sobota, 5 stycznia 2019

Mordercze walki o wąwóz dukielski - wspomnienia z roku 1915. Część II.

Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.



Mordercze walki o wąwóz dukielski

Z listów podoficera Polaka.

II.

       
            Jakoś ku południowi rozpoczęła rosyjska artylerya ostrzeliwać świeżo przez nas zdobyte wzgórze, widocznie chcieli nas spędzić z niego, albo przynajmniej przeszkodzić w obwarowaniu pozycyj.
           Z piekielnym świstem i hukiem, pękały szrapnele i granaty rosyjskie, na szczęście bez szkody, albowiem korzystając z gęstych zarośli i lasu, mogliśmy się dobrze ukrywać przed oczyma Moskali.
Za chwilę odpowiedziała nasza artylerya. Z początku jedna baterya a później trzy, wzięły w krzyżowy ogień przeciwległe pozycye Rosyan. Skutek niedługo się okazał. Na wzgórzu powstało duże zamieszanie, a poza nim wykryły nasze posterunki obserwacyjne kolumnę trenu nieprzyjacielskiego, którą wzięto natychmiast w gwałtowny ogień. Jak się później dowiedzieliśmy, sprawił on straszne szkody w owym oddziale. Kilka wozów z amunicją zapaliły nasze pociski, a wybuch ten położył na placu, rozdarte na strzępy kawały ciała ludzkiego z kilkunastu ludzi i zabił 28 koni.


Zdjęcie opublikowane w prasie 13.03.1915.
       





























          Dalej uszkodzone zostały wozy z żywnością i paszą. W nieopisanej trwodze, rzuciły się treny rosyjskie do ucieczki naprzełaj gdzie jeno mogli. A tu jeszcze do tego zapalił nasz szrapnel leśniczówkę gdzie właśnie, według późniejszego opowiadania jeńców znajdowała się kobaterye.
          Mogliśmy już bez przeszkody umocnić nasze pozycye i spokojnie oczekiwaliśmy nadejścia nocy. Na pewno należało się spodziewać, że Rosyanie przypuszczą szturm do odebranych im pozycyi.
         Jakoś nie zawiodło oczekiwanie. Pod osłoną gęstej mgły ruszyli oni ku nam. Przypuściliśmy ich pod same niemal nasze stanowiska, a wtedy poszły w ruch nasze ręczne i maszynowe karabiny. Pomimo strasznego ognia nie cofnęli się oni jednak, ale korzystając ze znajomości tego terenu, wyzyskują każdą zasłonę naturalną, z pośród której stawiali opór, walczyli dzielnie wspierani przez nadchodzącą im ciągle rezerwę. Wtedy nie było innej rady, jeno atakiem na bagnety wykurzyć ich, zanim potrafią się lepiej okopać, ponieważ wtedy trudniej byłoby wykurzyć ich z lesistej przestrzeni.
         Hurra! Wiwat Austrya! Niech żyje cesarz! zagrzmiało jak burza w powietrzu i wkrótce skrzyżowaliśmy nasze szable z rosyjskimi. Bagnety rychło okazały się skuteczne. Nietrwało długo, a Moskale pierzchli nazad skąd przyszli. Pareset trupów, kilkuset rannych ciężko i jeńców zostało w ręku naszym. Tej nocy sąsiednia nasza grupa, odparłszy atak, przeszła sama do ataku i zajęła część wzgórza, dla utrzymania którego należało dać tam większe posiłki. A równocześnie postanowiła nasza komenda zająć pewne pasmo górskie, mające dla nas ogromnie strategiczne znaczenie. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza