wtorek, 15 października 2019

Pamiętnik austryjackiego chorążego - wspomnienia opublikowane w prasie w roku 1915.



Zachowano pisownię oryginalną. Źródło u autorów.








Pamiętnik austryjackiego chorążego.

W „Nowoje Wremla” znajdujemy przedrukowany pamiętnik wziętego do niewoli austryjackiego chorążego. Charakterystyczniejsze ustępy z pamiętnika przytaczamy:

23 grudnia (now. stylu.) Wstaliśmy o czwartej rano. Na śniadanie – kawa. Wymarsz o 7.30 do Górnej Polany. W Zborowie (po węgierskiej stronie) widać ślady spustoszenia, sprawionego przez Rosjan. Porzucone dwukołowe wózki, zwłoki końskie. Mieszkańcy, wracający do domów, znów uciekają, widząc iż żołnierze cofają się. W Dolnej Polanie niema ciepłej strawy. Wydają ser. Wymarsz o 2.30 ku Ożemnie. Marsz w błocie po kolana. Spotykamy zbiegów. Ogień. Słychać huk dział. Ludzie idą bardzo dzielnie. Jeszcze nie byli w ogniu. W Ożemnie nocuję ze swym oddziałem w chłopskiej chacie.

24. Wilija. Stanęliśmy w szeregach o 7.30, czekamy do 8.30 przy bardo zimnym wietrze. Idziemy do Krempny. Na wysokości 848 otrzymujemy rozkaz powrotu do Ożemny i wyciągnięcia z błota trenu. Na górach leży śnieg i gęsta mgła. W  Krempnie pod gołym niebem rozdano ludziom ser, poczem pomaszerowaliśmy ku Kątom. Przyszliśmy o 10.30 w nocy, śmiertelnie zmęczeni. Podczas marszu spotkaliśmy cofające się obozy, ponieważ Rosjanie prą – tylko my idziemy naprzód. W Kątach nocowaliśmy w chłopskiej chacie. Słychać było huk dział. Przygotowania do alarmu. Ból w lewem kolanie. Oto moja wilja.

25. Boże Narodzenie. O 4.30 alarm. Bataljon skoncentrował się w Kątach i ruszył naprzód. Wciąż jeszcze cofające się obozy, które zatarasowują wszystkie drogi. Pułk ułanów zbiera się w dolinie. 27 pułk piechoty cofa się. Idziemy z Kątów na wysokość 566.Odkomenderowano mnie do obsadzenia jednego wzgórza, gdzie znalazłem 97 pułk piechoty. Oddałem się pod komendę majora tego pułku i znajduję się w rezerwie. Dokoła artylerja. Cudowny widok na Żmigród, w którym są Rosjanie. Znowu mgła. Wieczorem usypaliśmy szańce i rozłożyliśmy się na nocleg. Bardzo zimno i mokro. Silny ogień rosyjski do 97 pułku.

27. Deszcz. W okopach woda. Czekaliśmy cały dzień. Bez jedzenia. Nastąpiła straszna noc. O śnie ani mowy, ponieważ wszystko było mokre. Wieczorem spadł gęsty śnieg i mgła. Temperatura -4 st. R. Nie zmrużyłem oka.   

28. Będzie bitwa. Szrapnele pękają. Na lewo gęste strzały. Atakują długie szeregi Rosjan z sześciu rezerwami. Nie możemy dłużej tu pozostawać. Posyłam do kapitana prosząc o dalsze rozkazy. Sztab batalionowy, komendant mojej kompanji i pierwsza kompanja – uciekły, nie dawszy mi znać. Wreszcie, kiedy Rosjanie byli już zupełnie blizko, kazano nam cofnąć się. Zebrałem kompanję i zaprowadziłem ją na nocleg do Ożemny. Pomęczyliśmy się strasznie, jedzenia niema. Wreszcie wyśpimy się w ciepłej izbie na gołej ziemi.

29. Wstałem o 8 godzinie.  Cofamy się do Dolnej Polany. Tu zbiera się cała kompanja i tu znajdujemy także sztab bataljonowy i komendanta kompanji. Idziemy na kwaterę do B., gdzie poraz pierwszy znajdujemy kuchnie i dostajemy jedzenie (zupę, mięso). W kwaterze pełno dragonów. Ludzie sztabu 87 pułku rekwirują słomę. Wyrzucam ich za drzwi, licząc na to, że uda mi się kupić tę słomę.

30. Wciąż jeszcze na kwaterze w B. Wreszcie moje ubranie wyschło. Kupiłem za 3 kor. Kurę i upiekłem ją wraz z feldfeblem Baumgartenem. Przyprawa – ziemniaki i słonina. Kura była trochę twarda ale zresztą wspaniała. Teraz wytrzymamy już cały tydzień. O 4 g. ogłosiłem w kompanji: Kto chce, niech idzie zbierać porzucone zapasy wojenne. Zgłosiło się 100 ludzi. Ja pozostaję tutaj. Obozy zbliżyły się, rzucamy się na słoninę, chlen, papierosy, konserwy, cukier i kawę. W nocy awantura z dragonem, którego wyrzucam z kwatery.

31. Ostatni dzień przed Nowym Rokiem. Pogoda pochmurna, ale nie zimno. Ludzie się tak najedli, że jeden mało nie pękł. Dochodzą wiadomości, iż S. jest oblężone i że Rosjanie muszą się cofnąć. Pierwsze danie: Sardynki z chlebem. 2 danie: Kura. 3 danie: zimny ryż z czekoladą. 4 danie: Herbata z rumem i ponczem, ciastka i papierosy, do 12.30 g.

3 stycznia. Noc niespokojna. Gospodyni porodziła przedwcześnie ze strachu przed Rosjanami, niemowlę wrzeszczy. Gęsi, króliki, kury, pies, kot, sztab kompanji i troje małych dzieci, wszystko w jednej izbie. Ku ogólnemu zadowoleniu na obiad ziemniaki ze słoniną.

7 stycznia na obiad ugotowałem ryż na mleku z czekoladą ku ogólnemu zadowoleniu. Jakiś żołnierz – rodem z Wiednia – zranił się, prawdopodobnie naumyślnie. Kula przeszła przez ścianę tuż koło warty. Dziś grzane wino.

10 stycznia. Spałem wspaniale. Ci Chorwaci i Galicjanie to świnie. Dziewczęta wspaniałe. Dziś rozdałem ludziom 703.70 kor. Żołdu. Sam prowadzę sprawy całej kompanji. My mamy tylko obowiązki, ale praw żadnych. Pańska gospodarka…  W nocy muszę jeszcze odkomenderować patrol dla utrzymywania kontaktu.

12 stycznia. 28 brygada otrzymała turecki zielony sztandar, aby Mahometan (mowa o Tatarach, którzy na widok zielonego sztandaru mają się poddawać) po rosyjskiej stronie zachęcić do poddawania się. Równocześnie będziemy też rozrzucali proklamację. Naprzeciw siebie May bardzo dużo mahometańskich wojsk i syberyjskie pułki. Na obiad pierwszy raz gorąca wieprzowa pieczeń z polowej kuchni trzeciej kompanji.

15. O dziesiątej zluzowano. O piątej rano silna zamieć śnieżna. Przyszliśmy do Ch. O 12.30. Po obiedzie zebranie oficerów i podoficerów. Nagana za to, że się nic nie robi. Mają być stałe zajęcia. Zaprowadza się przepustki. Niedowierzanie. Otrzymaliśmy wreszcie jedną pomarańczę, trzy jabłka, 3 cytryny, suszone owoce, figi, 4 ciastka, ćwierć litra koniaku. Tylko papierosów niema. Wieczorem zagrzaliśmy wina. Spaliśmy dobrze.

16. Od 2-4 robiliśmy chatki ze śniegu. Poczty niema.

Na tem pamiętnik się urywa. Autor pamiętnika wraz z całą kompanją dostał się do niewoli.      



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza