OSTATNIE SZTUKI! Gorlickie w Wielkiej Wojnie 1914-1915. Wspomnienia, relacje, legendy.

piątek, 16 września 2022

Dr Ludwik Kamykowski, Marcin Kromer - artykuł prasowy z roku 1939. Część I.

 

Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.


Dr Ludwik Kamykowski, doc. Uniw. Jagiel.


Marcin Kromer

W 350-tą rocznicę śmierci: 23 marca 1589- 23 marca 1939.

Część I.


BIECZ – PARVA CRACOVIA.


Nad rzeką Ropą, na wyniosłym jej brzegu, na drodze z Gorlic do Jasła, tuż nad samym torem linji kolejowej podkarpackiej, każdy zapewne dostrzeże do dziś jeszcze okazale wznoszącą się wieżę zamkową, ale mało kto dla niej swoją podróż zatrzyma, mijając nawet bez wielkiego zainteresowania podkarpacką mieścinę, Bieczem nazwaną. A zresztą więcej nas interesują dokoła sterczące wieże szybów ropnych, więcej przykuwają oko przeskakujące ze wzgórza na wzgórze linje wysokiego napięcia, silniej szumi w uszach wicher ku przyszłości pędzącego życia, aniżeli cicha kołasynka ziemi, tulącej prochy przeszłości.

Nie zawadzi jednak czasami i tego cichego głosu posłuchać. Akord życia na tem nie straci, a może nawet zyska na swej pełni i wymowie, może pokaże się, że to tylko barwa głosu się zmieniła, a pozostał ten sam rytm bijący w takt tego samego serca. Zatrzymajmy się więc na chwilę w tej cichej podgórskiej mieścinie, która, był taki czas, dumnie parva Cracovia był nazywany. Wejdźmy na wzniesienie, a oto tam za pochyłością wzgórza wybłysną w słońcu wieże kościoła w Woli Łużańskiej, Wacława Potockiego siedzibie, a ciche miasteczko echa dalekiej przeszłości nam zaszepce.

Nic w tem dziwnego. Przecież to w XIII w. kapituły krakowskiej beneficium, które Łokietek do dóbr stołowych przyłącza, odjąwszy je biskupowi Muszkacie. Przecież na gotyckich wiązaniach fary już blisko sześć wieków znak swój położyło, przecież to i tutaj miłosierna dłoń Jadwigi fundusz dla ubogich jeszcze w r. 1373 składała, a w r. 1400 zaręczyny Jagiełły z Łokietkową prawnuką Anną święcono. Tutaj to w cieniu kościoła reformatów spoczęły na zawsze prochy Wacława Potockiego, a mieszczanin biecki do dziś pokazuje z dumą komnatę i dom, w którym przyszedł na świat największa chluba miasteczka i całe życie o mieście rodzinnym nie zapominający Marcin Kromer.


STUDJA W AKADEMJI KRAKOWSKIEJ


Było to w r. 1512; było to w czasie, kiedy wysiłkiem średniowiecza zbudowane życie miejskie wkraczało silnie w rytm życia narodowego. Kładąc podwaliny pod ośrodki naszej kultury, niosąc w darze nie tylko dostatek, ale przedewszystkiem ksiązkę polską. Jeszcze egoistyczna polityka szlachecka, karmiona pogańską ideologją humanizmu nie położyła ustawodawczego rozbratu pomiędzy miastem a szlachecką wsią, jeszcze szlachcic nie zerwał kontaktu towarzyskiego i rodzinnego nawet z mieszczaninem, jeszcze nie uważał za plamę na swym kontuszu, gdy jego córka wychodziła za mieszczańskiego synka, jak to było i w Kromerowym domu.

Przyszły biskup warmiński, autor najpopularniejszej historji polskiej, ujrzał więc światło dzienne w zamożnym domu mieszczańskim, ale nad jego kolebką nuciły mu kołysankę matczyną szlacheckie usteczka Kromerowej Czermińskiej z domu. Wychowanie odebrał staranne, skoro jako szesnastoletni chłopak mógł się zapisać 31 lipce 1528 r. do Akademji krakowskiej, w której po dwuletnich studjach otrzymuje bakalaureat nauk wyzwolonych. Gorliwe studja humanistyczne, biegłość pisania wierszy łacińskich i greckich, czyniły z młodego bakałarza pożądany nabytek dla kancelarji królewskiej, a opieka wytrawnego humanisty biskupa Chojenskiego otwierała przed nim możność dalszej karjery dyplomatycznej i kościelnej. Mając poza sobą już nie tylko ćwiczenia szkolne w poezji łacińskiej i greckiej, ale nawet obszerniejszy poemat oboim językiem napisany De adversa vaketudine elegia, po kilkoletniej pracy w kancelarji królewskiej z pomocą biskupa Chojeńskiego rusza utartym już łacińskim szlakiem na dalsze studja humanistyczne do słonecznej Italji.


KU SCHRYSTJAZNIZOWANIU HUMANIZMU


Wychowanek katolickiej akdemji, z natury i mieszczańskich skłonności zwolennik jasności i porządku, odporny był na naloty humanistycznego indywidualizmu, co to siebie miarą świata czyni. Zresztą w czasie, kiedy przybywał do Italji opadły już mocno fale poganizującego uwielbienia starożytności. Już do przeszłości należały czasy, kiedy to we florenckiej Akademji platońskiej czczono Platona na równi z chrześcijańskimi świętymi, kiedy to w kołach Pomponiusa Laetusa (1425-197) wskrzeszano pogańskie ofiary, a ogrodach Ruccellai palono kadzidła i nucono w ekstazie hymny orfickie. W miejsce ludzi takich jak Guarino da Verona, co z odrazą odwracał się od ludzi lubujących się we łzach i postach, jak Laurentius Valla, który dogmat o zmartwychwstaniu ciał, jedynie za symbol dążności człowieka do bezbrzeżnej rozkoszy uważał, jak Liliusa Gyraldusa, dla którego chrześcijańskość równała się barbarzyństwu, zaczęli się zjawiać ludzie wyraźnie dążący do schrystjanizowania humanizmu. Już nad Italją zapłonął kaznodziejski talent Savonaroli, a choć spłonął na stosie, zapalonym przez Aleksandra VI z rodu Borgiów, to przecież od tego czasu tendencje humanistyczne ulegają poważnym zmianom.

Co więcej, jest to czas, w którym około Caraffy, a w wyższym jeszcze stopniu około Loyoli zaczyna się wytwarzać zgoła nowa atmosfera, która z czasem humanistyczną na antyku wyrobioną formę wprzęgnie w służbę katolickich ideałów, co więcej, podda ją dalszym przekształceniom, dla tem lepszego wyrażenia odradzającego się życia religijnego po trydenckim soborze. Ale to będzie dopiero później. Narazie idzie o pogodzenie klasycznej formy z duchem chrześcijaństwa, a taka tendencja leży niemal w płaszczyźnie osobistych zamiłowań i upodobań Kromera.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz