy też w celu zdobycia cennych futer lub mięsa, używa w dalszym ciągu swych  prymitywnych metod myśliwskich,  jakie tradycja przekazała im po przodkach.  
Dziś zwierzostan Beskidu Środkowego jest już znacznie przetrzebiony. O niedźwiedziu opowiadają tylko najstarsi gazdowie, którzy za młodu spotykali się z nim, pasąc woły po lasach, wilki natomiast i dziki trafiają się jeszcze dosyć często.

DOŁY NA WILKI I DZIKI.

W celu ochrony przed temi dwoma szkodnikami posługiwali się Łemkowie do niedawna jednym z najprymitywniejszych sposób łowieckich, mianowicie kopaniem dołów.
Dół, służący do chwytania wilków wolcza jama. Rys. 1 b), głęboki był zazwyczaj na 4 m., średnica zaś górna wynosiła około 3 m., dno dołu musiało być nieco szersze, szło bowiem o to, by ściany jamy były lekko nachylone do środka, co zwierzynie uniemożliwiało ucieczkę.
Wewnątrz jamy na drewnianym paliku przywiązana była przynęta,  t.j. potężny kawał mięsa. Otwór jamy nie był niczem zasłonięty, gdyż wilk, czując zapach mięsa, sam skakał do środka. Wówczas ukryty w pobliżu strażnik dawał znać do wsi, lub pasterzom z pobliskiego szałasu i zanim osaczone zwierzę spróbowało się wydostać, zostało zabite kamieniami, siekierami lub widłami.
Podobnie polowano na dziki (Rys. 1a), które dziś jeszcze, szczególnie w pow. Sanockim i zachodniej połaci leskiego stanowią istną plagę, gdyż niszczą w pobliżu lasu rosnące ziemniaki i owsy.



Na skraju lasu w pobliżu ziemniaczyska lub grochu ( czasem sadzone umyślnie dla przynęty) kopano doły podobne  do poprzednio opisanych, z tą tylko różnicą, że nie było w nich palika z przynętą, a z wierzchu pokryte były lekką ścianką, ułożoną z cienkich prętów i gałęzi. Zwierzę, biegnące z lasu, stawało na cienkiej ściance i zapadło się wraz z nią do jamy, gdzie chłopi dobijali je podobnie jak wilka, czynność ta trwała czasem i kilka godzin, gdyż według spostrzeżeń Łemków „dzik twardszyj je wid wołka”.
Chwytanie zwierzyny w jamy jest już dziś właściwie zarzucone. W wielu jednak wsiach pokazują chłopi ślady dołów, zwłaszcza wzdłuż krawędzi lasów, gdzie zaczynają się pola uprawne lub na pastwiskach.

KOLIBY I STRASZAKI.

Obecnie, gdy plaga dzików daje się szczególnie we znaki, budują Łemkowie w pobliżu pól maleńskie szałasy t.zw. „koliby”  (Rys. 2) i strażują w nich po nocach, odpędzając zwierzynę blaskiem ognia, krzykami i śpiewaniem. Leniwsi, którym nie uśmiecha się odbywanie nocnych straży, ustawiają na polach wiatraki– kołatki (Rys. 3), mające swym ustawicznym warkotem lub dzwonieniem płoszyć wszelkie szkodniki.









[1]Dziś Uście Ruskie w pow. gorlickim.
[2] Wyjątek z dokumentu lokacyjnego tej wsi.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza