wtorek, 9 listopada 2021

Śladami krwawych walk - korespondencja prasowa z roku 1915.

 Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.







Śladami krwawych walk.

Szalowa, w maju 1915.

 

W korespondencyi kwietniowej pod tytułem „Refleksye wojenne” obiecałem napisać nieco o odbudowie wsi polskiej, o zasiewach wiosennych i wpływie wojny na moralność. – Przeszkodziły mi jednak wypadki wojenne i obawa przed cenzurą, która nie pozwoliła umieścić w całości mego artykuły kwietniowego. Notatki wyjmuję z kroniki parafialnej, w której zapisuję najważniejsze wypadki i spostrzeżenia wojenne. W Wielki Piątek dnia 2 kwietnia spaliły się trzy gospodarstwa od granatu rosyjskiego, a 23 kwietnia czwarte gospodarstwo. Dn. 24 kwietnia w czasie Mszy św. pogrzebowej zaczęły gwizdać i padać granaty rosyjskie koło kościoła z jednej i drugiej strony. Po Mszy św. uciekli wszyscy ludzie z kościoła, zostały tylko dwie nieboszczki w trumnach  gospodarstwo. Dn. 24 kwietnia w czasie Mszy św. pogrzebowej zaczęły gwizdać i padać granaty rosyjskie koło kościoła z jednej i drugiej strony. Po Mszy św. uciekli wszyscy ludzie z kościoła, zostały tylko dwie nieboszczki w trumnach , które dopiero wieczorem wynieśli ludzie na cmentarz. Dzień po dniu słyszymy muzykę granatów nad wsią, żaden jednak granat, ani szrapnel nie odważył się paść na kościół, sławny ze swego stylu i rzadkiej architektonicznej piękności. Mimo niebezpieczeństwa ludziska wykonują roboty wiosenne końmi honwedów, czasem jednak i ludzie uciekają, bo uciekają konie granatami wystraszone. Dnia 28 kwietnia odszedł pułk honwedów po 3–miesięcznym pobycie, zostawiwszy po sobie dobre wspomnienie. Zasługa to pułkownika, który surowo karał wszelkie nadużyca żołnierzy. Musieli pracować koło naprawy drogi, pracowali w polu koło zasiewów, robili porządki. Na cmentarzu przed kościołem porobili ławki, tu też wystawili oryginalny pomnik. Na pniu ściętego jawora dębowy pomnik z orłem polskim i napisem z jednej strony polskim, a węgierskim z drugiej: „Niech nie zapomni potomny, że pułk honwedów 10, w karnych szeregach ścieniony, tu walczył o kraj swój ojczysty”. Napis węgierski: „Ne felejtsekel, szazadok, Ne mossak el. evek:  Itt hazczoltak, a hazaert, A 10–es, honvedek”.

Dnia 29 kwietnia przyszedł batalion 268 pułku pruskiego, poczem ogromny przemarsz wojsk, zwłaszcza w porze nocnej. Straszna całodzienna kanonada. Dn. 30 kwietnia można było odprawić majowego nabożeństwa, ludzie się nie zeszli: bo rosyjska artylerya „dzwoniła” granatami. Dnia 1 maja popołudniu ludność ucieka z domów, wyprowadzają dzieci, bydło, niosą na plecach tłumoki z bielizną, ze zbożem. Rano w niedzielę dnia 2 maja uciekają resztki ludzi z dobytkiem. O godzinie 6 rano rozpoczęła się straszna walka artyleryi. Wyszedłem prawie ostatni z domu. Biją działa, biją moździerze, ściany się trzęsą, szyby z okien wylatują. Mszy św. nie było, nie było dla kogo jej odprawiać. Tak obchodziła tutejsza parafia święto Matki Boskiej, Królowej Korony Polskiej. Może dla Polski co z tego będzie.

Ze wzniesienia obserwowałem przez kilka godzin straszne niszczycielskie działanie artyleryi na linii od Ciężkowic ku Gorlicom, pożary, słupy dymu i ziemi wylatującej w powietrze, a z nimi i rozkawałkowane ciała żołnierzy rosyjskich, znajdujących się w okopach. Tego dnia był wspaniały widok, ale grozą przejmujący zmysł oczu i słuchu, istny sąd Pański. Powróciwszy popołudniu d domu, zastałem liczny transport jeńców, dużo rannych. Kanonada się oddaliła, ludność wraca do domów, oddycha swobodniej i zabiera się do dalszych robót w polu. Mimo wytrwałości naszego wieśniaka, znaczny procent roli zostanie nieobsiany, a obszary dworskie nie obrobią ani połowy, bo brak koni i narzędzi rolniczych, nadto wiosna spóźniona i w maju panuje posucha. Pola zdeptane, zajeżdżone i granatami zryte.

Dnia 7 maja rozpoczęła swą działalność tutejsza Spółka oszczędności i pożyczek systemu Raifeisena po 6–miesięcznej przerwie. Dla ludności wycieńczonej 4–miesięczną linią bojową dostaliśmy 26 ctn. mąki, 80  ctn. owsa, i 100 ctn. metr. jęczmienia do siewu. Wszystko to mało, bo wielu nie ma co jeść, ni siać, wielu nie ma dachu nad głową. Miejmy nadzieję, że Rząd tym biedakom rychło pospieszy z wydatną pomocą. Dnia 12 maja mieliśmy sesję wójtów i posiedzenie Komitetu ratunkowego w Gorlicach przy otwartych oknach, bo całe Gorlice rozbite, przedstawiają straszny obraz zniszczenia. Jakiej trzeba pomocy dla powiatu w inwentarzu martwym i żywym, ile trzeba postawić budynków, ile dostarczyć środków żywności, by ludność wytrzymała do „nowego”, napiszę w najbliższym czasie dane statystyczne oparte na zgłoszeniach z gmin.

X. Stan. Niepokoy, dziekan.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz