OSTATNIE SZTUKI! Gorlickie w Wielkiej Wojnie 1914-1915. Wspomnienia, relacje, legendy.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uniwersytet Śląski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uniwersytet Śląski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Maciej Bajorek, Pierwsza wojna światowa oczami żołnierza polskiego w armii austro-węgierskiej. Część VIII.

Na podstawie wojennej korespondencji Jana Bajorka z Rzepiennika Suchego.

List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
Lipiec 1918 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.

















 






                    Następną korespondencję odnotowujemy po długich dwóch miesiącach, na początku lipca 1918 roku. Jan pisał, że jest zdrowy i szczęśliwie wyszedł już ze szpitala po nieco dłuższym pobycie. Już nie narzekał na żadne dolegliwości zdrowotne i mógł  brać czynny udział w działaniach wojennych. Informował również rodzinę, że kolega z rodzinnej wsi, niejaki Mierzwa wyjechał na urlop do domu. To jemu należało przekazać pakunek dla Jana. Tam gdzie przebywał ceny były dosyć wysokie, nawet chleb, podstawa codziennego wyżywienia, był drogi. Prosił więc o przysłanie mu chleba, gdyż pakunku o innej zawartości mógłby nie otrzymać.
List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
20 lipca 1918 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
          W ostatnim roku Jan już nie brał aż tak aktywnego udziału w działaniach wojennych. Można przyjąć, że nie był już narażony w dużym stopniu na rany, bądź ewentualną utratę życia na froncie. Dzięki mniej wzmożonemu udziałowi w wojnie, mógł utrzymywać  niemal codzienny korespondencyjny kontakt z pełną obaw rodziną. Jan napisał nieco dłuższy i zdecydowanie bardziej utrzymany w optymistycznym tonie list do matki, Wiktorii, datowany na 20 lipca 1918 roku.  Pisał w nim, iż nie bierze aktualnie aktywnego udziału w działaniach czysto wojskowych. Jego bieżący przydział był na tyłach armii. Dzięki temu zyskał sposobność na częstszą korespondencję, z której bez wątpienia będzie korzystał. Aktualnie mógł pisywać listy codziennie. Postara się wysyłać rodzinie regularne informacje o swoim wojennym powodzeniu. Jan jedynie nieco ubolewał nad faktem, że przez okres dwóch tygodni nie otrzymał z rodzinnego domu żadnego listu, kartki, z których mógłby zaczerpnąć informacji o bieżącej sytuacji w domu. On oczywiście rozumiał brak korespondencji, gdyż w porze letniej na wsi jest wzmożony okres prac rolniczych, przede wszystkim żniw. Był bardzo zmartwiony faktem, że już kolejny rok nie może w nich wziąć udziału. Praca w gospodarstwie rolnym w tym okresie była wyjątkowo trudna, ciężka i czasochłonna, a on jako sumienny człowiek i bardzo dobry gospodarz, poczuwał się do obowiązku pracy na rodzinnej ziemi. Chciał otrzymać rychłą informacje o tempie i rodzaju prac w żniwach. Intrygował go fakt samych warunków pogodowych, które bez wątpienia mają niemal najważniejszy wpływ na efektywność rolniczego rzemiosła. Jan prosił o wysłanie mu chociaż jednego bochenka chleba, który był dla niego bardzo zbawienny w tym czasie. O samych działaniach wojennych nie wspominał wiele, jedynie, że granaty ciągle gwiżdżą. Na warunki pogodowe w aktualnym miejscu stacjonowania nie narzekał, gdyż od niemal tygodnia cieszyli się piękną, słoneczną pogodą o temperaturach bardzo letnich.
               Już 27 lipca wysyła kolejny list do mamy, gdyż otrzymał list z rodzinnego domu i pakunek, o który gorączkowo zabiegał. W tym pakunku było wiele artykułów żywieniowych, z których był niezwykle uradowany. Wojenna droga owej paczki wyniosła aż 10 dni, co nie było bez znaczenia dla stanu poszczególnych artykułów.  Były w nim 3 kawałki suchego chleba, większa racja cukru i kawałek słoniny. Niestety, chleb wskutek obcowania ze słoniną, uległ zepsuciu. Na szczęście pozostał jadalny, co miało duże znaczenie dla strudzonego wojenną tułaczką żołnierza wykończonej armii Austro-Węgier. Jan bardzo dziękował za otrzymany pakunek, który bez wątpienia pomógł mu w przeżyciu kolejnych ciężkich wojennych dni.


List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
27 lipca 1918 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
























                     Ostatnie półrocze wojennej korespondencji Jana z rodziną nie zawiera żadnych ważnych informacji. Jan pisał w listach o swoim szczęśliwym wojennym powodzeniu i dobrych warunkach pogodowych. W każdym liście pozdrawiał rodzinę i dziękował za kolejne listy bądź kartki, z których dowiadywał się regularnie o sytuacji  w domu i rodzinnej miejscowości. Oczywiście dziękował też za skromne pakunki, który były mu niezbędne w przeżyciu trudów Wielkiej Wojny.

                    Do tej pory przedstawiłem jedynie listy, które szeregowy Jan Bajorek wysyłał do rodzinnego domu. Niestety, wskutek wojennych działań bądź innych okoliczności, rodzina Jana nie jest już w posiadaniu korespondencji, którą Jan na wojnie otrzymywał z rodzinnego domu.


Fragmenty pracy licencjackiej napisanej pod kierunkiem dr. hab. Dariusza Nawrota, obronionej w Instytucie Historii Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach w roku 2013.





poniedziałek, 7 marca 2016

Maciej Bajorek, Pierwsza wojna światowa oczami żołnierza polskiego w armii austro-węgierskiej. Część VII.

Na podstawie wojennej korespondencji Jana Bajorka z Rzepiennika Suchego.

              20 stycznia 1918 r. Jan wysłał list do mamy, Wiktorii, który należy uznać za jeden z najciekawszych elementów korespondencyjnych całej wojny wychodzących spod jego pióra. Nie brakowało w nim ciekawych metafor, porównań, barwnych opisów spotkanych osób czy po prostu własnych spostrzeżeń na temat otaczającej rzeczywistości. Naprawdę spore rozbawienie i uśmiech na twarzy wywołał we mnie fragment, że „chłopy warkocze pletą a baby w czopkach, a zamiast spódnic to się deka okrąca”. Najwyraźniej Jan zastał tam zupełnie inną kulturę, która wprowadziła go w prawdziwe osłupienie. Prosty, galicyjski chłop poznał ludzi żyjących w skrajnie różnych uwarunkowaniach, które były dla niego nie do pojęcia. Przypuszczam, że spojrzał na tamtejszych mieszkańców z niemałym zdziwieniem i zażenowaniem. Galicyjska wieś przełomu wieków była bardzo konserwatywna i raczej niechętna jakimkolwiek obcym wpływom kulturowym. Jan wcześniej nie miał styczności z tego typu ludźmi, których zachowanie, styl ubierania i życia były zupełnie odmienne. Z dużym rozbawieniem Jan opisał pewnego chłopa z tamtych terenów, który jak „uwidział” tramwaj, to się pytał co to za wóz co ma dyszel na dachu. Nie mamy prawa się dziwić konsternacji samego Jana, jak i zachowaniu tego człowieka, który z tramwajem miał kontakt pierwszy raz w życiu.  Dużym poruszeniem dla Jana był zupełnie inny model preferowanego przez tutejszych ludzi ubioru, gdzie kożuchy to tak „baby jak i chłopy wdziewają do góry kłakami i tak chodzą”. O wiele ważniejszym dla nas opisem jest ten, w którym Jan poświęcił sporo miejsca dla tutejszych domostw, gospodarstw wiejskich czy charakteru rzemiosła rolniczego spotkanych na tym terenie ludzi. Bez wątpienia z dużym smutkiem przyjął on fakt skromności napotkanych domów – „a zamiast bydła i świni to chowają psy”. Przecież jego rodzinny dom  również nie należał do najbogatszych, a wręcz panowała w nim często bieda. Jeśli już Jan był poruszony skromnością, a wręcz skrajnie ubogą sytuacją w zastanych domostwach, to faktycznie ich stan był na bardzo, bardzo niskim poziomie.

List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
20 stycznia 1918 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka. 

                 Osobiście naprawdę byłem pod dużym wrażeniem tych opisów. Urzekły mnie barwnością i zwykłym ludzkim współczuciem, dzięki któremu Jan potrafił w tak odpowiedni sposób oddać opis i charakter napotkanej rzeczywistości. Możemy wiele wywnioskować z tego listu, gdyż chyba po raz pierwszy Jan w tak niezwykle unikalny sposób opisał wszystko, z najmniejszymi szczegółami, którym nie było brak osobistych spostrzeżeń i uczuć. Jestem troszkę zmartwiony faktem, że Jan nie pokusił się o kolejne barwne opisy, gdyż czytało i interpretowało się je znakomicie, z dużą dozą humoru i uśmiechu na ustach.  W końcowej części listu Jan prosił o nadanie mu skromnego pakunku, który w bieżącej sytuacji był mu wręcz niezbędny. Ostatni rok wojny był tym najgorszym pod każdym względem w cesarsko-królewskiej armii, szczególnie aprowizacyjnym. Z tego powodu Jan prosił o przysłanie mu również dodatkowych pieniężnych kwot, które bez wątpienia uratowałyby mu życie. Niestety, aktualnie żołnierze cierpieli na spory niedostatek i szeroko pojętą biedę. Ten czas był wyjątkowo ciężki do przetrwania, gdy utrata życia nie musiała nastąpić jedynie w ogniu wrogiej armii. Sam Jan nie narzekał na problemy zdrowotne. Jednak po wnikliwszej interpretacji listu można dojść do niepokojących wniosków, że jego życie wisiało na przysłowiowym włosku. Nie wiadomo było, co go czeka w najbliższych miesiącach, dniach czy nawet godzinach.


List Jana Bajorka do brata Wojciecha.
31 stycznia 1918 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.

                 31 stycznia Jan odpisał na list swojego brata Wojciecha, który właśnie został mu doręczony. Był on niezwykle treściwy, gdzie Wojciech opisał dokładnie swoje powodzenie, jak i zdrowie, na które nie musiał na szczęście narzekać. Sam Jan również nie narzekał na kwestie zdrowotne, a powodzenie było po prostu wojenne. W aktualnym miejscu stacjonowania jego kompanii warunki pogodowe były dosyć dobre, temperatura jak na tę zimową porę roku była nawet wysoka. Nad samym wojennym czasem Jan teraz nie ubolewał, gdyż najprawdopodobniej nie znajdował się na pierwszej linii frontu, gdzie o kulę nieprzyjaciela nietrudno. Wojciech w swym liście opisał dokładnie ślub i skromne przyjęcie weselne krewnego, na którym szczęśliwie świętował. Jan był niezwykle uradowany, że pomimo trudów wojennych odbywały się przyjęcia weselne, gdzie najbliższa rodzina bawi się i pije za zdrowie szczęśliwej młodej pary, która wkraczała na nową, niełatwą drogę życia. Jan prosił brata, aby dowiedział się o przydział wojenny kolegi, nazwiskiem Ryndak. Być może ten wojenny towarzysz broni z rodzinnej miejscowości przebywał na urlopie, a on chciał się z nim w korespondencyjny sposób skontaktować. Pytał również o wojenny przydział i dokładny adres innego kolegi, Jaśka Bolcyka. Najciekawszym elementem tego listu był fragment, gdzie Jan w osobliwy sposób informował brata o śmierci towarzysza broni z dalszej miejscowości. Prosił go w nim, aby dziewczynie tego żołnierza przekazać, że niestety, pożegnał się z życiem- „teraz powiedz Piekarzonce niech już nie pisze do tego Fryndy z Łużnej, bo jest zabity”. Naprawdę w  dość specyficzny sposób Jan poinformował nieszczęśliwą dziewczynę o śmierci ukochanego mężczyzny, za którym tak tęskniła i wyczekiwała na jego szczęśliwy powrót. Dowiadujemy się także, że dwaj inni dalsi znajomi, Kozien i Dudka z Sitnicy zostali poważnie ranni i szybko zostali przetransportowani do polowego szpitala, gdzie lekarze czynili usilne starania, aby uratować im życie. Śmierć Fryndy z Łużnej i rany dwóch kolegów miały miejsce podczas bitwy 16 stycznia. Jan starał się optymistycznie zakończyć długi list nieśmiałą obietnicą, że upragniony czasowy urlop być może dostanie w kwietniu na Święta Zmartwychwstania Pańskiego. Bardzo na to czekał i modlił się codziennie o wojenne powodzenie i rychłe spotkanie z rodziną w domu.
List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
3 maja 1918 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
               3 maja, w rocznicę Konstytucji Polskiej, Jan zaadresował list do mamy, Wiktorii, w którym podał kilka dokładnych informacji o swojej aktualnej sytuacji i położeniu. Mianowicie jego kompania właśnie zmieniła swoje miejsce stacjonowania i front. Aktualnie została skierowana nad Pawię do dalekiej Italii. Niestety, Jan odczuwał pewne zdrowotne trudności. Prosto z wojennego pociągu udał się do frontowego szpitala, w celu zaleczenia wojennych obrażeń. Nie można określić przybliżonego czasu przebywania Jana na przymusowej hospitalizacji. Snuł przypuszczenia, że najprawdopodobniej rany te nie były aż tak tragiczne w skutkach, aby leczenie trwało dłużej niż okres jednego tygodnia. Ze względów ingerencji cenzuralnej nie mógł podać szczegółowych danych na temat swojego stanu zdrowia. Również celowo starał się przemilczeć wojenne kwestie jego jednostki wojskowej. Wspomina jedynie o głośnym i częstym huku dział artyleryjskich. Na tej podstawie można dojść do wniosku, że walki na froncie włoskim w tamtym czasie były wyjątkowo zacięte.

             Kolejny list notujemy do matki już zaledwie tydzień później, 8 maja 1918 roku. Jan informował w nim, że nadal musi przebywać w szpitalu. O swoim powodzeniu niewiele wspomina, ale nie było najgorzej i raczej nie miał prawa narzekać na względne warunki hospitalizacji. Za ten tygodniowy pobyt w szpitalu otrzymał pewien rodzaj zadośćuczynienia w formie żołdu w wysokości 50 koron. Aktualne warunki aprowizacyjne w jego kompanii były złe, a nawet bardzo złe. Niewiele można było już kupić, nawet niezbędnych rzeczy.  Szczególnie wino już nie było dostępne. Cena tabaki do fajki z bukowym liściem sięgała już niemałej kwoty, 5 koron. Bez wątpienia ten list był utrzymany raczej w smutnym tonie, a warunki na froncie włoskim były naprawdę nieciekawe. 

List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
8 maja 1918 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.


Fragmenty pracy licencjackiej napisanej pod kierunkiem dr. hab. Dariusza Nawrota, obronionej w Instytucie Historii Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach w roku 2013.




poniedziałek, 1 lutego 2016

Maciej Bajorek, Pierwsza wojna światowa oczami żołnierza polskiego w armii austro-węgierskiej. Część VI.

Na podstawie wojennej korespondencji Jana Bajorka z Rzepiennika Suchego.

Jan Bajorek (po lewej) na froncie włoskim - rok 1917.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.

























                 Dopiero po dwóch miesiącach, we wrześniu 1917 r.,  Jan zyskał sposobność na wysłanie listu do brata, Wojciecha. Jest to bardzo krótki list, z którego dowiadujemy się, że przez te 2 miesiące możliwość nadania i przyjmowania korespondencji była utrudniona. Jan pisał teraz z prośbą o nadesłanie mu wiadomości o aktualnej sytuacji w rodzinnej miejscowości. Sam nie posiadał żadnych, ważnych informacji, którymi mógłby się z rodziną podzielić.
                W połowie października Jan zaadresował list do mamy, Wiktorii. Był on troszkę bardziej treściwy, ale nie można go w pełni odczytać. Mamy w nim widoczną ingerencję organu cenzuralnego, który większą część listu zamazał. Najprawdopodobniej Jan podał  informacje nieodpowiednie do przekazania rodzinie. W zamazanej części listu widoczny jest początek, z którego domniemywam, iż Jan zamierzał podać informacje o dokładniejszej dyslokacji jego jednostki wojskowej i przybliżonych planów zaczepnych na następne dni. Bez wątpienia szeregowy żołnierz nie miał dostępu do ważnych informacji o charakterze strategicznym i nie mógł się nimi podzielić.  Jednak z powodów wojskowych żadna, nawet najmniejsza informacja o dyslokacji i planach danej jednostki nie mogła zostać podana w liście czy jakkolwiek „wypłynąć” na zewnątrz. Po zamazanej części listu, Jan wspominał o tym, że nie był pewien swojego dalszego, wojennego bytu. Między wierszami daje do zrozumienia, że sytuacja na froncie jest bardzo niebezpieczna. Najprawdopodobniej jego jednostka brała, bądź będzie brała  w najbliższym czasie, udział w dużych działaniach wojskowych. Jan obawiał się, że może ich nie przeżyć. Jako gorliwy Chrześcijanin wierzył w boską opatrzność, która nad nim czuwa. Żadnych pakunków nie należało mu teraz wysyłać, gdyż  z powodów czysto wojskowych (zamazana część listu) nie może ich otrzymać. Prosił również o wysłanie mu szybkiej odpowiedzi i poinformowanie go o sytuacji w domu. Mówił o tym, że teraz nastała sposobność do częstszej korespondencji, z której byłby bardzo zadowolony.
              Niedługo po Wszystkich Świętych Jan napisał do wcześniej wspomnianego już wujka, brata mamy, Jana Romana. Informował go, że aktualnie nie narzeka na problemy zdrowotne, które we wcześniejszych wojennych okresach dawały mu się we znaki. Wspominał po raz kolejny o przewrotności wojennego powodzenia, które do tej pory szczęśliwie mu dopisywało. Mówił o aktualnych warunkach pogodowych w miejscu stacjonowania. Na szczęście zimy i opadów śnieżnych jeszcze nie było, jedynie drobne przymrozki, które nie przeszkadzały żołnierzom w jakimś dużym stopniu. Sam ton i zawartość treściowa listu może znaczyć o tym, że był odpowiedzią na wcześniejszy list wujka do Jana. Jan doskonale orientował się w bieżącej sytuacji w domu i gospodarstwie wujostwa. Był świadomy również tego, że sytuacja aprowizacyjna w rodzinnej miejscowości nie była dobra, a sama pogoda też się dawała we znaki, bo zima zaczęła się szybciej niż zwykle. Szkoda, że możemy tylko interpretować listy Jana do poszczególnych członków rodziny, a tych do niego adresowanych nie można było zdobyć. 
                  W liście do mamy, Wiktorii z końcowych dni miesiąca listopada, niewiele się dowiadujemy. Jan dziękował za otrzymane kartki od różnych członków rodziny. Był z tego powodu bardzo uradowany i usatysfakcjonowany, gdyż przez dłuższy czas nie miał żadnych, większych informacji o sprawach w rodzinnym domu czy też w miejscowości. Sam pisał tylko o tym, że był zdrowy, nie miał prawa na nic narzekać, a powodzenie wojenne było niepewne.


List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
5 listopada 1917 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.

                Najdłuższym i najbardziej treściwym listem z 1917 roku był ten wysłany z aktualnego miejsca stacjonowania jego kompanii, 5 listopada z Karyntii. Zaadresowany został do osoby najbliższej sercu strudzonego wojennym życiem Jana, do mamy, Wiktorii. Ów list był odpowiedzią na wcześniejszy nadesłany do Jana z rodzinnego domu. Nurtowały go kwestie zdrowotne najbliższych, gdyż zdarzenia wojenne były nieobliczalne i nie do przewidzenia nawet poza linią frontu. Był wręcz pełen utrapienia i strachu o rodzinę. Dłuższy czas nie otrzymywał od nich żadnych informacji, więc ta sytuacja wprowadziła go w spore zaniepokojenie. Wreszcie po paru miesiącach oczekiwania, otrzymał upragniony list i bezcenny pakunek, za który serdecznie dziękował. Opisał dokładnie zawartość tegoż pakunku. Zawierał on koszulę, gacie, kiełbasy, ciastko i czekolady. Na podstawie zawartości tej paczki można wywnioskować, że w tamtym okresie były spore problemy z podstawowym odzieniem dla żołnierzy. Bez wątpienia też miał wpływ na to fakt jesiennej pory roku, która wymagała solidniejszych, grubszych ubrań. Wraz z pakunkiem Jan otrzymał dodatkową kartkę od brata, Wojciecha. Z jej treści był szczególnie zadowolony, gdyż była najbogatsza w różnorakie informacje i szczegóły z rodzinnego domu.  Jan poinformował rodzinę, że jego kolega z kompanii i rodzinnej miejscowości, Knyblik, otrzymał czasową przepustkę z wojska i przebywa na urlopie. Dzięki temu zaistniała możliwość przekazania Janowi przez kolegę niezbędnych rzeczy. Prosił o przysłanie mu kilku kartek od poszczególnych członków bliższej i dalszej rodziny, w których szczegółowo dowie się o ich bieżącej sytuacji. Jan wspominał też o potrzebie dostarczenia mu pewnych ilości jedzenia, w tym szczególnie dwóch białych serów. Dodatkowo zwracał się z prośbą o zlecenie sąsiadowi, a zarazem jedynemu miejscowemu krawcowi, Klimkowi, „wyszycia” dla Jana morowych rękawic bez palców. Były one niezbędne przy bieżących pracach, które wedle rozkazu musiał wykonywać. Z powodu intensywności tychże prac ulegały one szybkiemu zniszczeniu, a bez nich trud wykonywanych czynności był zdecydowanie większy.  Jan byłby niezwykle uradowany i wdzięczny, gdyby ową prośbę udało się spełnić. Jedynie bielizny nie trzeba było mu dostarczyć, gdyż na jej brak nie mógł narzekać, a wręcz posiadał ją w ilości przewyższającej jego potrzeby.  Na tym kończyły się jego prośby o zawartość pakunku, który mu kolega dostarczy, gdy skończy swój urlop. Jan przypominał rodzinie, że istniała możliwość pobierania pewnych środków finansowych za jego udział w wojnie światowej i służbę w cesarsko-królewskiej armii. Był żywo zainteresowany tym, czy rodzina skorzystała z takiego przywileju.
                Z korespondencji z wujem, Janem Romanem, można wywnioskować, że szeregowy Jan Bajorek był z nim bardzo związany. Pytał matkę o aktualną sytuację w domu wujostwa i jego gospodarstwie. Był zainteresowany posiadanym przez Jana Romana koniem. Jan pytał o kolegę z wojennej niedoli, Karasia, również zamieszkującego Rzepiennik. Od dłuższego czasu nie miał z nim żadnego kontaktu. Wyrażał obawę o życie kolegi i prosił o jakiekolwiek informacje na jego temat. Jan wzniecił niewielki promyk nadziei na rychłe spotkanie z rodziną, gdyż usilnie starał się o przepustkę na czas Świąt Wielkanocnych. Owszem, była to bardzo odległa czasowo perspektywa, ale szansy na, nawet krótki, powrót do rodzinnego domu nie należało zaprzepaścić. Jan był uradowany z faktu, że udało mu się odnowić korespondencyjny kontakt z kolegą, wspomnianym już Jaśkiem Hołdą. Pisywali do siebie często i na bieżąco informowali o swoich wojennych losach. Jan jako dobry i przykładny gospodarz wyrażał zainteresowanie kwestiami ekonomicznymi w rodzinnym gospodarstwie rolnym. Pytał o spłatę nadanego podatku dla gospodarstwa, który musiał być uiszczony w danym terminie. Chciał też otrzymać informację o ilości zabranego zboża. Każda rodzina musiała oddawać pewien kontyngent zbożowy na poczet należności dla Austro-Węgier. Wraz z biegiem wojny ta ilość się zwiększała i w coraz poważniejszym stopniu skutkowała zubożeniem chłopskiej ludności. Dla Jana kwestie te nie były obojętne i prosił o rychłą odpowiedź na zadane pytania. 


List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
30 grudnia 1917 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka. 


               W przedostatni dzień roku 1917 Jan zaadresował list do mamy, Wiktorii. Był on bardzo krótki, jednakże można znaleźć w nim kilka dokładnych, ważnych informacji. Oczywiście Jan wspominał o swoim, jeszcze dobrym zdrowiu i wojennej doli. Ważnym do odnotowania był fakt, że Jan przekazał list i pewien pakunek koledze z sąsiedniej, oddalonej kilka kilometrów od rodzinnego Rzepiennika miejscowości, który właśnie otrzymał krótki czasowy urlop i w pierwszych dniach nowego roku miał wrócić do domu. Jan nalegał, aby jak najprędzej się z nim skontaktować i odebrać list oraz pakunek od wspomnianego Witka z Marciszowy. Tym krótkim listem zakończyła się korespondencja szeregowego Jana Bajorka w 1917 roku.


Fragmenty pracy licencjackiej napisanej pod kierunkiem dr. hab. Dariusza Nawrota, obronionej w Instytucie Historii Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach w roku 2013.




poniedziałek, 28 grudnia 2015

Maciej Bajorek, Pierwsza wojna światowa oczami żołnierza polskiego w armii austro-węgierskiej. Część V.

List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
23 lutego 1917 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
Na podstawie wojennej korespondencji Jana Bajorka z Rzepiennika Suchego.

            Na kolejny list rodzina musiała długo czekać. Jan przeniósł się ze swoją kompanią do Tyrolu. Stamtąd napisał dopiero 23  lutego 1917 roku, po długich czterech miesiącach bez korespondencji. Wcześniej otrzymał od brata, Wojciecha list, z którego dowiedział się o rodzinnym zdrowiu i powodzeniu. Sam Jan był teraz zdrowy, ale jego powodzenie było ściśle związane z działaniami wojennymi. Jednego dnia żył, ale w każdej chwili mogła go dopaść śmierć z rąk nieprzyjaciela. Jan miał szczęście, iż aktualnie służył z kuzynem, Bernardem, choć w innej kompanii, ale mieli okazję do sporadycznych spotkań. Jan był pytany we wcześniejszym liście o możliwość otrzymania czasowego urlopu. Owszem starał się o niego. Niestety, bez rezultatu. Nie mógł również nadać ani otrzymać żadnego pakunku. Warunki wojenne były na tyle ciężkie, że urlop i paczki są aktualnie zawieszone. Tym smutnym akcentem Jan kończył swój list i prosił o prędki odpis.
List Jana Bajorka do brata Wojciecha.
28 lutego 1917 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
             Zaledwie 5 dni później, 28 lutego, Jan wysłał list do brata, Wojciecha. Informował w nim, że jego zdrowie było na zadowalającym poziomie. O samym powodzeniu wojennym wspominał, że nigdy na wojnie nic nie wiadomo. Dowiadujemy się, że w aktualnym miejscu, gdzie przebywa, sroga zima ustąpiła. Właśnie można zaobserwować zmianę pogody na wiosenną, zdecydowanie cieplejszą i ładniejszą. Jan nieco ubolewał nad faktem, że nie ma obok siebie zbyt wielu znajomych z rodzinnych stron. Wymieniał parę nazwisk osób, które raczej słabo znał i nie utrzymywał z nimi bliskiego kontaktu przed wojną. Jan prosił o prędki odpis na ten list. Chciał się dowiedzieć o aktualnej sytuacji w domu i w rodzinnej miejscowości .
             3 marca zaadresowany został kolejny list do rodzinnego domu, tym razem do matki, Wiktorii. Widocznie działania wojenne nie były tak intensywne w tym czasie, jeśli Jan mógł sobie pozwolić na tak częstą korespondencję.  Ostatnia wiadomość o nastaniu wiosny była przedwczesna. W międzyczasie nastąpił powrót srogiej zimy, która w dużym stopniu skomplikowała i utrudniła warunki frontowe i aprowizacyjne.  Jan prosił rodzinę o podanie dokładnych informacji na temat bieżącej sytuacji w rodzinnym gospodarstwie rolnym. Najbardziej interesowały go kwestie ilości bydła. Niemniej istotnym faktem był jaki kontyngent zboża i  ziemniaków rodzina musiała oddać na potrzeby wojenne państwa austro-węgierskiego. Jan informował rodzinę, iż można było już wysyłać paczki do żołnierzy. W sposób nieco nieśmiały prosił o wysłanie mu niewielkiego pakunku. Niestety, w najbliższym czasie Jan urlopu nie otrzyma. Być może wróci na krótki czas do rodzinnego domu jesienią na czasową przepustkę, jeśli tylko Bóg pozwoli. Jan dziękował Bogu, że jeszcze jest mu dane chodzić po tym świecie. Przez te lata wojny jego życie było nie raz i nie dwa narażone na niebezpieczeństwo pożegnania się z ziemskim żywotem. Bez wątpienia Bóg miał Jana w opiece i ten miał nadzieję, że szczęśliwie powróci do rodzinnego domu.

List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
3 marca 1917 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.


             

                W tym okresie Jan miał możliwość prowadzenia częstszej korespondencji, z której chętnie korzystał.
List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
10 marca 1917 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
Już 10 marca wysłał  nieco krótszy list do mamy, Wiktorii. Dowiadujemy się, że otrzymał odpis na swój poprzedni list, z którego dowiedział się o aktualnej sytuacji zdrowotno-życiowej w rodzinnym domu. Jan również był zdrowy, a powodzenie jak na wojnie. Dzisiaj żyje, ale nie mógł być niczego pewien. Informował rodzinę, że od 28 marca można adresować pakunki, na który on też po cichu liczył. W miejscu, gdzie Jan przebywał, powoli zaczyna przychodzić wiosna. W liście czytamy o zmianach pogody, ale już sytuacja zdaje się stabilizować. Wraz z wiosną nadeszły obfite opady deszczu. Jan trochę narzekał na duże ilości błota,  do którego ciężko się przyzwyczaić . 
Dużą zmianą w korespondencji był list do brata matki, Jana Romana. Podobnie jak w poprzednich listach, Jan pisał „ujkowi” o warunkach pogodowych i swoich kwestiach zdrowotnych. Było mu smutno, gdyż dawno nie miał żadnego kontaktu z kolegami z rodzinnym stron, którzy również dzielili wojenny trud. Jan wyrażał pewne nadzieje, że być może uda mu się otrzymać urlop na czas rolniczych żniw latem. Jeszcze nie wiadomo czy władze jednostki wojskowej podejmą decyzję o przydzieleniu szeregowym żołnierzom letnich przepustek do domów. Jan swój letni urlop uzależniał również od boskiej opatrzności, która czuwała nad jego wojennymi losami. Jan pisał do wujka również po to, aby dowiedzieć się o bieżącej sytuacji w ich domu i gospodarstwie rolnym. Pytał wujka i ciotkę o ilość koni w gospodarstwie i charakter aktualnych robót polowych. Ciekawiło go, czy pogoda pozwala na rozpoczęcie sezonowych robót rolniczych. List kończył  pozdrowieniem wujostwa, ich rodziny i najbliższych znajomych. 
List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
12 czerwca 1917 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
              Niemałym zdziwieniem zareagowałem na fakt dłuższej przerwy w korespondencji z rodziną.  Dopiero po długich trzech miesiącach Jan zaadresował list do matki, Wiktorii. Dowiadujemy się z niego, że Jan otrzymał krótki czasowy urlop w maju 1917 roku. W tym czasie pomagał rodzinie na gospodarstwie, gdzie wiosenne prace wchodziły w decydujący etap. Mówił o tym, że droga z urlopu nie należała do najłatwiejszych, ale dotarł szczęśliwie do odpowiedniej jednostki wojskowej. Z domu otrzymał pewną ilość pakunków, które były mu niezbędne do przeżycia wojennej doli i niedoli. Niestety, nie wszystko mógł ze sobą wziąć i pewne rzeczy musiał odesłać z powrotem do rodzinnego domu. Jan mówił, że aktualnie byli w fazie zmiany miejsca przydziału wojskowego i niebawem poinformuje rodzinę o tym nowym miejscu.
             Pod koniec czerwca Jan wysłał kolejny krótki list do matki, Wiktorii. Napotkałem na pewne problemy w jego interpretacji. Jan pisał w nim, że w ostatnim czasie otrzymał list od pewnej krewnej wraz z pewnym pakunkiem, który był mu w tym czasie wręcz niezbędny do przeżycia.  Niestety, sam list zachował się w dość marnym stanie i nie można odczytać imienia osoby wspomnianej przez Jana. Wiadomo, że z tego wcześniejszego listu dowiedział się o aktualnej sytuacji w domu i kwestiach zdrowotnych poszczególnych członków najbliższej rodziny. U samego Jana sytuacja wyglądała dobrze. Był zdrowy, nie narzekał na nic, bo już zdążył się przyzwyczaić do wojennych trudności. Dowiadujemy się, że pogodę mieli tam bardzo dobrą pod względem wysokości temperatury. Jedynie deszcze mogłyby nieco ustąpić.


List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
13 lipca 1917 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.


         W połowie miesiąca lipca Jan wysłał list do mamy. Nie narzekał w nim na swoje wojenne powodzenie, gdyż jeszcze żył i był względnie zdrowy. Narzekał jedynie na tęsknotę za rodzinnym domem, z którego w ostatnim czasie nie dostawał zbyt wielu listów. Był żywo zainteresowany sprawami rodzinnymi, a nie miał możliwości, aby się o nich dowiedzieć. Prosił matkę o częstszą korespondencję, bo chciał mieć chociaż częściowy ogląd aktualnej sytuacji w domu. Jan wspominał o pięknej pogodzie, bez deszczu, ale z niskimi odczuwalnymi temperaturami. Uspokajał rodzinę, że aktualnie nic ciekawego się nie dzieje i niebezpieczeństwo utraty życia jest mniejsze. 

Fragmenty pracy licencjackiej napisanej pod kierunkiem dr. hab. Dariusza Nawrota, obronionej w Instytucie Historii Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach w roku 2013.




piątek, 20 listopada 2015

Maciej Bajorek, Pierwsza wojna światowa oczami żołnierza polskiego w armii austro-węgierskiej. Część IV.



List Jana Bajorka do matki Wiktorii 6 czerwca 1916 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.

Na podstawie wojennej korespondencji Jana Bajorka z Rzepiennika Suchego.

          Kolejny list z 1916 r. został zaadresowany 6 czerwca do matki. Dowiadujemy się z niego, że Jan szczęśliwie otrzymał obiecany pakunek. Szedł on aż 18 dni, ale znalazł się w rękach adresata w nienaruszonym stanie. Jan pisał o tym, że teraz poczta zdecydowanie lepiej działa i coraz więcej niemałych pakunków trafia do żołnierzy. On z otrzymanej przesyłki był bardzo zadowolony i w pełni mu ona wystarczy na pewien okres czasu. Najprawdopodobniej Jan znalazł się teraz ponownie na froncie włoskim Wielkiej Wojny. Mówił o tym, że w miejscu gdzie aktualnie przebywa,  jest już wiosna, ale w większych dolinach i górach nadal jest duży śnieg. Wspominał również o tym, że niepotrzebny mu kolejny pakunek, o którym mama wspominała w swoim liście. Jan mówił o szczęśliwym nawiązaniu kontaktu z przyjacielem, Jaśkiem Hołdą, z którymi wymienili się informacjami dotyczącymi warunków życia w swoich oddziałach. Zwracał się również z prośbą modlitwy do Boga o lepszą dolę dla niego. Najpewniej był zaniepokojony sytuacją na froncie i obawiał się o swoje życie coraz bardziej .
List Jana Bajorka do matki Wiktorii 22 czerwca 1916 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
             22 czerwca 1916 roku napisał do mamy dłuższy list, w którym dzielił się z rodziną wieloma ważnymi faktami. Streszczał w nim kilka spraw, które były dla niego i rodziny wręcz niecierpiące zwłoki. Jan, jako przykładny rolnik i gospodarz, był osobiście zainteresowany sprawami rolniczego rzemiosła, które w miesiącach letnich wchodzi w decydującą fazę. Prosił mamę o udzielenie informacji o terminie żniw, kondycji żyta i pszenicy. Niemniej ważnym faktem była ilość posiadanego gruntu przez rodzinę Bajorków. Mianowicie Jan informował mamę, iż istniała możliwość otrzymania czasowej przepustki z wojska dla niego. W tym celu należy się udać do miejscowego wójta. W przypadku dużej ilości pola ornego i niewystarczającej ilości osób do pracy, Jan mógł otrzymać takową przepustkę. Nie ukrywał, że bardzo na to liczył. Nie myślał o tym z pobudek osobistych, mam tu na myśli uniknięcie dalszego aktywnego udziału w działaniach zbrojnych. Jan martwił się o swoją rodzinę. Chciał pomóc im w tym najważniejszym etapie w gospodarstwie, w żniwach. Był on świadomym obowiązku rolnikiem, który poczuwał się do odpowiedzialności za swoją rodzinę. Jan również informował, że w przypadku nie otrzymania takowej przepustki, zostanie skierowany do 4. batalionu, który w ostatnim czasie stacjonował w Bośni. Nie ukrywał, że wolał tego uniknąć i powrócić w rodzinne strony na czas ciężkich robót polowych, których się nie bał. Ponadto w tym liście Jan informował rodzinę, iż spotkał się „ze swoimi ludźmi”, Karasiem, Brędalem i „wszystkimi innymi”. Wyżej wymienieni koledzy zostali skierowani w najbliższych dniach na wojenny front. Natomiast inny kolega, Tomek z Golanki odniósł pewne rany i musiał iść do szpitala.  Jan również mówił o listownym kontakcie ze wspomnianą już koleżanką, Stefką. Przysłała mu medalik, z którego był niezwykle uradowany. Jan był osobą bardzo religijną, dla której Bóg był wartością największą. Miał nadzieję, że ów medalik przyniesie mu szczęście w wojennej tułaczce. Prosił o prędki odpis, gdyż sprawy gruntu, żniw i tymczasowej przepustki należą do tych najbardziej pilnych. 


List Jana Bajorka do matki Wiktorii 22 czerwca 1916 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.






















              Następny ważny list od Jana Bajorka do rodziny był adresowany ze wschodniego frontu działań wojennych. 22 lipca pisał z nawet niedalekiego Wołynia. Jan trochę narzekał, że przeszło 2 miesiące nie miał informacji od rodziny. Był tym bardzo zaniepokojony. Prosił o rychłe odpisanie na list z najważniejszymi informacjami z rodzinnego domu. Informował mamę, że od dłuższego czasu był na wschodzie. Z obawy przed możliwością ingerencji cenzury zdawkowo pisał o tym, iż walki były nieprzerwanie bardzo ciężkie. Między wierszami obawiał się coraz bardziej o własny los. W części pożegnalnej pisał do „miłego zobaczenia, do którego bardzo ciężko”. Z tego fragmentu można wywnioskować, że naprawdę walki nabrały charakteru niezwykle niebezpiecznego, gdzie życie żołnierza każdego dnia jest narażone na spore zagrożenie. Jan pisał o tym niewiele, gdyż nie chciał obarczać rodziny dodatkowymi zmartwieniami .
List Jana Bajorka do brata Wojciecha
30 lipca 1916 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
             Adresatem listu z 30 lipca 1916  r. nie była mama, do której Jan najczęściej pisał, tylko brat Wojtuś. Informował go, że otrzymał adresowany wcześniej pakunek. Najważniejszym aspektem poruszanym w liście była oczywiście sprawa otrzymania czasowego urlopu na okres żniw. Niestety, Jan nie przesyłał dobrych wiadomości. Otrzymał decyzję odmowną. Była motywowana tym, że on już wykorzystał swój urlop we wcześniejszym czasie. Jan mówił o tym, że ponowi starania o otrzymanie urlopu, ale szanse na to są zgoła niewielkie. Usiłował spróbować reklamacji, ale nie według niego nie miało to większego sensu. Krótko pisał o wojennych starciach. Mówił o tym, że teraz jego wojenne powodzenie nie było najgorsze. Najprawdopodobniej pełnił służbę we frontowym szpitalu .
             Jan po kilku krótszych, mało znaczących listach, zaadresował o wiele dłuższy, do mamy, Wiktorii. Przede wszystkim dziękował za otrzymany list, 14 sierpnia. Od dłuższego czasu nie otrzymywał żadnych listów. Sytuacja ta zaczęła go poważnie niepokoić. Nie ukrywał, że otrzymane informacje o zdrowiu i powodzeniu najbliższej rodziny, które były zadowalające, uspokoiły go i uradowały. O powodzeniu wojennym pisał w sposób lakoniczny, nieco dwuznaczny i bez wątpienia bardzo pesymistyczny. Owszem żył, był jeszcze zdrowy, ale wyrażał trudną do opisania wdzięczność Bogu za każdą chwilę życia. Można z tego wywnioskować, że walki były faktycznie ciężkie, a śmiertelność w jego jednostce wojskowej była naprawdę ogromna. Jan utrzymywał korespondencyjny kontakt z przyjacielem, Jaśkiem Hołdą, którego aktualnym miejscem stacjonowania był Tyrol. Jan prosił brata, aby ten dowiedział się o wojennym przydziale i możliwym czasowym powrocie do domu innego kolegi, Wojtka Hołdy. Z dalszej treści listu wynika, iż Jan otrzymał wcześniej od rodziny list, w którym została opisana sprawa rolniczego handlu jego rodziny. Jan wyrażał olbrzymie zaskoczenie, że rodzinie udało się sprzedać jałówkę (małego cielaka) po niezwykle wysokiej cenie. Porównywał tę cenę do kwoty za jeden mórg gruntu. Był tym niesamowicie uradowany, że rodzinie udało się wytargować tak godną cenę.  Suma ta bez wątpienia wspomogła wojenny trud rodziny, która żyła wtedy w sporej biedzie. Na okres kilku miesięcy Jan zaprzestał korespondencji z najbliższą rodziną i kolegami z wojennej doli i niedoli. 
List Jana Bajorka do matki Wiktorii 26 października 1916 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
            Dopiero 26 października 1916 roku udało mu się( nie bez problemów oczywiście) zaadresować list do osoby mu najbliższej, rodzonej matki.  Jan pisał, iż otrzymał wcześniejsze kartki i pakunki. Niestety, nie mógł na nie odpowiedzieć z  powodu problemów z wojskową pocztą. Korespondencja żołnierzy do rodzin została na pewien czas wstrzymana. Jan informował rodzinę, iż w tym ostatnim czasie miał inne priorytety i niezwykle poważne zadania. Stacjonował w miejscu trudnym, gdzie w każdej chwili był narażony na niebezpieczeństwa. Jego służba wymagała sporego poświęcenia i była bez wątpienia nieprzewidywalna. Niestety, z powodów cenzuralnych nie mógł przybliżyć jej szczegółów. Mówił o tym, że tylko cudowi i Bogu zawdzięcza, że jeszcze chodzi po tym boskim świecie. We wcześniejszym liście rodzina pytała go o możliwość otrzymania urlopu. Niestety, nie miał dla nich dobrych wiadomości. Na urlop nie miał żadnych szans. W aktualnym miejscu stacjonowania nie dawali żadnych przepustek dla żołnierzy. Jan obawiał się, że wróci do rodzinnego domu dopiero po całkowitym zakończeniu działań wojennych. Niestety, na froncie  mówiło się, że wojna potrwa jeszcze bardzo długo. Jan pozostawiał swoje życie w rękach Boga, gdyż tylko jego boska siła i zbawienie mogły go uchronić przed śmiercią z rąk nieprzyjaciela. Jedynie w kwestiach aprowizacyjnych nie narzekał. Jedzenie było nawet dobre. Ciepłej bielizny mu nie brakowało. Nawet żołnierze otrzymywali spore ilości tabaki, z której Jan był bardzo zadowolony. Mówił o tym, że chciał wysłać wujkowi ulubioną przez niego tabakę, ale nie miał możliwości w tej chwili nadania jakiejkolwiek paczki. Jednostka wojskowa, w której aktualnie Jan służył, znajdowała się na rumuńskim froncie. Jeszcze przez miesiąc mieli tam stacjonować. Jan wspominał o ciężkich warunkach pogodowych. Do niedawna panowały tu spore śniegi i mrozy, które dawały się w dużym stopniu we znaki żołnierzom. Teraz pogoda nieco się poprawiła i temperatury były wyższe. Jednakże nadal było bardzo ciężko pod względem pogodowym i czysto wojennym. Walki były w dalszym ciągu niezwykle niebezpieczne. Jan dowiedział się z listu od mamy, że aktualnie rodzina była bardzo zaangażowana w spór o charakterze rolniczo-ekonomicznym z krewną, pieszczotliwie nazwaną „Ulanką”. Najprawdopodobniej sprawa tyczyła się rodzinnego gruntu, o który walczyły zwaśnione części rodziny. Jan napominał mamę, iż powinna odpuścić w tym sporze. Wojna to nie był dobry czas na rodzinne konflikty. Syn mówił o tym, że być może sprawa zostanie załatwiona polubownie. Osoba pozornie poszkodowana otrzyma inną część ziemi na górze bądź pod lasem. Jan prosił mamę, aby pogodziła się ze zwaśnioną krewną. Widać po tym, że cały czas żył sprawami domowymi i też nieobca mu była zdolność kompromisu w imię wyższych, rodzinnych wartości. Nie patrzył tylko na swoje dobro i powodzenie. Chciał, aby w bliższej i dalszej rodzinie panowała harmonia, ład i serdeczność. Przecież wartości rodzinne są najważniejsze. To na więzach krwi można zbudować najsolidniejsze fundamenty dla wyższych celów.


Jan Bajorek z towarzyszami broni na froncie włoskim, 1916 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.

             Ostatni list w 1916 roku adresował do brata, Wojciecha, 2 listopada. Dziękował w nim za wcześniej otrzymane kartki. Przepraszał, że nie miał sposobności odpisania na nie. Stacjonował na włoskim froncie. Dzięki Bogu nadal żył i był zdrowy. Jednakże warunki były bardzo ciężkie. Pogoda były ciężka, ciągłe deszcze i niskie temperatury. Wspominał o tym, że chętnie wysłałby mu tabakę, ale nie miał teraz możliwości nadania paczki, a tym bardziej otrzymania urlopu. Szybko kończył list i prosił o częstą korespondencję z rodzinnego domu .


Fragmenty pracy licencjackiej napisanej pod kierunkiem dr. hab. Dariusza Nawrota, obronionej w Instytucie Historii Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach w roku 2013.




poniedziałek, 12 października 2015

Maciej Bajorek, Pierwsza wojna światowa oczami żołnierza polskiego w armii austro-węgierskiej. Część III.


Na podstawie wojennej korespondencji Jana Bajorka z Rzepiennika Suchego.



List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
1 stycznia 1916 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
                Pierwszy list w 1916 roku Jan wysłał w dzień rozpoczynający nowy rok, 1 stycznia, do matki. Minęło parę miesięcy od czasu poprzedniej korespondencji, ale Jan odpowiednio to wytłumaczył. Niestety, z powodów wojennych i zintensyfikowania działań zaczepnych nie mógł pisać listów, wskutek braku czasu, jak i zakazu wyższego dowództwa. W tym czasie otrzymał tylko jeden list od rodziny. Był on dla niego swoistą skarbnicą wiedzy o warunkach panujących w domu, ale jego treści możemy jedynie się domyślać. Ten list otrzymał również z pewnym opóźnieniem, gdyż w tym czasie nie przekazywali żołnierzom żadnej korespondencji. Pisał w liście, że dowiedział się o ich zdrowiu i powodzeniu. W domu wszyscy byli zdrowi, chociaż warunki socjalno-finansowe były na bardzo niskim poziomie. Jan, jako zawodowy rolnik i przykładny gospodarz był żywo zainteresowany kwestiami polowymi, m.in. takimi jak zebranie pszenicy i żyta z pola. Dowiedział się również o doli i niedoli życiowo – rolniczej „ujka” i ciotki”. Praca na roli w tamtym okresie wojennym była wyjątkowo ciężka, a zbiory mniejsze niż się spodziewano. Jan informował rodzinę, iż starał się dowiedzieć o wojennym losie jego przyjaciele z rodzinnej wsi, Jaśka Słoniny. Niestety, ten fragment listu został odpowiednio wymazany przez cenzurę. Dowiadujemy się jedynie, że poszukiwany Jasiek Słonina służył przy 16. Regimencie 2. Kompanii. Jan starał się ustalić jego dokładny los, ale niestety bez rezultatu.

List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
1 stycznia 1916 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
              

               Jasiek Słonina owszem służył w składzie tej jednostki, ale żadnych szczegółowych informacji o jego losie nie udało się ustalić. Nie wiadomo czy przeżył, czy został ranny i zabrany do szpitala. U Jana ze zdrowiem najprawdopodobniej było wszystko w porządku, chociaż daje do zrozumienia że wojenne szczęście przeżycia może nie trwać wiecznie. Jan również w tym liście starał się dowiedzieć o bieżących sprawach jego rodzinnej miejscowości. Nurtowały go sprawy ewentualnego ożenku znajomych czy też innych spraw czysto wiejskich, takich jak chociażby sprawy rodzimej parafii. Był także żywo zainteresowany  nowymi powołaniami do wojska z macierzystego Rzepiennika i okolic. Chciał wiedzieć, komu udało się dostać przepustkę i urlop. Prosił o potwierdzenie otrzymania zdjęć z frontu. Oczywiście list kończył pewnego rodzaju boskim pozdrowieniem, aby Bóg sprawił, że niebawem wróci do rodzinnego domu.
List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
28 lutego 1916 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
               Kolejny list będący w zbiorach rodzinnych datuje się na 28 lutego 1916 roku.  Jan potwierdzał otrzymanie listu od rodziny. Po raz pierwszy pisał bardziej negatywnie o swoim zdrowiu, ale w ten sposób, aby cenzura nie mogła tego zabronić i wymazać. Użył stwierdzenia: jestem nie bardzo zdrowy. Najpewniej odniósł poważniejsze rany, o których musiał rodzinie powiedzieć w sposób niejednoznaczny.  Wspominał po raz kolejny o swoim wojennym powodzeniu, które może zmienić się w każdej chwili.  Na razie żył, ale co przyniosą następne dni, nie wiadomo. Wspominał również o Boskiej Opatrzności, od której dużo zależy.
List Jana Bajorka do matki Wiktorii,
 22 marca 1916 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
Pomimo intensywnych działań wojennych Janowi udało się  napisać kolejny list w dość krótkim czasie. 22 marca 1916 roku wysłał list z ogólnymi informacjami na temat swojej sytuacji. Na szczęście pisał o tym, że już jest zdrowy i nie narzeka na swoją kondycję. Szybko doszedł do siebie i mógł wziąć udział w wojennych zmaganiach. Wspominał, że otrzymał wcześniejszą kartkę od rodziny z dość przełomową informacją. Mianowicie, ojciec Klemens Bajorek, napisał z dalekiej Ameryki o swojej sytuacji życiowej. Przede wszystkim miał się dobrze, żył i tęsknił za rodziną. Jan był uradowany faktem nawiązania korespondencji ojca z rodziną. Sugerował, aby kontynuowali ją i w miarę na bieżąco go o tym informowali. Donosił rodzinie o warunkach pogodowych niekorzystnych dla  rozpoczęcia pracy na roli przez tutejsze osoby, trudniące się pracą w gospodarstwie rolnym. W końcowym fragmencie zwracał się do rodziny z prośbą o modlitwę do Boga o jego zdrowie i wojenne powodzenie. Najwyraźniej walki na froncie włoskim były coraz bardziej zacięte. Jan coraz bardziej obawiał się o swoje życie, dlatego poprosił rodzinę o wstawiennictwo u Boga, w którego opatrzność i dobroć tak gorliwie wierzył on i jego rodzina .
List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
18 kwietnia 1916 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
              Kolejny list Jan napisał po okresie aż jednego miesiąca, co może oznaczać intensywny udział w działaniach wojennych. Pisał do drogiej mamy, iż jest zdrowy, ale nadal niespokojny sytuacją na froncie. Nie wiedział co przyniesie następny dzień. Był bardzo zasmucony tym, iż bezskutecznie zabiegał o urlop na czas Świąt Wielkanocnych. Niestety, nie dane mu było spędzenie Świąt Zmartwychwstania Pańskiego przy rodzinnym stole. Przekazał znajomej, Stefci, 20 koron, które zaginęły w drodze. Wiadomo jak trudna była sytuacja finansowa żołnierzy, więc strata kwoty 20 koron była dość druzgocąca. Jan cieszył się, iż jego przyjaciel z rodzinnej miejscowości i wojennej tułaczki, Jasiek Słonina, odpisał na listy jego rodziny, żył i miał się dobrze. Cieszyło go, że w rodzinnym domu nikt nie narzekał na sprawy zdrowotne.  Z karty pocztowej dowiadujemy się, że aktualnie jego jednostka wojskowa stacjonowała w Bochni, która jest oddalona od rodzinnego Rzepiennika zaledwie o 50 kilometrów .
List Jana Bajorka do matki Wiktorii.
6 maja 1916 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
6 maja 1916 roku wysłał list do mamy właśnie z Bochni pod Krakowem. Otrzymał dwie kartki od rodziny, która poinformowała go o bieżącej sytuacji w domu i co ważne w gospodarstwie.        Najprawdopodobniej rodzina straciła posiadane wcześniej konie, które były niezbędne do uprawiania rzemiosła rolniczego. Jan bardzo nad tym ubolewał i wyrażał zaniepokojenie w jaki sposób rodzina poradzi sobie na gospodarstwie w takiej sytuacji. Nie mógł im nic poradzić ponad to, że niestety muszą jakoś egzystować bez tych koni. Pytał  czy jego przyjaciel, Jasiek Hołda utrzymywał korespondencyjny kontakt z nimi. Sam Jan wymienił z Jaśkiem Hołdą 2 listy podczas Świąt Wielkanocnych, w których poinformowali się wzajemnie o sytuacji na wojnie i warunkach panujących w swoich oddziałach. Jan wcześniej dowiedział się, iż jego koledzy ze wsi zostali powołani do wojska, pytał więc rodzinę o przydział wojskowy Wojtka i Michała Romanów i czy przejdą ze swoją jednostką na front włoski. Był również ciekawy o krewnego z pobliskiej wioski o nazwie Sitnica. Chciał znać jego dokładne położenie, gdzie i w jakiej formacji służy. Oczywiście pytał z ciekawości o sprawy swojej miejscowości i ludności tam zamieszkującej.  Na sam koniec Jan zwracał się do rodziny z prośbą oto, aby pisali do niego często, gdyż jest żywo zainteresowany jak u nich wszystko wygląda.
List Jana Bajorka do brata Wojciecha.
9 maja 1916 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
               Następny list adresował do brata Wojtusia, 9 maja 1916 roku. Było to spowodowane tym, że chciał bratu podziękować za dwie wcześniej otrzymane kartki, z których dowiedział się o zdrowiu i powodzeniu w domu. Mówił o tym, że jest zdrowy i nie narzeka na wojenne szczęście, które na razie mu dopisywało. Jan poruszył temat koni, które zniknęły z rodzinnego gospodarstwa. Prosił brata o dokładne opisanie zaistniałej sytuacji z utratą koni. Miał nadzieję, że uda mu się coś doradzić rodzinie w kwestii, być może odzyskania zwierząt. Ciekawiły go nadal ożenki znajomych, a także  sprawy pogrzebowe we wsi, co patrząc na relacje panujące w rodzinnej miejscowości, nie jest niczym dziwnym. Żyjąc w małej społeczności, ludzie byli żywo zainteresowani sprawami sąsiadów czy znajomych. Jan podjął temat Jaśka Hołdy i korespondencji z nim. Dowiadujemy się, że Jasiek owszem pisywał często do domu, ale niestety niewiele listów z niego otrzymywał. Prosił brata o wysłanie mu gazety i paru centów, bo już zaistniała możliwość wysyłania tego typu rzeczy. Jednocześnie wspominał o tym, że to nie jest najważniejsze. Był świadomy biedy panującej w rodzinnym domu. Owszem rodzina wysłałaby mu ostatni grosz na front, ale sam źle by się czuł z tą świadomością, że w domu taka bieda, a on jeszcze ich wykorzystywał. Pytał o znajomą Stefkę, czy odwiedza ich w domu. Niestety, Jan z przyczyn niezależnych od siebie, zaniechał z nią kontaktu. Chciał wiedzieć co u niej, gdyż pisali ostatnio do siebie już 5 miesięcy temu.  Śmiem przypuszczać, że wspomniana Stefcia była osobą bliską jego sercu w tamtym okresie. Jan obiecał bratu, że gdy szczęśliwie powróci z wojennej zawieruchy do rodzinnego domu, to mu opowie wszystko z najmniejszymi szczegółami. Starał się udzielić bratu kilku niezbędnych wskazówek względem pracy w gospodarstwie, gdyż zaledwie kilkunastoletni Wojtuś nie był doświadczonym gospodarzem. Jan mówił o sprawach związanych z ogrzewaniem domu. Przypuszczał, że być może brakuje im materiałów drzewnych do ogrzewania. Sugerował, aby cięli grubsze olszyny z rodzinnego lasu. Usilnie prosił Wojtusia o to, aby pomagał mamie i serdecznemu „ujkowi”, ile tylko może. Napominał go, iż nie może dopuścić do dużej biedy w domu. Jan mówił, że on przeżył już kiedyś taką biedę. Po raz kolejny pytał o kolegów, Romanów- Wojtka i Michała. Chciał wiedzieć, w której dokładnie kompanii służą. Najpewniej zależało mu na nawiązaniu z nimi korespondencji bądź być może na możliwości spotkania. Na koniec prosił go o rychłe odpisanie na list, gdyż chciał być na bieżąco ze sprawami domowymi. Cały list utrzymany był w bardzo serdecznym tonie. Uderza z niego olbrzymia miłość braterska, troska o młodsze rodzeństwo i zainteresowanie ich problemami. Jan był niezwykle emocjonalnie związany nie tylko z matką, ale również z młodszym bratem i siostrą .


List Jana Bajorka do brata Wojciecha.
9 maja 1916 r.
Zbiory prywatne Macieja Bajorka.
           

                29 maja 1916 roku Jan wysłał list do mamy. Dziękował za otrzymanie gazety i skromnej kwoty pieniężnej o którą prosił brata we wcześniejszym liście. Niestety, małego pakunku z domu jeszcze nie otrzymał. Mówił, że jeszcze będzie musiał na niego poczekać, gdyż tego typu rzeczy bardzo długo szły wojenną pocztą. Najbardziej uradowany był z otrzymania gazety wiejskiej. Prosił o częste wysyłanie mu kolejnych numerów, gdyż czytanie tej gazety sprawiło mu wiele radości. Pytał rodzinę o sprawy związane z gospodarstwem, czy wspomniana wcześniej Stefka przychodziła im pomagać. Również pytał o to, czy Jasiek Słonina żyje, czy też poległ na wojennym froncie. Niestety, nie miał już z nim kontaktu i bardzo go to niepokoiło.



              List Jana Bajorka do matki Wiktorii. 29 maja 1916 r. Zbiory prywatne Macieja Bajorka.

Fragmenty pracy licencjackiej napisanej pod kierunkiem dr. hab. Dariusza Nawrota, obronionej w Instytucie Historii Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach w roku 2013.





Zostań Patronem Z Pogranicza